Święta Bożego Narodzenia posłużyły hierarchom Kościoła - i to bez wyjątku - do ataku na państwo polskie, na społeczeństwo. Język, jaki się posłużyli był destrukcyjny, niweczący kapitał społeczny z takim trudem wypracowywany przez media, niektórych polityków, przez organizacje społeczne.
Niestety prym w tym wiódł przewodniczący Episkopatu Polski abp Józef Michalik, który wręcz używał pojęć wojennych, a nawet do walki zachęcał. Bo cóż znaczą takie określenia, jak "atak", "nieprzyjaciel", "walka", "budzenie narodu"?
Używa się ich w chwilach zagrożenia, utraty niepodległości, wrogów zewnętrznych na granicach państwa. Te wszystkie określenia padły z ust hierarchy podczas pasterki, podczas której winno wlać się ludziom w serca i umysły nadzieję, odświętny nastrój, przyjaźń do drugiego człowieka, do bliźniego.
Michalik - i pozostali hierarchowie - judzili ludzi do siebie nawzajem, do władz państwowych. Mają duży wkład w podziałach społecznych, grupowych, wyznaniowych, płciowych. Czym jest Michalika "bójcie się wykształconych, a nieprostych serc, bo to jest zagrożenie"? Toż to judzenie niewykształconych przeciw wykształconym, to resentyment podstawowy, mowa nienawiści, populizm najgorszego sortu.
Jak to się ma do faktycznego stanu państwa, które po 1989 roku jest w nieustannym okresie prosperity, zarówno politycznej, jak gospodarczej. Bodaj nigdy tak nie było, że nasze granice były stabilne, jak dzisiaj, weszliśmy w skład najważniejszych organizmów politycznych i militarnych (UE, NATO), mamy wpływ na decyzję europejskie. Liczą się z nami w Europie.
Dobrobyt społeczeństwa nigdy nie był na takim wysokim poziomie. A hierarchowie chrzanią o upadku, rozkradaniu. Sieją destrukcję, strach, napuszczają jednych na drugich. A jeszcze Michalik mówił w duchu "My, naród", nie będąc poddany procedowaniu demokratycznemu, pozostając po personalną weryfikacją i decyzjami Polaków.
Polski Kościół atakuje, bo jest zagrożony. Ale wystarczyło posłuchać Franciszka, który wygłosił radosną, optymistyczną homilię. Papież prezentował się na tle polskich hierarchów, jakby był z innego Kościoła, innego porządku cywilizacyjnego, umysłowego i duchowego.
Polski Kościół ma do zaproponowania jedynie odwrócenie się od modernizacji, od cywilizacyjnych aspiracji, aby wszystko zostało po staremu. Społeczeństwo tego w większości nie akceptuje, a Kościół nie rezygnuje z wykopywania topora, aby Polak powstał przeciwko Polakowi, przeciw władzy.
Więcej o Kościele pod tym linkiem>>>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Franciszek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Franciszek. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 26 grudnia 2013
wtorek, 26 listopada 2013
Franciszek do hierarchów: oddajcie Kościół masom, bo upadniecie
Franciszek różni się zdecydowanie od swoich poprzedników. Wnosi do Kościoła inne teatrum, aby go ożywić. Jest to dawka tradycji, a w zasadzie kultury chrześcijańskiej i spontaniczności, aby wyznający mogli spotkać się ze współczesnym światem. Nie rezygnując z wiary, ale nie indoktrynując.
Papież nie jest zanadto nowoczesny, ale nie jest także ortodoksyjny. Franciszek wyraża swoje zdanie - następcy Piotrowego - na niemal każdy temat, nie jest to nauka, ale wskazywanie dla własnych szeregów duchownych i wiernych - i dla tych, którzy nie identyfikują się z Kościołem, a to wskazanie brzmi mniej więcej: Uwaga, człowiek!
Człowiek z krwi i kości. Jednostka taka, jaką siebie ulepiła. Niedoskonała i grzeszna, z wadami, ale i zaletami. Radosna, ale i smutna. I do tego ostatniego stanu potrzebny jest Kościół, do smutku, aby był przy człowieku z krwi i kości.
Kościół za bardzo służy Bogu, doskonałości, którą wykreował, która jest nieobecna, jest poza zasięgiem, ale nie jest wspólnotą dla ludzi.
Kościół nie jest dla wspólnoty. Ale wspólnota dla Kościoła, które razem mają służyć doskonałości Boga. W tym Kościół jest nienowoczesny, klasyczny, tradycyjny. A Ewangelie, które winny być podstawą Kościoła wobec klasyczności tamtych czasów (gdy Kościół chrześcijański powstawał) stoją w poprzek, bo są plebejskie. Z dzisiejszego post-rewolucyjnego świata - lewicowe.
Kościół jest dla tych klasycznych elit (hierarchów), a Franciszek chce go zrobić plebejskim. Tak odczytuję niektóre z fragmentów adhortacji - zwyczajowego podsumowania Synodu Biskupów.
W tym podsumowaniu - Franciszek zwraca się do hierarchów - mówi do swoich funkcjonariuszy: oddajcie trochę Kościoła wiernym, oddajcie część władzy wiernym. Bądźcie z nimi.
Franciszek proponuje Kościół w dalszym ciągu przedrewolucyjny, ale inny - nie skostniały w klasycyzmie (klasycyzm to konwencja doskonałości, rytualna i w treści martwa).
Nie jest to jeszcze "więcej światła", ale nie są to mroki doskonałości, której wszak nie ma w widzialnym świecie.
Kościół Franciszka w stosunku do polskiego Kościoła jest rewolucyjny, który zawsze miał martwy rytuał i zarządzał ludźmi, jak masą, kapitałem. Ale ta masa stanie się z czasem masą upadłościową. Franciszek mówi oddajcie Kościół masom, bo upadniecie.
Więcej o adhortacji Franciszka - link.
niedziela, 3 listopada 2013
Czy Franciszek nałoży kobiecie na głowę kapelusz kardynalski?
Prasa anglosaska spekuluje, iż Franciszek do godności kardynała może wynieść kobietę, co w Kościele byłoby rewolucją, naruszeniem zmurszałych fundamentów i ścian do tego stopnia, że dwa tysiące lat dziejów mogłoby się zachwiać w posadach, na jakich Kościół był wznoszony.
Papież Franciszek, gdy jeszcze był kardynałem, a w Watykanie wakowało miejsce po Benedykcie XVI, orzekł, iż "Kościół jest chory". Spodziewać się można po nim wiele w sferze administrowania Watykanem, ale nie w doktrynie.
Niemniej kobieta wśród decydentów to nie doktryna, lecz naruszenie najbardziej patriarchalnej instytucji władzy w Europie. Kościół, który tak dobrze dwa tysiące lat temu zaczynał, niestety tyle samo czasu trwa jego znieruchomienie. Zdążył solidnie skamienieć, stać się opoką, skałą coraz bardziej nadkruszoną - i bez przyszłości.
Kobieta wśród kardynałów - kadynalka? - dałaby na jakiś czas impet Kościołowi, pozwoliłoby to weryfikować doktrynę katolicką, uwspółcześniać ją. Podobno już Jan Paweł II proponował kapelusz kardynalski Matce Teresie z Kalkuty, ale nie wyraziła zgody.
O kobietach w gronie decydentów w Watykanie na razie spekuluje niewielu. Dopuszcza taką możliwość znajomy Franciszka, były jezuita. Nieśmiało pisze o tym, powołując się na okrętkę z JP II i Matką Teresą kardynał Michael Nolan.
Na razie te wieści rozchodzą się wśród Anglosasów, dla których kobieta przy ołtarzu stała się codziennością. Franciszka stać na taki krok. Kościół nadal byłby chory, lecz druga płeć wniosłaby nadzieję na jego względne uleczenie. Na agendzie z automatu znalazłby się celibat i inne nowocześniejsze osiągnięcia społeczne, na które Kościół ma tylko kropidło, ale żadnych argumentów.
Więcej tutaj.
Papież Franciszek, gdy jeszcze był kardynałem, a w Watykanie wakowało miejsce po Benedykcie XVI, orzekł, iż "Kościół jest chory". Spodziewać się można po nim wiele w sferze administrowania Watykanem, ale nie w doktrynie.
Niemniej kobieta wśród decydentów to nie doktryna, lecz naruszenie najbardziej patriarchalnej instytucji władzy w Europie. Kościół, który tak dobrze dwa tysiące lat temu zaczynał, niestety tyle samo czasu trwa jego znieruchomienie. Zdążył solidnie skamienieć, stać się opoką, skałą coraz bardziej nadkruszoną - i bez przyszłości.
Kobieta wśród kardynałów - kadynalka? - dałaby na jakiś czas impet Kościołowi, pozwoliłoby to weryfikować doktrynę katolicką, uwspółcześniać ją. Podobno już Jan Paweł II proponował kapelusz kardynalski Matce Teresie z Kalkuty, ale nie wyraziła zgody.
O kobietach w gronie decydentów w Watykanie na razie spekuluje niewielu. Dopuszcza taką możliwość znajomy Franciszka, były jezuita. Nieśmiało pisze o tym, powołując się na okrętkę z JP II i Matką Teresą kardynał Michael Nolan.
Na razie te wieści rozchodzą się wśród Anglosasów, dla których kobieta przy ołtarzu stała się codziennością. Franciszka stać na taki krok. Kościół nadal byłby chory, lecz druga płeć wniosłaby nadzieję na jego względne uleczenie. Na agendzie z automatu znalazłby się celibat i inne nowocześniejsze osiągnięcia społeczne, na które Kościół ma tylko kropidło, ale żadnych argumentów.
Więcej tutaj.
piątek, 4 października 2013
Franciszek jak książę Myszkin
Papież Franciszek wszystkich zaskoczył, Kościół szczególnie. Nie mogło być inaczej, ta instytucja czekała na nową narrację. Jan Paweł II dał sienkiewiczowski oddech prowincji wschodniej Europy (dlatego dla wielu z nas jest ważny), ale nieistotny uniwersalnie. Benedykt XVI wniósł intelekt, który jest ważny dla garstki, a reszta (99,9%) kręci swoje lody. No i przyszedł Franciszek ze swoistym polskim prologiem (wybrali ch...) Ewy Wójciak. Ale i to nie zapowiadało tego, co codziennie jest dawkowane.
Franciszek wpisuje się coraz bardziej w dostojewszczyznę, w zbrodnie i karę Kościoła, a sama postać Franciszka zaczyna przypominać księcia Myszkina, człowieka znikąd (z Argentyny), z antypodów, który przybywa z Rogożynem, aby zamordować Anastazję Filipowną w imię miłości - fałszywą ikonę, podróbkę wszelkich świętości, bo postać kobiety - nawet dziewicy - jest rzeczywista, grzeszna, ale wewnętrznie dobra, empatyczna.
Myszkin wzorowany na postaci Chrystusa, jest znikąd (Nazaret, Szwajcaria, Argentyna), bowiem bohaterowie nie rodzą się w centrum. Bohaterowie w tym centrum przeprowadzają test. Tak przybył Franciszek i testuje Kościół, testuje wiarę, testuje słowa i czyny instytucji. Przede wszystkim Franciszek jak książę Myszkin wskazuje, jak być lepszym, jak być zrozumiałym, jak poprzez rozmowę z drugim uzyskiwać głębsze ludzkie wymiary.
Franciszek dopiero zaczyna, znajduje się - jak w najważniejszej powieści literatury światowej - w salonie Jepanczynów, dopiero go poznajemy. Zapowiada powstanie nowej konstytucji ws. kurii rzymskiej. Ten człowiek znikąd - coraz częściej traktowany przez miejscowych ludzi centrum, jako człowiek "bez głowy" (jeździec) - musi się liczyć z ich reakcją. W dosłownym znaczeniu.
Reakcyjnym jest Kościół polski, który tak naprawdę zgłupiał. Franciszek zakłóca im porządek aksjologiczny w prowincjonalnym imperium katolickim. Nie oni jednak będą decydować, co się stanie z Franciszkiem ks. Myszkinem. Zapadnie na epilepsję, bo cierpi na nią cały Kościół. Na padaczkę aksjologiczną. Kościół cierpi na taniec św. Wita od dawna. Podnosi się po atakach własnych, nazywanych przez niego atakami na Kościół.
Franciszek będzie poddawany temu doświadczeniu, będzie spychany przez swoją instytucję. Czy skończy jak bohater Dostojewskiego, jak bohater pisarzy czterech Ewangelii - przy zwłokach Nastazji Filipowny, na własnym krzyżu?
Nie wątpię, jak będzie. Franciszka czeka Emaus i Szwajcaria, jak bohatera Ewangelii i "Idioty", bo zawsze w tej konstrukcji narracji zwyciężają Barabasze. Oni dostają za friko szansę i np. piszą we "Frondzie". Wszytko wróci na swoje miejsce, acz nie będzie już takie samo. I to jest zwycięstwo Jezusa z Nazaretu, literackiego ks. Myszkina i takim będzie Franciszka z Argentyny.
poniedziałek, 16 września 2013
Co papież miał na myśli mówiąc o dobrych katolikach, aby mieszali się w politykę?
Co miał na myśli papież Franciszek, gdy powiedział: "dobry katolik to ten, który miesza się w politykę"?
Słowa bardzo niejednoznaczna, wręcz rozmyte.
Katolik się wtrąca w politykę, wierzący chrześcijanie innych wyznań, wyznający inne kulty, ateiści wreszcie - wszyscy oni "mieszają się w politykę". Jedni rządzą (mniejszość), większość jest rządzona. Chodzą na głosowania, wyrażają opinie polityczne - to jest wtrącanie się w politykę. Czyż nie?
Katolicy tworzą partie polityczne, patrz: Niemcy, gdzie rządzą chadecy. Katolicy wtrącają się w politykę, gdziekolwiek rozsiano ich na świecie.
Czy Franciszek nie chciał powiedzieć, iż katoliccy funkcjonariusze mają wtrącać się w politykę, księża i biskupi?
W Polsce na pewno tak to zostanie odczytane. Hierarchiczny kler w kraju nad Wisłą wtrąca się w politykę, cokolwiek papież by powiedział. A że powiedział to, co powiedział, z tym większą ochotą to będą robić, a nawet cytować.
A może Franciszek odkrył nareszcie karty, które tak skrzętnie skrywał w rękawie ubóstwa, które jest mu bliskie?
Katolicyzm jest wiarą chrześcijańską, lecz wiara zinstytucjonalizowana została rozdzielona od państwa. Przynajmniej w prawie ustrojowym państw zachodnich. A Polska chce należeć do Zachodu, poprzez to chcenie nawet należy, choć dla niektórych to jest niewygodne. W Konstytucji nasz kraj ma wpisany rozdział państwa od Kościoła, a mimo to kler (katolicki) "miesza się w politykę". I to jak się miesza, ho, ho!
Papież w stosunku do tego, co wcześniej mówił, zdaje się, że pojechał po bandzie. Tak to oceniam.
niedziela, 28 lipca 2013
Mundial młodzieży katolickiej w 2016 roku odbędzie się w Krakowie
Papież Franciszek w Brazylii zapowiedział, iż następne Światowe Dni Młodzieży (katolickiej) odbędą się w 2016 roku w Krakowie. Kardynał Dziwisz może ręce zacierać, misja się powiodło, wszak po to udał się do Rio de Janeiro. Dziwisz widząc trzy miliony osób na plaży Copacabana, żegnających Franciszka, nie mógł nie doznać gorączki spełnienia i polecił uderzyć w Dzwon Zygmunta, który w naszej historii rzadko bije.
Można sobie wyobrazić, co w tej chwili odczuwa kler. A jeszcze bardziej można przewidzieć, jak duchowni i hierarchowie będą się zachowywać, wszak ten zlot młodzieży katolickiej przewyższa przedsięwzięcie z poprzedniego roku, Euro 2012. Impreza piłkarska w porównaniu z najazdem katolickiej latorośli to będzie mały pikuś.
W związku z tym, co nas czeka? Hierarchowie wezmą się do urabiania starszych, aby przekazali im w pacht młódź, albowiem czeka nas wielka duchowa podróż z papieżem. Z pewnością na agendę powróci temat religii w szkołach. Franciszek powiedział, aby kler opuścił opłotki "dusznych zakrystii" i udał się w teren ewangelizować. A najlepszym miejscem jest oczywiście szkoła.
Powróci kwestia finansowania Kościoła przez państwo, bo szykuje się taka impreza. Mundial młodego katolicyzmu. Z czegoś to trzeba finansować, przecież nie z tacy.
O. Tadeusz Rydzyk uzyskuje do ręki potężną broń, aby deptać "w obronie TV Trwam". Dostał koncesję na multipleks cyfrowy, nie chce jednak opuścić owieczek, tak mu spodobały się procesje po ulicach polskich miast. Jakoś mu było głupio tłumaczyć, dlaczego mają przyjechać na spęd "w obronie" do Warszawy 28 września.
A obecnie - proszę. Mówił o telewizji katolickiej dla młodzieży, MTV Trwam. Powód do marszrut, jak perełka. Dostaje potężne narzędzie politycznego nacisku - "My, katolicy, chcemy tyle mediów, ilu nas jest". Niedługo redemptorysta rzuci hasło, iż kanał dla młodzieży (cyfrowy) musi młodzież świata zagrzewać do modlitwy.
Do Krakowa ma zjechać więcej młodych katolików niż jest elektoratu PiS. Rozpoczęły się przygotowania do Mundial Catholic '2016.
piątek, 26 lipca 2013
Watykańskie brudne pieniądze niezgodne z misją Kościoła. A ja pytam o misję polskiego kleru
Papież Franciszek wyrwał się na chwilę do Brazylii, a w Watykanie nowy pasztet mu zgotowano. Prałat Nunzio Scarano, który siedzi w areszcie od końca czerwca za przygotowanie przerzutu ze Szwajcarii do Włoch brudnych pieniędzy w kwocie 20 mln euro, zza krat prosi Franciszka o spotkanie. Chce przedstawić mu dokumenty, które świadczą o jego niewinności. Scarano był księgowym w agencji zarządzającej watykańskimi aktywami.
Scarano najwyraźniej kruszeje, już się przyznał, iż z tych 20 mln euro miał dla siebie zagarnąć marżę w wysokości 2,5 mln euro. Obecne zeznania dotyczyć mają przekrętów kardynałów, którzy dopuszczali się nielegalnych transakcji finansowych, bądź je ukrywali przed urzędnikami i organami ścigania.
Franciszek i jego rzecznik Federico Lombardi zapewniają, iż dążą do transparentności w przeszłości i aktualnych transakcji Banku Watykańskiego (IOR). Instytut Dzieł Religijnych, bo taką nazwę w istocie nosi bank, ma działać zgodnie z zasadami misji Kościoła.
Misję Kościoła z grubsza znamy, zasady - też. Franciszek chce te zasady uczynić bardziej przejrzystymi, humanistycznymi (bliżej ludzi), lecz idzie mu to z oporami, gdyż napotyka tradycję skamieliny, jak ta w IOR. Nie jest dla mnie zrozumiała zasada misji w kwestiach finansowych. Pomijam lichwę, która dzisiaj wyraża się wysokością oprocentowania.
Bank Watykański po prostu powinien działać zgodnie z zasadami nadzoru finansowego we Włoszech i tyle. Przestać wikłać się w dialektykę typu misji, bo można pod nią ukryć wszystko, a szczególnie podatne są wszelkie brudy, jak owe brudne pieniądze.
Przejrzystość, otwartość dla prawa fiskalnego w kraju, w którym się działa. Zwłaszcza dotyczyć to powinno Kościoła, który dóbr materialnych nie wytwarza, a jedynie duchowe, jak owa misja. Misja ducha w finansach to oksymoron.
Zawsze w takim wypadku przychodzi mi na myśl "misja" w Polsce. Jaką "misję" ma do spełnienia imperium medialne o. Tadeusza Rydzyka, które nie chce wpuścić na swój teren przedstawiciela fiskusa? Albo jaką to "misję" spełnia Rydzyk, który stosuje retorykę antypaństwową choćby w mediach, jak "Nasz Dziennik" i w pozostałych. Czy misją jest kwestionować władze państwa, w którym Kościół się zainstalował?
Z okropnym szalbierstwem w kwestii misji mamy do czynienia. Obawiam się, że w Watykanie podobnie przedstawia się misja wobec państwa włoskiego. Skaranie boskie z tą misją Kościoła, skaranie ze Scarano w Watykanie, a u nas z dużą częścią kleru.
czwartek, 18 lipca 2013
Stajnia Augiasza w Watykanie
Czego się nie dotknie Franciszek w Watykanie - bagno. Niedawno mianował ks. Battistę Ricca swoim pełnomocnikiem w IOR (Instytut Dzieł Religijnych, jak nazywa się Bank Watykański), a już po tygodniu tygodnik "L'Espresso" odkrywa przeszłość papieskiego zaufanego, który w przeszłości dopuszczał się skandali seksualnych.
Ricca przez 15 lat służył jako dyplomata w różnych nuncjaturach. Gdy był w Urugwaju, wraz z nim przebywał kapitan Gwardii Szwajcarskiej, partner seksualny, który miał pokój w nuncjaturze i pracę.
Podczas pobytu w lokalu dla gejów w Montevideo Ricca został pobity, na pomoc wezwał dwóch księży, aby go wyciągnęli z tarapatów. Inny skandal dotyczy uprawiania stosunku seksualnego z młodym mężczyzną w zablokowanej między piętrami windzie. Obydwóch ewakuowali strażacy.
Skandale Ricca były otoczone zmową milczenia. Za sprawą tygodnika wyszły na jaw, więc Franciszek musi gościa potraktować relegowaniem z Watykanu i ze stanu kapłańskiego.
Watykan to zaiste stajnia Augiasza. Kto dobierze się do stajni Kościoła w Polsce? Potrzeba do oczyszczających prac niejednego Heraklesa, aby wykurzyć zło i brud moralny.
środa, 5 czerwca 2013
Arcybiskup w tramwaju
Bogdan Borusewicz powiedział kapitalne zdanie: "Ja sobie nie wyobrażam mojego arcybiskupa w tramwaju, czy autobusie". Ten obrazek ma moc kreacji, sprawia, iż surrealne sugestie, jak obrazy Rene Magritte'a, rozświetlają problem.
Jednym sztychem zdania Borusewicz komunikuje problem, do którego inni potrzebują narracji wielkości książki, albo przynajmniej eseju. Przymykamy powieki i widzimy arcybiskupa w tramwaju, zaczynają funkcjonować niemal wszystkie zmysły, włącznie ze światłem rozumu.
Bizantyjski strój arcybiskupa wypisuje go ze wspólnoty podróżujących tramwajem, wypisuje go ze współczesności. Hierarcha jest jakąś postacią z filmu fantasy, w którym zderzają się dwa równoległe światy: szara Polska z XXI wieku i przełom Średniowiecza i Renesansu, gdy Kościół wszedł w konflikt ze światem racjonalnym, w którym do dzisiaj tkwi.
Zaczyna także działać zmysł powonienia. Niedomyte ciała Polaków, które wonieją znajomymi zapaszkami, nie zawsze spowodowane brakiem mydła, ale pospiesznym życiem, przemieszczaniem się z jednej pracy do drugiej. Ten smrodzik zderza się z obłokami kadzidła arcybiskupa. Arcybiskupowi kadzi podległy mu kler, kadzą wierni, bo hierarcha może spostponować i kadzą interesowni politycy.
Arcybiskup tak okadzany formułuje wyższość prawa boskiego, którego czuje się urzędnikiem, nad prawem stanowionym przez ludzi. Rozum hierarchy tapla się w tych rajskich wyobrażeniach i nie dziwota, iż wszystko przemawia mu za tym, że to jest zdecydowanie lepsze, niż ustanowili śmiertelni ludzie.
Nie dziwmy się zatem, że arcybiskup Józef Michalik po takiej wyobrażonej ekskursji tramwajem, powiedział, że Kościół atakuje się papieżem Franciszkiem. Jeszcze do naszego arcybiskupa nie dotarło, jak i do innych, że to Franciszek zaatakował Kościół, bo papież wsiadł do rzeczywistego tramwaju.
Na razie nasi arcybiskupi przyglądają się podróży tramwajem Franciszka. Ich luksusowy samochód jedzie obok tramwaju, a hierarchowie rozparci na tylnych siedzeniach zamartwiają się, dokąd dojadą.
czwartek, 30 maja 2013
Homoseksualiści a Boski plan
Papież Franciszek uważa, że małżeństwa homoseksualne mogą zniszczyć Boski plan. Zaiste, marny to plan, który może być zniszczony jakąś ustawą izby do stanowienia praw powołaną.
A na jakich przesłankach papież odczytuje Boski plan? Czyżby chodziło o żebro Adama, z którego została stworzona kobieta, a następnie połakomiwszy się wiadomością z drzewa dobra i zła, para została wygnana z raju? A może groźba Doliną Jozefata, w której niektórzy zostaną strąceni w niebyt, a inni zaznają rajskiego życia u boku Boga.
To są klamry tego Boskiego planu? Jak to się ma do pary (Adam plus Ewa) z Raju, który jest tylko alegorią mitu powstania ludzkości? I jak to się ma do nagrody życia wiecznego?
Po kiego nam wolna wola, gdy istnieje Boski plan. Nie wolno tego i tego, bo istnieje plan, czyli Boskie zniewolenie.
Tym Boskim planem papież, a za nim hierarchowie, mają rozstrzygać, czy ma pozostać w Kościele ksiądz Gary Meier z Saint Louis z USA, który przyznał się do tego, iż przez 15 lat był gejem, a zarazem potępiał homoseksualistów.
Czy ksiądz odpowiada za ten schizofreniczny "Boski plan", czy może Kościół, którego personel mówi, co innego, a czyni co innego. Co ma Kościół do preferencji seksualnych, nawet u swoich urzędników. Czyżby Bóg nakazał zaglądać do każdego zakątka życia człowieka, bo tego wymaga jego plan. Taki plan to gorzej niż najgorszy reżim, to odebranie człowiekowi prawa do stanowienia o sobie, wolności, ekspresji seksualnej i każdej innej.
Czyżby Bóg Kościoła był aż takim despotą? A może to hierarchowie takim go przedstawiają, bo chcą wiernych straszyć despotią Boga za życia i po śmierci. Boskim planem.
piątek, 5 kwietnia 2013
Zacznijmy od pedofilii w Kościele - a następnie od wszelkich Rydzyków
Coś mi mówi, że polski Kościół nie wyrobi na zakręcie.
Franciszek przykręca śrubę, że hej.
Powiedział: - Musimy skończyć z pedofilią.
Polski kler nie lubi zapinać rozporków. Pierwsza rzecz: powołać komisję ds. pedofilii tubylczego kleru. Wyplenić tałatajstwo.
A następne komisje winny być od nabijania wiernych w butelkę przez o. Rydzyka i jemu podobnych. Itd.
Stajnia Augiasza w zakrystiach polskich jest zabagniona po brzegi! O, ho, ho! Wymiatać bagno wraz z politykami typu "kurdupel K.".
czwartek, 28 marca 2013
Abp Głódź przemówił do tych, którzy wybrali niewłaściwą drogę
Abp Sławoj Leszek Głódź po 10. dniach od publikacji "Wprost", jak po solidnym detoksie, przemówił dwugłosem. Ciałem i duchem. Ciałem - obecnością na mszy w dniu kapłańskim, Wielki Czwartek, gdy duchowni celebrują swoje narzędzia pracy, krzyżma. A duchem, jak porządny poeta, gdy opuszcza pustelnię, dzieło ma skończone i dzieli się epilogiem z wyznawcami, w jego wypadku oświadczeniem odczytanym przez jednego z mianowanych kapłanów w hierarchii archidiecezji gdańskiej.
Krzyżma sobie darujmy, acz jeden passus ze św. Pawła zacytowany przez hierarchę warto przywołać, bo jest w nim peryfraza proustowska: "Nie dał wam Pan Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości oraz trzeźwego myślenia". Czort wie, kogo to tłumaczenie, pewnie z Biblii Tysiąclecia, zdanie jednak jest dwuznaczne, najważniejsze jest owo "trzeźwe myślenie". Brak go dziennikarzom "Wprost"? Czy skromnie arcybiskup sobie je przyznał po 10-dniowym detoksie?
Dzieło pisane w formie oświadczenia jest pokrętne, warto aby nad nim się pochylił "krytyk, co wielkich tego świata się nie boi". W paragrafie drugim czytamy: "Wielka krzywda została wyrządzona przede wszystkim Kościołowi i Archidiecezji Gdańskiej".
O, samokrytyka? Czy krytyka "Wprost"? I dalej w tym samym paragrafie: "Czynię to i ja, znając swoja małość i grzeszność przed Bogiem".
Co nam arcykapłan mówi? Że poczuwa się do winy, bo to rytuał, ale jego instancją przed którą schyla swoje zawstydzone czoło jest Jego Miłość Bóg, a nie wy mali ludzie i inne dziennikarskie hieny. Publikę, wiernych, czytelników i wszystkich razem hierarcha nazywa: "którzy wybrali tę niewłaściwą drogę".
Na tej niewłaściwej drodze są delatorzy z własnego gniazda, mianowani przez arcybiskupa na dobre stołki: "niektórzy z naszych kapłanów" - czytamy w 3. paragrafie. Wybrali "samozwańczy sąd na łamach prasy".
A to się nie godzi, to bezprawny lincz na arcybiskupie. Są sądy prawdziwe - pisze dalej w epistole gdański zwierzchnik kapłanów i wiernych - (kto?) "nasz Pan Jezus Chrystus", bo "wszyscy jesteśmy dłużnikami Bożego Miłosierdzia".
Wszystko jasne. Sąd tam na górze jest od prawdziwego sądzenia. Choć w 5. paragrafie metropolita gdański namawia do dialogu "tych, którzy rzucili w niego kamieniem". Dialog może odbyć się u nuncjusza apostolskiego. Proszę bardzo, ambasador watykański was przyjmie, byle na kolanach. Klęczników wystarczy dla wszystkich, ten mebel przecież jest dla wiernych i dziennikarzy. Kapłani mają inny mebel - ołtarz.
Takie jest "trzeźwe myślenie" abp Głódzia po 10-dniowym detoksie. A co powiedział w dalekim Watykanie zwierzchnik hierarchy gdańskiego, papież Franciszek, który też w tym dniu kapłańskim celebrował krzyżma? Franciszek nadal proponuje inna retorykę, która nijak się ma do słów analizowanego wyżej duchownego Polaka, powiedział: "Jest kryzys tożsamości kapłańskiej, księża zamieniają się w kolekcjonerów antyków".
Jakby mówił o naszym Głódziu. Czy arcybiskup to słyszał? Nie, bo w tym czasie też celebrował krzyżma. Kryzys tożsamości abp Głódź ma za sobą, trwał 10 dni, a czy kolekcjonuje antyki, czy flaszki - trudno powiedzieć - może się leczy.
piątek, 22 marca 2013
Ch...
A niby dlaczego Ewa Wójciak miałaby przepraszać Franciszka za ch..?
Po pierwsze, jemu to lata, bo wie (a przynajmniej powinien być tego świadomy), że tych "ch..." padło miliony, jeżeli nie miliardy.
Dwa. Do Watykanu nie doszło, bo inne o wiele ważniejsze sprawy mają na głowie (szmal).
Trzy. Wójciak, jako artystka, wyraża nie tylko siebie, ale innych. Postacie, które odtwarza. Gdy bohater mówi,że ktoś jest ch..., to ma zamknąć usta?
Cenzura ekspresji - jej i bohaterów - to są kajdany wyrażania siebie. To nie papież Franciszek został obrażony, to jego wyznawcy czują się obrażeni.
I to są prawdziwe ch...
A ch... godność nie pozwala przepraszać. Tacy ch... się urodzili.
środa, 20 marca 2013
Ewa Wójciak potraktowana nie po franciszkańsku
Ewa Wójciak, szefowa poznańskiego Teatru Ósmego Dnia, palnęła na Facebooku z męskiej broni i w stronę tej samej płci, która w Watykanie celebrowała wyższość ducha (świętego) nad materią (dobrze wiemy, że to nieprawda). Broń może paskudna, bo niecelna, jak jakiś pistolet skałkowy, niecelny, jak diabli: ch... No i wykropkowanie poniosło.
Wieść poszła w lud. Wykropkowanie szczególnie. Każdy sobie dopowiedział, co też owe kropki niosą i niemal każdy mężczyzna wśród rajców miejskich Poznania poczuł się trafiony, kobiety zresztą też - z powodu wartości "chrześcijańskich" - bo artystka celowała do aktualnego chrześcijanina nr 1.
Gdyby Wójciak napisała powszechnie przyjęty (z błędem) HWDP, to byłaby zupełnie inna para kaloszy. W tym akrostychu należałoby tylko zmienić ostatnia literę P (policja) na K (kler).
Emocja dyrektorki miała miejsce w konkretnym czasie, zaraz po konklawe, gdy rozpoczęło się klikanie, kto ten Franciszek zacz. W Wikipedii jak byk stało, że Jorge Bergoglio ma na sumieniu wydanie współbraci w zakonie w ręce prawicowych oprawców. Ten szczegół biograficzny został zaraz usunięty.
No, jak reagowali empatyczni ludzie? Przeklinali gościa, który tak potraktował brać zakonną. Większość pod nosem, albo w prywatnej rozmowie. Wójciak na prywatnym koncie Facebooka na swoje nieszczęście to przekleństwo, a zarazem knajacki rzeczownik męskiego przyrodzenia, napisała.
Nikt nie zaprzątał sobie głowy drugą częścią zdania, a tak mogła napisać tylko osoba wrażliwa, której wartości humanistyczne są bliskie. Dalszy ciąg brzmiał: "który donosił wojskowym na lewicujących księży".
Warto jeszcze przypomnieć, z jakiego środowiska Ewa Wójciak pochodzi i kogo zastąpiła w teatrze. Nie wymagam od nikogo, aby klękał przed jej osobą, ani miał w uznaniu zasługi artystów z teatru Lecha Raczaka z czasów PRL-u i wojskowych z WRON.
Ale to prezydent Poznania Ryszard Grobelny zachował się, jak mały człowieczek, gdy przed posiedzeniem Rady Miejskiej wydał wyrok na dyrektorkę, a rajcowie niemal przez aklamację wysmażyli rezolucję, aby zwolnić Wójciak z dyrektorowania (oprócz 4. radnych SLD).
Samorządowcy okazali się nikim, jak te trzy kropki po "ch".
poniedziałek, 18 marca 2013
Blady strach padł na polski Kościół
Na polski Kościół pada blady strach, choć papież Franciszek jeszcze oficjalnie nie rozpoczął pontyfikatu. Sygnały, które docierają z Watykanu, nie pozwolą spać spokojnie hierarchom, ani oligarsze medialnemu o. Tadeuszowi Rydzykowi.
Już "Nasz Dziennik" zaczął przekuwać papieskie słowa na rydzykowe kopyto. Ks. Sztaba, który w cyrku medialnym o. Rydzyka jest miejscowym ideologiem, odpowiedział na stwierdzenia szefa dyplomacji Radosława Sikorskiego, iż "w Polsce tragedią Kościoła jest to, że dla coraz większej liczby ludzi głos Kościoła jest nieodróżnialny od głosu dyrektora Tadeusza Rydzyka".
Ideolog imperium Rydzyka ks. Sztaba zwrócił Sikorskiemu uwagę: "Gdyby pan minister wsłuchał się w przytoczone przemówienie Franciszka do dziennikarzy z całego świata, nie wypowiadałby takich nonsensów i absurdów".
Czyli Kościół nieodróżnialny od głosu Rydzyka, jest nonsensowny i absurdalny. I dalej pisze ks. Sztaba: "Media założone przez o. Rydzyka w pełni realizują służbę prawdzie, dobru i pięknu".
Ks. Sztaba zalecił Sikorskiemu, żeby "nadrobił lekcję z metafizyki dotyczącą transcendentaliów: prawdy, dobra i piękna". To zdaje się nowa wykładnia mediów Rydzyka. Wszak maybach (bądź jakiś inny lexus) zalicza się do jednego z tych elementów triady. Nie wiem, do którego. Czy do prawdy, dobra, a może do piękna. Pewnie to ostatnie. Pominął Sztaba najważniejszy przekaz nowego papieża: ubogość materialna kleru. Na to położony jest na razie nacisk.
No, dobrze, a do jakiego elementu triady zaliczyć ostatnio ujawnione wyskoki pijackie abp Sławoja Głódzia, który jest rzecznikiem imperium medialnego Rydzyka z ramienia Episkopatu? Ha.
Chyba ta prawda abp Głódzia kwalifikuje się na leczenie w ośrodkach AA. Prawda dotycząca flaszek, które opróżnia hierarcha. Ponoć w Trójmieście nazywany ksywą Flaszka. Czy Franciszek pośle na leczenie pasterza z Gdańska, czy od razu na detoks?
A co z abp Głódzia przywarami charakterologicznymi, które ujawniły się w trakcie libacji? Nijak one się mają do nowego porządku moralnego, który został zapowiedziany przez papieża Franciszka.
Takich przypadków, jak z Głódziem będziemy poznawać coraz więcej. Prosty kler stanie się bardziej odważny, a hierarchowie nie będą mogli wywierać presji poprzez nakaz posłuszeństwa. Luksusowe samochody też znikną spod zakrystii i plebanii.
Obawiam się, że po polskim Kościele tylko zostanie blady strach, bo pod spodem tej "prawdy, dobra i piękna" jest tylko pustka głucha na krytykę społeczną, nawet tak ważnego polityka jak minister polskiej dyplomacji Sikorski.
czwartek, 14 marca 2013
Czy Franciszek zdecyduje się na zmiany?
Nowy papież Franciszek otrzymał od razu etykietę konserwatysty - jakby w Kościele inni hierarchowie występowali - a to dlatego, że jako prymas Argentyny sprzeciwił się małżeństwom homoseksualnym. Warto jednak zwrócić uwagę, że takim był, gdy homoseksualiści nie posiadali tego przywileju, bo od 2010 roku Argentyna jest pierwszym krajem Ameryki Łacińskiej, która zalegalizowała małżeństwa jednopłciowe.
Jako kardynał Jorge Bergoglio mógł temu rozstrzygnięciu prawnemu przyjrzeć się bliżej. I co istotne, reguła jezuitów - bezwzględne posłuszeństwo papieżowi - nie dopuszcza wątpliwości. Nie mógł inaczej postąpić.
Dla nas Europejczyków, a w szczególności Polaków, jest istotne, że na feudalnego władcę dusz w Watykanie nie będziemy patrzeć, jak pochodzącego z pępka świata. Jest z dalekiej Argentyny i kontynentu, na którym teologia wyzwolenia nawet patrzyła na patrona zakonu jezuitów, jako "Chrystusa z karabinem na ramieniu". A Franciszek wydaje się być krystalicznym jezuitą, wykształcony i narzędziami politycznymi sięgający tam, gdzie możliwe są zmiany.
Niezbyt ucieszyła się z wyboru prezydent Argentyny Cristina Fernandez de Kirchner. Powody mogą być nie tylko polityczne, bo wpływ Franciszka wzrośnie, wszak to kraj, gdzie przywiązanie do barw klubów piłkarskich jest silne i często ponadpolityczny. Franciszek to kibic San Lorenzo, a prezydent na przykład Maradony i Boca Juniors.
Franciszek może mieć cechę, której nie posiadają hierarchowie z Europy, spojrzenie na społeczeństwa nie z katedr, które są w Europie najczęściej twierdzami. Szczególnie dla nas Polaków - wierzących i niewierzących - nowy papież może wskazać (z czasem, rzecz jasna) miejsce kleru w szeregu społecznym. Znamiennym jest, że w Radiu Maryja papież Franciszek nie otrzymał bezpośredniego błogosławieństwa "miejscowego papieża" o. Rydzyka, jedynie z fal eteru popłynęły zdawkowe hymny pochwalne, które wszak dotyczą wszystkiego, co wypływa z Watykanu.
Papież jest władcą bez armii z nowoczesną bronią, za to ma armię o wiele skuteczniejszą - ludzką. On tej armii nadaje rangę, a w XX i XXI wieku została ona zdegradowana do owieczek, nie była pełnym podmiotem Kościoła, była mięsem armatnim dla kleru. Zwłaszcza w Polsce, w której liczy się owieczki - i nie wiadomo, czy jest to 40% społeczeństwa, czy 94% - które wypędza się z zagrody, aby "broniły" np. TV Trwam. Cały polski Episkopat poparł ten pomysł "obrony".
Czy papież może to zmienić? Tak. Papież będzie patrzył na cały Kościół w perspektywie globalnej, a Franciszek ma szansę na zmianę tej najstarszej instytucji na globie poprzez choćby sobór, bo zmiana może otrzymać tylko tam legitymację. Ta legitymacja może być rozszerzona i upodmiotowić owieczki, lud boży, który nie musi być karny wobec Stwórcy, ale artykułujący.
Franciszek z Asyżu nie bał się papieża Innocentego III, upodmiotowił ubogich. Obecny Franciszek poprzez sobór powinien rzucić wyzwanie możnowładcom z watykańskiej kurii i krajowych Episkopatów, bo lud boży trzymają w zagrodzie dogmatów, a nie wiary.
środa, 13 marca 2013
Franciszek
Mamy nowego papieża. Argentyńczyka i zakonnika, jezuitę. To ostatnie może być jego siłą, bo zakonnicy - dominikanie i jezuici - to najbardziej otwarte głowy w Kościele. I nie tylko. Mają najlepsze wykształcenie.
Acz Franciszek, bo takie przyjął imię Jorge Bergoglio uchodzi za konserwatystę. Imię jego jest znamienne. Ubogość. Zobaczymy po jakimś czasie, co zaproponuje. Europa traci znaczenie, już dawno nie jest duchowym liderem świata, skończyło się to w XX wieku.
To tylko gwoli tego ważnego dla naszego kontynentu, a przede wszystkim świata, zdarzenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















