piątek, 26 sierpnia 2016

Wated posłowie PiS, którzy są osłami. Poszukuje ich demokracja, chce zwrócić literkę "p"


PiS zgubiło demokrację, czy demokracja zgubiła PiS?

PiS skorzystało z demokracji, demokracja miała w partii Kaczyńskiego pokątne miejsce, gdzieś usadowione w oślej ławce, bo PiS takie jest. W każdej dyscyplinie klasyfikuje się w oślej ławce. To nie demokraci to osły.

PiS do oślej ławki sadza Polskę. Chce tak zrobić z całym narodowem. Zwraca uwagę cały świat zachodni, aby PiS nie robił z Polaków osłów, jakimi sami są.

Demokracja więc została zgubiona przez PiS.

KOD - który broni demokracji, a przeciwnikiem jej jest Jarosław Kaczyński i jego osły - ruszył z akcją "Poszukiwani przez demokrację".


Demokracja poszukuje posłów PiS listami gończymi. Na namiocie KOD przed Kancelarią Premiera zawisły zdjęcia 5 posłów PIS, bo obowiązuje kolejność alfabetyczna. Po 5 osłach, do tego kierdelu dołączą następni osłowie PiS.

Demokracja chce im zwrócić literkę "p", aby rzeczywiście byli posłami kraju demokratycznego - Polski.

Więcej >>>

czwartek, 25 sierpnia 2016

Plotka smoleńska, kit mistrza Macierewicza


Rozumienie katastrofy smoleńskiej przez pisowców jest zawarta w stwierdzeniu zeznającego świadka z kancelarii Lecha Kaczyńskiego na procesie oskarżonego przez PiS Tomasza Arabskiego: "Była taka plotka..."

Procedury w tej formacji oparte sa na plotkach, na tym, że Jarosław Kaczyński coś tam słyszał, ale nie powie.

"Była taka plotka..." - to clou tej partii. "Plotka" dotyczy każdej dziedziny: budżetu, spraw zagranicznych, Trybunału Konstytucyjnego.

Ludzie niewykształceni posługuja sie plotką. Ludzie nie mający wiedzy o przedmiocie i stroniący od książek czerpią "wiedzę" z plotek.

Plotka jest rozsadnikiem ich "mądrości" i polityczności, jest walką z opozycją, jest kitem wciskanym "ciemnym" Polakom.

Zakitowany plotką ciemny Polak we wszystko uwierzy, bo plotkarz Macierewicz ze swoimi ekspertami doszli do kitu "wiedzy".

Proces, którego konsekwencją ma być wsadzenie byłego szefa kancelarii Donalda Tuska, Tomasza Arabskiego, przekona przekonanych, że za katastrofę smoleńską jest winny Lech Kaczyński, dysponent lotu.

Prawdy o katastrofie dochodzili najlepsi fachowcy w kraju, ale plotkarze Macierewicza są wiarygodniejsi dla elektoratu PiS, ciemnego ludu.

Plotkarz Macierewicz tyle nawciskał kitu do mózgów rodaków, iż Tworki objęły 30 proc. populacji Polaków.

Gdyby kitem smoleńskim można było handlować na rynkach światowych, bo Polska byłaby najbogatszym krajem świata, Stanami Zjednoczonymi Kitu Smoleńskiego.

Więcej >>>

środa, 24 sierpnia 2016

Szefernaker, upaństwowiony troll. W istocie Frankenstein


PiS w swej pokrętności stworzyło takie postaci, jak Paweł Szefernaker. Intelektualnie żadnej, akreatywnej, posługującej się językowymi kalkami kiczu.

Szefernaker to niepodrabiany troll internetowy, choć wolę określenie Frankensteina. Nieforemny, niedorobiony, niedojrzały do samodzielnego bytowania, formowania siebie, posługujący się partyjnym instyktem psa Pawłowa.

Szczekaj!

Szeferneker szczeka, gryzie. Wydasz mu dyspozycję: do budy! Wówczas trolluje na etacie państwowym.

Takie Frankensteiny winny być wyiskane z życia publicznego, bo tylko je niszczą, deprawują. Gdy PiS zostanie odsunięty od władzy, a tak się stanie, partie muszą wypracować model poprawności politycznej, do której nie powinny dostać się postaci żadne, znikome, dyspozycyjne, intelektualnie niesprawne, niesamodzielne. Szarańcza zycia publicznego.

Piszę, bo ten troll odezwał się. Niczego od siebie nie powiedział, a poszczekał ("Opozycja nigdy..., itd."). Jest na uwięzi łańcucha partyjnego, zaraz się schował.

Zachęcam dziennikarzy śledczych, aby przyjrzeli się tej osobie. Nie chodzi o jego przeszłość, ale formy bytowania, pasożytowania. O znikomość intelektualną, która urąga przyzwoitości. To zło kieszonkowe, breloczek zła.

Szkoda przestrzeni publicznej dla takiego trolla, Frankensteina, inni się trudzą, aby coś zbudować, przybieży szarańcza i zniszczy.

Więcej >>>

wtorek, 23 sierpnia 2016

Gliński znowu skoczył bez kasku do basenu bez wody. Wyszedł z niego Roch Kowalski


Z ministrem kultury prof. Piotrem Gliński jest techniczny kłopot. Mianowicie z dotychczasowych wypowiedzi i jego zachowań wynika, iż nie wie, do czego kultura służy, czym jest i jak układają się hierarchie wśród ludzi kultury, w elicie - bo tak należy nazwać twórców.



Ludzie sztuki to jest elita w przeciwieństwie do polityków, którzy w ogromnej większości są niedoróbkami.

Gliński niby wiedzę tę powinien posiadać, bo brat Robert to świetny reżyser, ale to starszy brat i może u Piotra występować syndrom młodszości, niedojrzałości, który to kształtowany przez kompleksy odzywa się w pomówieniach gorszego. W Polsce niestety takie niedoróbki lądują w polityce.

I chyba tak jest. Lecz nie jestem psychoalitykiem, Gliński od samego początku jawi się, jako minister antykultury, który wyznaje zasady leninowskie, w tym całkiem słynną: "Kino jest najważniejszą ze sztuk", ale to było w czasach Eisensteina, Pudowkina, kiedy magia ruchomych obrazków obezwładniała ciemny lud.

Dzisiaj Gliński pogniewał się na to, że przez selekcję festiwalową nie przeszedł film o żołnierzach wyklętych "Historia Roja". Ma pretensje do organizatorów festiwalu w Gdynii za tę "niesprawiedliwość", dopatrując się polityki.

Gdyby obok mnie był Gliński, to spytałbym go: ileś razy upadł na głowę? Jak skaczesz do basenu bez wody, to przynajmniej nałóż na łepetynę kask.

W sztuce filmowej, w literaturze, w ogóle w sztuce, nie ma czegoś takiego jak selekcjonowanie wg politycznych potrzeb.

Filmu wspomnianego oczywiście nie widziałem, bo wejdzie dopiero na ekrany, ale to znaczy, że jest gorszy niż gorsze. Bo dopuszczający musieli mieć świadomość, że władza PiS do takich tematów przywiązuje szczególną uwagę. Organizatorzy dzięsieć razy film obejrzeli i gniota nie mogli nawet dopuścić warunkowo, bo musi być szczególnie nieudany.

Można sobie wybrazić, jaki czeka nas hurgot patriotyczny, gdy gniot o "Smoleńsku" wejdzie na ekrany, a krytycy nie zostawią na nim suchej nitki.

Gdyby złe filmy zamieniały się, jak powtórki idioctw w historii, w groteskę, to Lech Kaczyński w "Smoleńsku" byłby tylko klownem, a tak wyjdzie z niego idiota.

Jak wyszedł z Piotra Glińskiego, którego jego rodzony brat Robert opisuje frazą: "Mój brat idiota".


A metafora "skoczyć bez kasku do basenu bez wody" jest jak Zagłoby, który takim Glińskim, Rochom Kowalskim,  mówił, że nie mają oleum pod czupryną.

Więcej >>>

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Pisowski brak rozumu i zakalec Mazurek. Złudzenie optyczne rozumu, którego w istocie brak


Można było się nabrać, że w politycy PiS dostają rozumu, że wzrósł im poziom oleju z zerowych intelektualnych możliwości. Lecz to tylko złuda optyczna, oleju nie było w tej partii i nie będzie.

PiS to partia stracona dla Polski, szabrownicy naszych dóbr i wolności, niczego nie stworzyli, wszystko w "imponującym" tempie niszczą. Szarańcza.

Kazimierz Ujazowski w pomyłce swej napisał, iż wszczęcie śledztwa ws. Trybunałowi Konstytucyjnemu, a w istocie przeciw prezesowi prof. Andrzejowi Rzeplińskiemu, to błąd.


Wszyscy rzucili się na tego tweeta, jak na zmartwychwstanie rozumu w PiS.

Lecz nie. W PiS rozum nie jest Łazarzem, dawno został pogrzebany, wyprawiono mu pogrzeb, nawet żałoba po nim minęła. Był pogrzeb kartofla. Pamiętacie znakomity film Jana Jakuba Kolskiego. To alegoria PiS.

Rozum to wspomnienie i tak się czknęło Ujazdowskiemu.

Oto kobieta, o której zasługach dla czegokolwiek (nie jest autorką choć jednego zdania względnie kreatywnego) Beata Mazurek, rzecznik PiS twierdzi, że tweet Ujazdowskiego to prywatna opinia.

Ta Mazurek nie zdałaby egzaminu w żadnej porządnej szkole. Winno się apelować, aby odesłać ją do szkoły, bo wystarczy już prezentacji tego braku oleju w przestrzeni publicznej.

Mazurek ograbia budżet państwa, płacimy takiej niedouczonej osóbce za jej nieuctwo.

Bo Ujazdowski rzeczywiście pisał ze swojego konta na Twitterze. Kaczyński nie ma konta więc prezentuje oralnie swój próchnicę moralną, a to najgorszym sortem, elementem animalnym, gestapo.

Każda prywatność jest publiczna jeżeli jest udostępniona na jakiejkolwiek agorze, forum.

Czy Lech Kaczyński też do dziada mówił prywatnie, aby spieprzał, bo nie miał wówczas dostępu do Twittera?

Kobieto Mazurek, do szkół marsz. Nie chcę posługiwać się kolokwialnym idiomem Lecha Kaczyńskiego. Wystarczy brzydoty, kołtuństwa, degradacji rozumu, braku logiki, podstaw uczą w szkole. Mazurek, oddaj pieniądze, na które naciągasz państwo polskie i daj byle sprzataczce w Sejmie, a sama bierz się za ścierę, bo tyle może potrafisz, choć nie jest to pewne.


Ktoś taki, jak Mazurek publicznie używa języka sowieckiego utrzymując, że to polski. Polska stacza się po tej pochylni do poziomu Mazurek. Brr...

Więcej >>>

niedziela, 21 sierpnia 2016

Macierewicz, człowiek nr 2 w kraju bez klamek


Polska to dziki kraj. Nie rządzi w nim premier, ani prezydent. Zarządzany jest przez posła, który pozostaje w randze prezesa partii.

Jeszcze dziwniejsza sytuacja jest z drugim człowiekiem w kraju. Nie jest nim ani marszałek Sejmu, bądź Senatu, jest nim ten, który w kampanii wyborczej nie brał udziału, schował się, a jak wyszło z nim szydło z worka, to Beata Szydło pośpieszyła zapewnić następnego dnia po wyjściu z worka, że kandydatem na ministra obrony jest Jarosław Gowin.

W PiS ktokolwiek otworzy dzioba, kłamie. I tak kłapią na każdy temat.

Drugiemu człowiekowi w państwie "Newsweek" poświęca okładkę i tekst numeru - Antoniemu Macierewiczowi, który jest ważniejszy od premier, prezydenta.

Autorzy materiału Wojciech Cieśla i Michał Krzymowski uważają, że to w kraju człowiek nr 2. Oj, nie byłby taki pewny, czy nie wyżej się plasuje.

W każdym razie prezes Kaczyński nosi Macierewicza w najwrażliwszy miejscu, w sercu (in pectore), to jego breloczek, a nawet ten koniuszek serduszka, w którym prezes swego imiłowanego uczuciem dopieszcza.

Macierewicz to ślepa kiszka serca prezesa. Zaczęło się od katastrofy smoleńskiej. Prezes tak docenia obecnego ministra obrony, bo jest jego alibi.

Nie da się ukryć, że Lech Kaczyński odpowiada za katastrofę smoleńską, a całe odium winy spada na Jarosława Kaczyńskiego.

Jak z tym żyć? O! Tak, że Macierewicza robi się nr 2. I tak Polską rządzą pacjenci z Tworek. Rozwalają Polskę, której już brakuje klamek, właśnie wstawiane są gumowe ściany.

Więcej >>>

sobota, 20 sierpnia 2016

Czy Szydło pojmuje, co czyta, czy tylko robi pod publiczkę?


Beata Szydło przed wyjazdem na wakacje pochwaliła się, że będzie czytać. Podała tytuł powieści polskiej autorki piszącej o historii, Elżbiety Cherezinskiej, "Harda".

Oczywiście, jak to nasi politycy, którzy są celebrytami, dała się Szydło "nakryć" paparazzi z "Faktu". Szydło czytająca w ostępach leśnych, kniejach.


Kinga Dunin sprawdziła, co też to za lektura i czy wpłynie ona na postawę polityczną marionetki Jarosława Kaczyńskiego.

Tytyłowa harda to siostra Bolesława Chrobrego, Świętosława, która została królową w Szwecji, Danii, Norwegii, została nawet matką króla  Anglii.

Świętosława wybiła się na niepodległość poprzez spryt, bezwzględność, pozbycie się męża. W warunkach Szydło byłoby to wymówienie prezesowi, "a idź sobie pastuchu kozy pasać na Nowogrodzką, albo Żoliborz", a męża w saunie spalić.

Nie bądźmy drobnostkowi, bo z mężem można wziąć rozwód i też pogonić na pastwisko.

Czy Szydło skorzysta z lektury, czy wpłynie choć minimalnie na jej samodzielność, czy powie prezesowi "wara, won" i opublikuje dwa najważniejsze wyroki Trybunału Konstytucyjnego?

Jak to zrobi, to znaczy, że coś z lektury pojęła, a jak nie - to znaczy, że nie czytała.Podobnie, jak nie wiedziała, kiedy Polska stała się członkiem Unii Europejskiej.

Więcej >>>