Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sejm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sejm. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 grudnia 2016

Pisowski mur odgradzający władzę od narodu rośnie przed Sejmem


PiS na Nowy Rok 2017 funduje barierki przed Sejmem. Jak zawsze tłumaczenia sa paranoiczne. Przyzwyczailiśmy się do tego stanu paranormalnego partii Kaczyńskiego.

A nie powinniśmy, bo o to Kaczyńskiemu chodzi. Aby akceptować paranoję, bezprawie, wówczas stajemy się współwinni ich przestęstw.

Barierki już były przed Sejmem, zostały zdemontowane, przez protestujących pod Sejmem zostały nazwane "płotem hańby" i jak mur berliński służyły do malowania komunikatów o władzy PiS.

Barierki wracają, można nazwać je murem zemsty, jakim oddziela się władza od narodu.

Mają jednak cel inny, PiS się boi. Mianowicie prostestujący będą tu obecni na Sylwestra, będą bronić samych siebie przed zawłaszczaniem wolności i demokracji przez PiS.

Partia Kaczyńskiego jednego się boi, aby Strajk Obywatelski nie zamienił się w Majdan. Ale i tak do niego dojdzie. Jeżeli nie przed Sejmem, to w innym ważnym miejscu.

PiS jest zagrożeniem dla Polski. Choć ma poparcie swego elektoratu, to jednak jest on niewiele warty, gdy jest to zmanipulowany ciemny lud.

Tak jak zachowuje się PiS, zachowują tchórze. Ujawnienie bojaźni to początek przegranej. Jakość oddania władzy przez PiS będzie okolicznością łagodząca na ich rozliczne złamania prawa, albo nie.

Acz należy ciągle podkreślać, iż w państwie prawa "zemsty nie będzie".

czwartek, 22 grudnia 2016

PiS-owi damy radę. Krocząca dyktatura może tylko źle skończyć się dla Kaczyńskiego i jego szemranych postaci


Pojawiają się twarde dowody na to, że ustawa budżetowa została przyjęta w sposób nielegalny. Dowody na bezprawie to choćby nieobecność dwoje wymienionych w protokole posłów sekretarzy. Pomijając tak zasadniczą kwestię, że standard procedury demokratycznej jaki zastosowany został w sali kolumnowej Sejmu pochodzi z poziomu rynsztoka.

Opozycja więc ogłosiła, że nie opuszcza sali posiedzeń Sejmu przez Boże Narodzenie i Nowy Rok, będzie tam przynajmniej do 11 stycznia 2017 roku.

Pojawiło się też nowe hasło tej akcji: #LegalnyBudżet.

Opozycja musi być czujna, a nawet z szekspirowska "nie spać". W budynku Sejmu budowane są ogromne kraty. Czemu miałyby służyć?

Łatwiejszej pacyfikacji opozycji. Mamy zatem kroczącą dyktaturę coraz większymi krokami, siedmiomilowymi.

Sejm już jest więzieniem, Polska będzie więzieniem. PiS nie ma, gdzie się wycofać, bo będzie prędzej czy później sądzony. Unia Europejska tego nie będzie tolerować. Gdzie wycofa się PiS, gdy przegra (bo przegra)?

Tylko na z góry zaplanowane pozycje. A wybór jest ograniczony: Węgry, Turcja i bodaj najprawdopodbniej - Białoruś.

Wcześniej postarają się rozlać krew. Stąd te wszystkie przygotowania. Idzie Czarna Przyszłość Polski. Ale nie damy się, bowiem damy radę PIS-wi.

Więcej >>>

piątek, 16 grudnia 2016

Majdan w Sejmie. Opozycja blokuje mównicę sejmową


Mogę tylko współczuć marszałkowi Sejmu Markowi Kuchcińskiemu, że spotkała go okupacja mównicy sejmowej.

Powyższe zdanie jest poprawne logicznie. Współczuję Kuchcińskiemu, bo nie ma kompetencji do wykonywania funkcji nr 2 w państwie..

Współczuję mu, bo to dopiero się zaczęło, a on marny intelektualnie i duchowo człowiek, który dźwiga taki ciężar nie na jego możliwości.

W kryzysowej sytuacji, co zrobić z okupacją mównicy przez opozycję, Kuchciński niedojda musi się konsultować ze swoim prezesem.

To jest jakby Majdan w gmachu na Wiejskiej. Majdan w obronie wolnych mediów - media zostały wyrzucone z budynku Sejmu, wstęp li tylko koncesjowany - bo pisowskie media nie są wolne, więc im wsio rawno.

Ale PiS szykuje sobie Majdan o wiele groźniejszy. Najprawdopniej szybko dojdzie do niego nie tylko w Warszawie, ale we wszystkich większych miastach w Polsce.

PiS wykluczył praktycznie Polske z Unii Europejskiej, Majdan w Kijowie otrzymał siłę sprawczą, gdy Janukowycz przekreślił aspiracje unijne i cywilizacyjne Ukrainców. Gdzie skończył? Wiemy.

Gdzie skończy Kaczyński? Nie wiem. Wiem, że Polacy nie dadzą sobie odebrać godności nowoczesnych i cywilizowanych obywateli świata, nie chcą być takimi karłami, jak prezes PiS, bo to tchórzliwy człowiek, tchórzliwy polityk, zamknięty i ograniczony, a przede wszystkim zakłamany.

Po to Polska uzyskała suwerenność, aby taki niewydarzony satrapa brał się za władzę?

Czy polskim przekleństwem mają być najeźdźcy - a to szkopi, a to sowieci - w tym wypadku najeżdźca wewnętrzny, nowotwór?

Więcej >>>

piątek, 9 października 2015

Weto prezydenta nie zostanie odrzucone, bo nie podniesiono rękawicy


Platforma Obywatelska nieładnie kończy kadencję tego Sejmu. Porażką na własne życzenie można nazwać to, że nie odrzucono weta prezydenckiego dotyczącego ustawy o uzgodnieniu płci.

Chaos w komisjach sejmowych, które miały rekomendować odrzucenia weta, świadczy, że w PO jest taki sam bałagan, jak na owych komisjach.

Weto nie pójdzie pod głosowanie na sali obrad, bo to skończyłoby się porażką PO, gdyż PSL odmówił poparcia odrzecenia weta.

Ten bałagan przypomina sytuację z postawieniem Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu, gdy zabrakło 5 głosów.

Na finiszu kampanii PO strzela sobie samobóje. Wyborcy postrzegają jako partię nieporadną, która nie jest w stanie wstrzymać marszu PiS po władzę.

Platforma jest jedyną siłą polityczną, która jest w stanie stworzyć sensowną propozycję programową i opozycyjną do PiS, gdyby miało dojść do nieszczęścia i powstanie rządu PiS.

Dzisiaj widać brak determinacji i strategii odwrócenie tego katastrofalnego trendu dla Polski. Rafał Grupiński kolejny raz zawodzi jako szef klubu parlamentarnego PO.

Nawet gdyby weto na sali plenarnej nie zostało obalone, to wyborcy zobaczyliby, iż PO walczy z katastrofą, a tak sygnał o chaosie pójdzie w Polskę. Nie podniesiono rzuconej rękawicy przez Dudę.

Więcej >>>

piątek, 11 września 2015

Aborcja to tylko akt pierwszy teatrum z wartościami chrześcijańskimi


W starym sezonie przećwiczony został jeden akt z wartościami chrześcijańskimi. Akt z aborcją. Inne akty muszą poczekać. Reżyserzy - biskupi - chcieli trochę się rozglądnąć, zmobilizować personel dochodzący: kościelnych, inspicjentów, chór, tudzież robiącą za gosposię Kaję Godek.

Pierwszy akt "Całkowity zakaz aborcji" w sumie zaliczyć należy do pomyślnego. Ledwo-ledwo projekt ustawy został odrzucony.

Kilka kazań polityków PiS na ambonie obok autorytarnych proboszczów, krucjaty różańcowe i inne pierdoły, winny zaowocować tym, że wystawienie pełnej sztuki "Wartości Chrześcijańskie"  w teatrum przy Wiejskiej po 25 października w nowym sezonie powinno dostać dobre recenzje w Episkopacie.

Po aborcji pójdzie in vitro. Pomyślnie zostanie załatwiony spór o finansowanie Kościoła, jakieś 1% z odpisu podatkowego plus stałe tantiemy na media o. Rydzyka.

A jak wpadnie bonifikata w postaci zapisu w preambule: "W imię Boga wszechmogącego..." można będzie domagać się powołania honorowego Senatu, w którym zasiądą osobistości z Episkopatu (tęgie głowy w biretach), przecież to tylko pomysł ministra prezydenta Dudy niejakiego Szczerskiego.

Uchodźcy? Ależ tak! Jeżeli z islamu przejdą na katolicyzm: hurtem tudzież w detalu. Taka nam kroi się Polska, powrót do tradycji - w okolicach Średniowiecza.

Średniowiecze to nie jest miejcowość, to czas do XVI wieku, do reformacji. A "lutry" nie będą groźne, bo Piotrów Skargów plus kilka Sobecko-podobnych płci nadobnej w samym Sejmie będzie większość.

Więcej >>>

środa, 17 grudnia 2014

Kilometrówki, na których dorabiali się posłowie

Co to jest ta kilometrówka? Wszyscy zostali na niej złapani. No, dużo posłów w każdym razie. Skojarzenia językowe można mieć różne. Gdy tu i ówdzie się bywa, nie od rzeczy może być asocjacja z kilometrami na drodze, a tam zwykle stoją panienki i wszystkie polskie problemy, włącznie z polskimi posłami.
Prokuratura wzięła się za pawie ogony, czyli nasze codziennie w mediach gadające głowy, które przekonują, jakie one są mądre, piękne, et cetera, za to głupie są przeciwne głowy. Stroszą się w te pawie piórka. Okazuje się, że po wystąpieniach medialnych wracają na polskie drogi, aby robić kilometrówki.

Wszak trzeba na jakimś poziomie żyć. Za te kilometrówki wzięła się prokuratura. I dużo tych posłów poszło pod nóż. Jak tak dalej pójdzie, to nie potrzeba żadnej wojny, ani Rosji w Polsce, Sejm się zdziesiątkuje z powodu kilometrówek.

Do trójki madryckiej byłych posłów PiS, prokuraturze dorzucono Radosława Sikorskiego i Sławomira Neumanna z PO, oraz 9 posłów PiS.

Kiedyś kilometrówki rejestrowała policja - i było w porządku. Zarejestrowana kilometrówka była odhaczona. A teraz w tę profesję wpadli posłowie.

Prokuratura będzie miała kupę robotę, a na jaką obstrukcję polityczną będzie narażona. Obawiam się, że nawet zarażona.

Już się zaczęło. Wśród kilometrówek jest posłanka PiS Krystyna Pawłowicz, która wydała oświadczenie, a wynika z niego, że jak wezmą się za jej kilometrówkę to zaskarży, poda do sądu. Kogo? Prokuraturę. Tego jeszcze nie było.

Trochę się nie dziwię. Fajnie się oskarża innych, ale samemu być oskarżonym? Zwłaszcza, że jest się winnym.

Sejm to Polska w pigułce. Złapani, jak dorabiają się na kilometrówce. Tak wystawiać swoją reputację? To się nie godzi. Na to Polska nie zasłużyła.

czwartek, 27 listopada 2014

Nowak nie jest czworonogiem moralności, tylko saperem


Sławomir Nowak zachował się, jak saper. Poległ na minie zegarka, wyleciał w powietrze. Jeszcze trochę dychał, ale już sztuczne oddychanie, tlen, ani modlitwy najbliższych nie pomogły, odszedł.

Odszedł z Sejmu, odszedł z polityki. Markowy zegarek okazał się wybuchowy, gdyż nie został ujęty w oświadczeniu majątkowym.

Można przeczytać o cynizmie Nowaka, braku honoru, charakteru, a także o jego kręgosłupie. Ponoć ma skoliozę (moralną - oczywiście). Mamy samych etyków. Takie tam duperele o służbie narodu. O jednej rzeczy nie przeczytałem: o głupocie.

Nowak okazał się głupcem, dla paru groszy dał się wykopać. Przyjda na służbę narodowi inni, którzy nie będą głupcami.

Mylę się? Nie znałem Nowaka, tyle co w telewizji. Był przekonujący. Dwa, trzy lata temu plasował się na pozycji delfina PO i Tuska. Teraz z tego został mu nagrobek, a dla nas współczesnych temat do dywagacji, jacy jesteśmy.

Może warto podkreślać saperstwo Nowaka. Gdyby inni zachowywali się, jak on, to może byśmy mieli inny układ w Sejmie, byśmy nie dywagowali o fałszowaniu wyborów, tylko jakimi je zrobić by były sprawniej przeprowadzone, bardziej przejrzyste.

Może byśmy dyskutowali o wartościach, ideach i jak zagospodarować najlepszych Polaków. Zatem więcej saperów wśród polityków w Sejmie, a na pewno nie będziemy oglądali tych twarzy, co obecnie, którzy będą nawijać o moralności, służbie i podobnych duperelach - pod jedną sztancę, gdy dostaną w mailach retoryczne gotowce.

Ale jestem naiwny! Chciałbym, aby saperami okazali się Hofman i podobni mu z koła niezależnych posłów. Naiwni znajdują się poza Sejmem, a w nim przy Wiejsskiej kuci na cztery moralne łapy. Na szczęście Nowak nie okazał się czworonogiem moralności.

Więcej >>>

piątek, 3 października 2014

Posłowie: ile powinni zarabiać?

Ryszard Kalisz poruszył kapitalny temat: zarobki posłów. I zachował się klasycznie, jak adwokat we własnej sprawie. Nomen omen.

A może powinien zachować się, jak prokurator, jak Magdalena Środa, która uważa, że "wybrańcy narodu" zarabiają wystarczająco, jeżeli nie za dużo.

Prokurator może zapytać - pod warunkiem, że będzie zarabiał mniej niż 9 tys. zł - a za co ma dostać taką wysoka pensję Mariusz Błaszczak, Kuchciński (bodaj Marek), Adam Hofman, a nawet Rafał Grupiński?

Wątpię, aby w "cywilu" dostali więcej. Ba, wątpię, aby Jarosław Kaczyński zarobił więcej. Bo jaki z niego fachowiec?

Odpowiedzialność? Owszem. Ale jaka odpowiedzialność? Prawo stanowią prawnicy zatrudnieni, jako doradcy, jako eksperci. A większość polityków nie jest prawnikami, to ludzie od podnoszenia rąk. A to niezbyt ciężka robota.

A więc większość naszych posłów pracuje raczej fizycznie, niż umysłowo.

Oczywiście są posłowie zasługujący na większe wynagrodzenie. Może powinniśmy pomyśleć o innej rekrutacji posłów. Innej selekcji w procedurach demokratycznych, itd.

Jak pogodzić marność Błaszczaka z domniemaną wartością fachową Kalisza? Oto jest pytanie.

Więcej >>>

czwartek, 25 września 2014

Piotr Skarga Kaczyńskiego na ambonie Sejmu


Rotacja wśród faworytów Jarosława Kaczyńskiego przyspieszyła. Ma ona związek z oddalaniem się władzy od prezesa.

Ma także związek z kondycją psychiczną w/w, którą wszyscy Polacy poznali. A prezes w głębi ducha kombinuje, czasami na Krakowskim przedmieściu wyraża:

"Co złego to nie ja, ani mój poległy brat, Lech".

Pod tym względem Kaczyński jest prawy i sprawiedliwy. Zaliczysz u niego podpadkę, jeżeliś swój wędrujesz w medialny niebyt, albo ciupasem podpadziocha wędruje do Brukseli.

Ziobro, ostatnio Anna Fotyga. Takich faworytów było wielu. Można być pewnym, że Brukselę, a może nawet coś gorszego, zaliczy Krzyszof Szczerski, który jest ostatnio głosem Kaczyńskiego na ambonie w Sejmie.

To, co wygadywał Szczerski na Radosława Sikorskiego, musiało się prezesowi podobać, bo inaczej by nie wygadywał. Ale Sikorski marszałkiem Sejmu został.

Szczerski to Piotr Skarga przeciw schizmatykom takim, jak Skorski, który przecież był ministrem obrony narodowej w katolickim rządzie IV RP.

Skarga wygrzmiał na ambonie, wysnuł porównanie laski marszałkowskiej do kija baseballowego, jak na faworyta Kaczyńskiego przystało.

Szczerski mógł przypomnieć, że jak Marek Jurek był marszałkiem Sejmu, laska marszałkowska była krzyżem.

Och, ci nasi politycy metaforyści. Coś mi się widzi, że Szczerski szybko poleci z funkcji faworyta, nie zaspakaja wyrafinownaych potrzeb literackich prezesa. Był twórczy - to prawda - ale prezes ma dużo większe oczekiwania w kwestii mocy słowa, niż wczoraj zaprezentował Szczerski.

Więcej >>>

czwartek, 8 maja 2014

Dezerter Kaczyński i zakompleksiały Waszczykowski



Radosław Sikorski wygłosił w Sejmie coroczne expose na temat założeń polityki zagranicznej. Wobec powszechnie znanej niedyspozycji prezesa PiS do debaty tudzież polemiki, w tej roli zastąpił go Witold Waszczykowski.

Jarosław Kaczyński wolał od Donalda Tuska, jego pół nieortograficzne i wypadł jak wypadł Waszczykowski, który stara się być dowcipny, a jest płaczliwy.

Waszczykowski z expose Sikorskiego zrozumiał niewiele, bo skupił się na pizzy i Twitterze, jakby to było w expose najważniejsze. W ten sposób ze swoich urazów do Sikorskiego zbudował wystąpienie, które miało być opozycyjne, a wyszły tylko kompleksy Waszczykowskiego.

Jakby tego było mało z tymi samymi przemyśleniami pobiegł do redakcji "Naszego Dziennika", gdzie już przez nikogo nie hamowany wylał z siebie żółć na szefa dyplomacji.

Otóż wg Waszczykowskiego Sikorski jest megalomanem. Jak ta uwaga stricte psychologiczna ma się do dyplomacji Sikorskiego, nie wiem.

Gdyby "Nasz Dziennik" był ważnym tytułem, wrogowie kraju mogliby się z tego ucieszyć, a tak ucieszy się tylko Tadeusz Rydzyk.

W PiS szwankuje wszystko. Prezes tchórz i jego akolici bez głowy, za to z kompleksami.

Więcej >>>

czwartek, 24 kwietnia 2014

Świątki i krasnale w sprawie ustawy kanonizacyjnej



Skład osobowy Sejmu nie zawiódł w sprawie ustawy kanonizacyjnej Jana Pawła II. Głosując za, przeciw, a nawet wstrzymując się, politycy zachowali się, jak rozliczne pomniki papieża Polaka (podobno jest ich w kraju 700).

700 pomników kiczu. Symbolami kiczu i takimi kiczami okazali się przedstawiciele narodu, nie dość jednak licznie reprezentowani, jak pomniki.

Świątkami można określić tych, którzy głosowali za, a krasnalami tych, którzy byli przeciw, zaś niedoróbkami - wstrzymujących się od głosu.

Ogromna większość świątków i krasnali w gmachu przy Wiejskiej nie wytrzymuje ciśnienia debaty, ciśnienia decyzji, bo tak naprawdę nie wiedzą, dlaczego tam się znaleźli. Nie wiedzą, dlaczego państwo i Kościół to dwie różne instytucje.

Ba, nasze świątki i krasnale nie wiedzą, dlaczego znalazło się w Sejmie. Głosują za lub przeciw, bo tak się utarło. Kaczyński za, Palikot przeciw, albo odwrotnie. I nie dlatego, że tak każe im rozum, ale dlatego, że przy Wiejskiej ciśnienie tak uderza im w dekiel, iż wystarczy, że Kaczyński popatrzy na Palikota, albo odwrotnie, Palikot popatrzy na Kaczyńskiego - i już wiedzą, jak głosować.

Świątki i krasnale nie zauważyły, że Jan Paweł II może był i wielki, ale dla tej instytucji - Wieży Ciśnień - był politykiem. Zaproszony do Sejmu w 1999 roku wygłosił przemówienie polityczne - wielkie przemówienie - które zamiast tej uchwały kanonizacyjnej powinno być odczytane na głos - i to byłby właściwy hołd, żywy hołd, hołd słowa i hołd rozumu.

Komu jednak hołd rozumu miałby składać nieżyjący Jan Paweł II? W świecie świątków i krasnali coś takiego w naturze jak rozum nie występuje, tylko emocje. Wystarczy, że Kaczyński spojrzy na Palikota.

I tak głosowali za, przeciw, a nawet wstrzymując się od głosu - wybrańcy narodu, przebierańcy emocji, niedoróbki rozumu.

Więcej >>>

wtorek, 25 marca 2014

Politycy niepełnosprawnej polityki protestują w Sejmie



Rodzice niepełnosprawnych dzieci owszem protestują w Sejmie. Chcą minimalnie lepiej dla swojej sytuacji, która im oraz dzieciom pozwala trochę godniej żyć.

Czy w tym coś złego?

Nie. Protestują na nie swoim, w Sejmie. Wymagają więcej od innych, od państwa, czyli nas. Niepełnosprawne dzieci są pretekstem, bo to nie tylko ta jedna nisza społeczna domaga się minimalnej godności.

Ten protest ma aktorów o wiele ważniejszych, pierwszoplanowych i to oni otrzymają nagrodę, choć nie mają niepełnosprawnych dzieci.

Tymi aktorami są politycy, którzy pod swoją opieką mają niepełnosprawną politykę.

Tak jest! W Sejmie protestują politycy niepełnosprawnej polityki. Arkadiusz Mularczyk z Solidarnej Polski chce nadać niepełnosprawnej polityce swojej partii impetu takiego, jaki sobie założyciele tej partii wyobrażali.

Świetnie nastroje wyczuł Janusz Palikot, który opieprzył swoich posłów. Wszak widzą, że niepełnosprawna jest polityka Twojego Ruchu. Przechodzą nad jej niepełnosprawnością do porządku dziennego, który może się skończyć wraz z porządkiem kadencji.

Jako lider miał prawo się wkurzyć.

Dlatego nie dziwmy się, że rodzice niepełnosprawnych dzieci nie przyjęli zaproszenia przez prezydentową Anne Komorowską.

Rodzice to tło, które politycy niepełnosprawnej polityki mogą w każdej chwili zmienić.

Za tło mogą robić - i czekają w kolejce - następni. Renciści, bezrobotni, bezdomni. Z każdej tej grupy da się wyizolować niszę podobną rodzicom niepełnosprawnych dzieci.

A co robią w tej chwili politycy niepełnosprawnej polityki? W terenie szukają tła do swoich roszczeń sondażowych, jak znalazł przyda się przy urnach wyborczych.

Więcej >>>

piątek, 24 maja 2013

PiS-owski populizm walki z bezrobociem przegrał w Sejmie


Sejm odrzucił populistyczny projekt PiS o Narodowym Programie Bezrobocia, który był stertą nikomu niepotrzebnego zapisanego papieru. Przede wszystkim nakładał na przedsiębiorców podatek, z którego miały być finansowana formy wspomagania ludzi bez pracy.

Taki podatek zmusiłby przedsiębiorców do likwidacji kolejnych stanowisk pracy, a przy tym powiększyłby dziurę budżetową o kolejne kilkadziesiąt miliardów złotych. PiS ma pomysł, jak pogrążyć kraj w ostatecznym kryzysie, aby sięgnąć po władzę.

Donald Tusk dobrze zrecenzował pisowską V Kolumnę legislacyjną: - Projekt PiS mógł oznaczać minus milion miejsc pracy, a nie plus milion miejsc pracy.

Premier jest odpowiedzialny za rządzenie, a nie wiecznie przegrany, niedoinformowany, nieudany człowiek i polityk Jarosław Kaczyński. Polityczne barachło.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Anny Sobeckiej troska o Polskę


Zawsze mnie cieszy widok Anny Sobeckiej. Wiem, że zza jej ramienia wyskoczy jakaś postać w ornacie i na mszę dzwoni (trawestacja znanego powszechnie przysłowia).

Zwykle jest to o. Tadeusz Rydzyk - anioł w czerni. Tym razem zza ramienia Sobeckiej wyskoczyła troska o Polskę, a dokładniej o rząd. Ki diabeł, ktoś zapyta.

Ano, taki diabeł, że posłanka PiS wysmażyła 654 interpelacje poselskie i chce pozwać wicemarszałka Jerzego Wenderlicha.

Zacznę jednak ten komentarz o Sobeckiej od tyłu (proszę nie mieć skojarzeń erotycznych, to tylko moja niezręczność językowa). Mianowicie ta rezolutna dama zarzuca Wenderlichowi krycie rządu. Tak jest! Tym razem podejrzewam, że to jej niezręczność, bo powiedziała Sobecka o wicemarszałku: "kryje w ten sposób niekompetencję rządu".

Uwaga dla filologów, język polityczny jest językiem erotycznym. Dawno to odkryto, ale można byłoby napisać rozprawę o polskiej polityce dzisiaj, która nie tylko jest rozemocjonowana, ale też przy okazji rozerotyzowana, wszak nic tak nie kręci człowieka, jak szmal, władza i seks.

Do krycia w rządzie Wenderlich ma dużo osób, gdyż te interpelacje dotyczą wszystkich w rządzie, a wicemarszałek kryje, dlatego nie ma czasu na podpisanie 654 pism Sobeckiej.

Sobecka powiedziała "Rzeczpospolitej", że zastanawia się nad pozwem sądowym. Z jej pokrętnego języka  można wysnuć wniosek, że pozew będzie dotyczył lenistwa Wenderlicha: "...nie chce pracować, bo mu nie chciało się podpisać 654 interpelacji...", itd.

Wenderlich pogrążył się, bo zaproponował Sobeckiej jedną interpelację zbiorczą. Jak to leń, jedną parafą załatwiłby pracę, która wyniosła Sobecką więcej niż ryzę papieru. Proszę zauważyć, jak troska o Polskę Sobecką kosztuje: papier coraz droższy, zresztą wszystko drożeje - wiadomo - przez niekompetencję rządu, który Wenderlich kryje.

Cieszę się na każde wystąpienie Sobeckiej, jej widok z jaką troską myśli o Polsce, powinien nie kończyć się "zastanawianiem nad pozwem sądowym", ale wejść na wokandę. Wtedy jeszcze bardziej cieszyłbym się widokiem Sobeckiej.

piątek, 8 marca 2013

Tusk wygrał z tabletem



Nasza polityka stoi paradoksami. Wotum nieufności do rządu Donalda Tuska trwało pół roku z przyczyny tej, że PiS - a konkretnie prezes Jarosław Kaczyński - tak chciał.

Pół roku wałkowania to wystarczy, aby cokolwiek wywałkować. Zmielić na proch. I tak się stało. Na trybunie sejmowej wystąpił tablet wywałkowany. Tablet przemawiał 15 minut, a prezes zrobił do tabletu przypisy circa 2 godziny.

Małe literki przypisów i to mówione charakterystyczną dla Kaczyńskiego kursywą (emocjonalne) musiały przez publiczność zanurzoną w lekturze być pominięte.

Publiczność lubi dialogi (debatę), a nie mamrotanie w przypisach. I stało się w głosowaniu to, co miało się stać, i było wiadomym pół roku temu dla każdego, kto zna się na arytmetyce (sejmowej). Tusk wygrał.

Nietrudno wygrać z tabletem. Przypisy nie stanęły w szranki. Wygrany jest tylko tablet, który za friko otrzymał promocję na wszystkich kanałach telewizyjnych w Polsce i w przebitkach mediów zagranicznych.

Wygrały firmy produkujące sprzęt elektroniczny, a Tusk jak rządził, tak dalej będzie rządził. Acz przypisy będą nadal oralnie publikowane.


niedziela, 3 lutego 2013

Grodzka: dziewczyna, czy kobieta?



PSL nie popiera małych dziewczynek. I nie ma to nic wspólnego z pedofilią, bo to poważna partia chłopów z Wiejskiej. A Stanisław Żelichowski należy do tych chłopów, całkiem wiekowych, który na temat kandydatki Ruchu Palikota na wicemarszałkinię powiedział: - Problem jest taki, że Anna Grodzka jest trzyletnią dziewczyną, bo od trzech lat mniej więcej jest kobietą.

Trzyletnich dziewczyn nie ma, gdyż to ledwie dziewczynka. Dziewczyna już może, w każdym razie tak wskazują badania socjologiczne. "Może" i "robią to" dziewczyny w wieku 14-15 lat, to znaczy zaczynają. Z Żelichowskim może być ten kłopot, że wszedł on w kwiat wieku, w którym następuje cofnięcie się do dzieciństwa. I o Grodzkiej powiedział, jako chłopiec jako o dziewczynie.

I tacy bywają w Sejmie, bo nasza izba ustawodawcza ma na stanie różne indywidua, w tym Żelichowskiego, chłopa z Wiejskiej.

Zupełnie otwarcie (z podniesioną przyłbicą) "wyraża się" o Grodzkiej poseł PiS, Jacek Sasin. Mówi na udeptanym przez tę partię polu: - Ona ma nie być normalnym marszałkiem Sejmu.

Transseksualizm, bycie sobą i te wszystkie postmodernistyczne "osiągnięcia" antropologii, medycyny, socjologii, dla posła PiS to nienormalność. Ma do tego prawo Sasin, a nawet obowiązek, wszak jego zwierzchnikiem jest Jarosław Kaczyński, a ostatnio ustami prezesa ponoć jest Krystyna Pawłowicz, która o Grodzkiej się tak, a nie inaczej "wyrażała".

Szanse, aby Grodzka została wicemarszałkiem są policzalne po ilości szabel w Sejmie. Czy posłanka Ruchu Palikota zostanie obsadzona na wysokiej funkcji w Sejmie, czy nie, nie jest tak istotne, jak to, iż w przestrzeni publicznej zaistniało zupełnie nowe spojrzenie, nowy temat o tożsamości płciowej. A to prędzej, niż później, odniesie pożądany cywilizacyjny skutek.

piątek, 25 stycznia 2013

Gowin do wymiany - tak należy potraktować słowa Tuska o ministrze sprawiedliwości




Słowa Donalda Tuska wobec Gowina, członka jego rządu, w Sejmie podczas debaty nad projektami o związkach partnerskich: "Jarosław Gowin wygłosił swoją osobistą opinię, nie rządu", są de facto zapowiedzią dymisji ministra sprawiedliwości, jeżeli nie dymisją.

Pytaniem jest: kiedy dymisja Gowina nastąpi? Przed zgłoszeniem konstruktywnego wotum nieufności wobec rządu Tuska przez PiS i zaproponowaniem "premiera technicznego" Piotra Glińskiego, czy po tym terminie? Gdyż frakcja Gowina przy głosowaniu się policzyła, liczy 46 posłów PO.

Gowin po dymisji może wyjść i utworzyć klub parlamentarny, a Jarosław Kaczyński może go zachęcać do utworzenia rządu pod swoją egidą, włącznie z teką wicepremiera. PSL zaś przy ostatnich krokach Janusza Piechocińskiego obrało taneczny kierunek na prawo i może być łatwiejszym łupem dla PiS niż się wydaje.

Tusk w obecnym układzie nic praktycznie w Sejmie nie może. Obskurantyzm izby ustawodawczej nie pozwala przyjąć żadnego nawet kompromisowego projektu w sprawie in vitro, konwencji przeciw przemocy wobec kobiet i w rodzinie, ani jak obecnie ustawy o związkach partnerskich.

Zdaje się, że nawet nie jest możliwa nowa koalicja z dwoma partiami pro forma lewicowymi: Ruchem Palikota i SLD. Nowe rozdanie parlamentarne?

Porażka z ustawami o związkach partnerskich jest o wiele bardziej dalekosiężna niż nam się wydaje. Nie tylko dla koalicji rządowej, która w reformowaniu państwa i zarządzaniu nim okazuje się impotentna.

Gowin do wymiany? Tak, od czegoś należy zacząć. A premier, gdy wyleczy na dobre infekcję dróg oddechowych, jak najszybciej musi zająć głos w sprawie infekcji rządu, parlamentu, bo nie ma już czym w nim oddychać. Ani w Polsce.



poniedziałek, 14 stycznia 2013

Krzyż przez zasiedzenie


Krzyż zostaje w Sejmie, bo się zasiedział 16 lat, tak można interpretować słowa sędziny Alicji Fronczyk:, bo ma "zakotwiczenie w zwyczaju", które trwa już 16 lat.

Krzyż, który został zawieszony pod osłoną nocy 19 października 1997 roku przez dwóch posłów AWS, należy wnosić z zachowania deputowanych, umieszczono bezprawnie.

16 lat bezprawia staje się elementem prawa cywilnego, jak powiedziała sędzina, którego sąd nie może lekceważyć.

Ciekawe są jeszcze inne spostrzeżenia sądu: kryteria obiektywne, a te nie mogą powodować "dyskomfortu", gdyż ocena społeczna jest inna niż domaganie się 7. posłów Ruchu Palikota, którzy wnieśli pozew przeciwko Kancelarii Sejmu w sprawie krzyża na sali plenarnej Sejmu. Domagali się jego zdjęcia.

Ta szybka wokanda, gdyż trwała tylko jeden boży dzień, ma jeszcze inne niecodzienne prawne curiosa. Sejm reprezentowany był przez Prokuratorię Generalną. Nie wątpię, że prawnicy Sejmu nie popełnili w tym aspekcie błędu proceduralnego, ale to zupełnie inne instytucje, o innych uprawnieniach egzekucji prawa.

Sąd nie odpowiedział na inne powiązane z pozwem pytanie, czy obok krzyża w Sejmie mogą pojawić się również symbole innych religii.

Posłom Ruchu Palikota pozostają dwa wyjścia, które mogą się "zakotwiczyć w zwyczaju". Zdjąć krzyż w nocy (zwyczaj sprzed 16 lat) i powiesić inne symbole religijne.

Sędzina nie odpowiedziała też, kiedy bezprawie pod osłoną nocy staje się zwyczajem. Rok, czy 15 lat? Oraz: jak wielka ma być ocena społeczna, która nie powinna powodować dyskomfortu.

To są rudymenty obyczaju, które stają się elementem prawa cywilnego. Po cholerę nam potrzebna izba ustawodawcza, kiedy wg sędziny wszystko może regulować "zakotwiczenie w zwyczaju". Krzyż zasiedział się 16 lat w sali plenarnej, uświęcił bezprawie.

Ci z Krakowskiego Przedmieścia, którzy tak długo klęczeli pod krzyżem pod Kancelarią Prezydenta, otrzymali prawną wykładnię "zakotwiczenia w zwyczaju", precedens. Mogą się domagać powrotu krzyża pod nos wszak wierzącego prezydenta RP Bronisława Komorowskiego.

środa, 10 października 2012

Platforma o twarzy Gowina


Aż 1/3 posłów Platformy poszło za głosem o. Rydzyka, Kaczyńskiego i Ziobry. Chce zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej.

Jarosław Gowin wstrzymał się od głosu - to tak samo jakby głosował przeciw PO - to jego skrzydło konserwatywne strzeliło w kolano Donalda Tuska i partii.

Platforma ma teraz większy kłopot, niż był on wczoraj. Współczuję Tuskowi przed piątkowym expose, prezes PiS może się niedługo pokusić o odwołanie go. Szabel mu przybywa. Na nic zdadzą się tłumaczenia Grzegorza Schetyny i Rafała Grupińskiego, że nic się nie stało.

Stało się - Platforma pęka, dzisiaj ma twarz Jarosława Gowina.


Trudno będzie przekonać kobiety do PO. Młode kobiety w sieci piszą: "Do zobaczenia Platformo przy urnie".

Całkiem fajnie ma się też ten obrazek:



Waldemar Pawlak już zdaje się zawiązał z Kaczyńskim koalicję. Głosowało PSL głosowało, aby skierować projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej do prac w komisji, jak PiS i Solidarna Polska. Dorzucili jeszcze przeszło 80 głosów konserwatyści z PO.

Idzie w Polsce fatalny czas. I to w strasznie szybkim tempie. Kto tego jeszcze tydzień temu się spodziewał?