Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adam Michnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adam Michnik. Pokaż wszystkie posty
sobota, 31 stycznia 2026
Diabelskie cyrografy prawicy należy zamienić na paragrafy prawa penitencjariuszy osadzonych w zakładach karnych
wtorek, 1 listopada 2016
Michnik jest poza zasięgiem takich beztalenciów, jak Olechowski
Wojciech Maziarski ma rację, iż taki gościu, jak Jarosław Olechowski, winien oglądać się "za jakąś uczciwą pracą".
Maziarski winien być jednak samokrytyczny i wziąć na klatę, że to on wcześniej mógł posłać do uczciwej pracy Olechowskiego.
Bo ten to typowy nierób, który nie pracował nad sobą. Leń. I co ważne, a nawet najważniejejsze, nie dostał talentu. Bozia nie dała, a tym samym musi - jak dopingowicze w sporcie - spaczyć swój charakter.
Taki człowiek bez właściwości, złamas, mógł skonstruować zdania, iż "Adam Michnik tęskni za celą".
Ileż trzeba mieć w sobie zaprzaństwa, folwarczności, aby posunąć się do takiej supozycji. Ileż trzeba mieć pogardy do umysłu.
Jeżeli Michnik za czymś tęskni, to za rozwiniętą demokracją, a w kontekście zdania tak nieutalentowanego osobnika, jak niedoróbka Olechowski, Michnik tęskni za empatią.
Maziarski winien wykopać wcześniej takiego Olechowskiego, gdy był naczelnmym "Newsweeka" i go zatrudniał, aby ta osoba nie zaśmiecała zawodu zaufania, bo takie winno być dziennikarstwo. A tak mamy takie gnomiczne postaci, sprawdza się archetyp, iż charakter odciska się w estetyce personalnej. Spójrzcie na tego quasiu-dziennikarza Olechowskiego.
Mógłbym strawestować kolokwializm, iż pan upodobnia się do psa. Kto w tym wypadku jest elementem animalnym, a kto panem, który nim się staje? - oczywista oczywistość. A owo beztalencie chodzi na wiadomej smyczy. Ot, zniewolony umysł.
A co do Michnika. To osobowość - ablucja dla umysłu, tak mają najwięksi.
Więcej >>>
piątek, 21 października 2016
PiS zachwaszcza wspólne dobro, tak działa państwo metr sześćdziesiąt w kapeluszu
Nie można oddać PiS-owi pola, nawet gdy tym polem władają. Potrafią tylko zachwaszczać. Pierwsza taka partia rządząca, której wrogiem jest Polska i prawda faktograficzna.
Tak, dla PiS wrogiem jest Polska. Bo Polska to różnorodność, bogactwo. Najgorszym jest, iż niszczone są autorytety i to te niekwestionowane.
Wszak takim jest Lech Wałęsa i Adam Michnik, ten ostatni to najwybitniejszy pisarz polityczny w naszych dziejach.
Lepszość jest wrogiem PiS. W imię Polski "metr sześćdziesiąt w kapeluszu" wszystko niszczą. Tak działa sztanca krasnalów ogrodowych.
Michnik, człowiek koncyliacji, odwagi i umysłu, szczególnie boli ludzi małych bez osiągnięć, a jedynie potrafiących szczuć.
W 70. rocznicę urodzin Michnika emitowano w "Wiadomościach" TVP1 haniebny materiał.
Nie można tego popuścić, trzeba zaskarżać, nawet do ciał, w których PiS ma większość, bo przyjdzie taki dzień, iż ci tchórze narobią w portki, a także nie będą mieli większości i będą musieli się zgodzić z faktami.
Więciej >>>
sobota, 21 maja 2016
Pisowska Polska guzik warta, jak broszka Szydło
Beata Szydło nie czyta Adama Michnika; a szkoda. Choć w jej przypadku należy wątpić, czy w ogóle czyta.
Świat intelektu, wyobraźni, twórczości, słychać w języku polityków (czyli nie słychać, bo większość z nich w tych kwestiach to niepodrabiane tłuki), a na pewno odbija się w charakterze, w systemie wartości.
Szydło jest wyjątkowo kiepska, bezkrytyczna, miałka wewnętrznie, płytka, dlatego taka poręczna dla Jarosława Kaczyńskiego.
Zamiast tracić czas na nakładanie tapety na twarz, Szydło mogłaby poświęcić czas na lektury poświęcone demokracji, a nawet nieposłuszeństwu obywatelskiemu.
Mogłaby zanurzyć się w lekturze niedużego eseju Hannah Arendt, albo klasyki nad klasykami H. D. Thoreau.
No, zwalniam ją z tego obowiązku (lecz dla polityków pewien kanon winien być obowiązkowy), bo trzeba łazić po bibiotece i szperać w katalogach.
Przede wszystkim mogłaby sięgnąć do Adama Michnika, w którego pisaniu jest sama esencja najlepszych piszących.
Szydło dowiedziałaby się, że jej obrona suwerenności Polski przed Brukselą jest z humoresek Sławomira Mrożka
Kiedyś określenie "być z Mrożka" deprecjonowało, ośmieszało, właśnie takie osóbki, jak Szydło, której krzyk na opozycję i Komisję Europejską żywcem został przeniesiony z parteitagów z 1968 roku.
Ale premier Szydło bliżej do koncepcji suwerenności Putina, dla którego Polsza może już nie być zagranica i zbliża się pora, aby zastosować jakąś hybrydę.
Polska dzięki takim niedouczonym osóbkom, jak Szydło, może stać się bezbronna, bez przyjaciół na Zachodzie.
Możemy się stać guzik warci, jak ten guzik Józefa Becka, jak broszka Szydło.
Więcej >>>
czwartek, 29 października 2015
Kukiz przywlókł trąd do gmachu przy Wiejskiej
Dzięki Pawłowi Kukizowi odradza się w Polsce faszyzm. Specjalnie nie można go winić, bo to człowiek pogubiony, niezbyt lotny w materii artystycznej i politycznej.
Mimo, iż prezentuje poziom Forresta Gumpa, to nie zwalnia go z odpowiedzialności. Nie jest usprawiedliwieniem jego nieobliczalność, która u takiego osobnika skutkuje złem.
Kukiz wydalił z siebie brunatność w postaci 10 posłów tzw. "prawdziwych" Polaków z Ruchu Narodowego.
I jak przystało na takie postaci, potrafią tylko posługiwać się kompleksami, gorszością, własną bylejakością.
Kukiz pokazuje swoje oblicze, twarz trędowatego. Mamy więc trąd w gmachu przy Wiejskiej. Brunatne ohydztwo wydaje z siebie najgorsze rzeczy, jakie w historii dotknęły człowieka. Tzw. prawdziwi "Polacy" w internecie produkują antysemicki rynsztok na temat Adama Michnika, nazywając go parchem, wysyłając na Madagaskar.
Ludzie Kukiza, jak Winnicki, nic nie wnieśli do dobra wspólnego Polaków, potrafią na polskie dobro pluć.
Kukiza i jego ludzi winno otoczyć się kordonem sanitarnym. Zarażają.
Więcej >>>
sobota, 9 marca 2013
Pełzający knut endecki
Młodzi narodowcy to już stały element folkloru życia społecznego. Zakłócenia, zadymy podczas wykładów prof. Magdaleny Środy i Adama Michnika spotkały się z krytyką i normalną reakcją służb porządkowych, więc zdecydowali się na manifestacje innym sposobem.
Uczestniczenia, jak na Uniwersytecie Warszawskim, w debacie - w gruncie rzeczy im poświęconą - "Ksenofobia, Przemoc, Uniwersytet - Akademia wobec ruchów antydemokratycznych".
Nie wzięli udziału w debacie jako takiej, ale ją pogardliwie potraktowali. Urządzili happening z oklaskami podczas wystąpień panelistów i ocenami, jak w sporcie, pokazując punkty.
Młodzi narodowcy są akceptowani przez największą partię opozycyjną - PiS - która zabiega o ich głosy. Niedawna debata endecka w "Hybrydach" rozdzieliła role, jakie biorą na siebie poszczególne podmioty. PiS w Sejmie demontuje liberalną demokrację, a Młodzież Wszechpolska, a wkrótce zjednoczony Ruch Narodowy, zajmuje się życiem pozaparlamentarnym.
Adam Michnik nazywa to pełzającym zamachem stanu. Czy ona jest groźny? W którymś momencie dopełznie do jakieś spektakularnego aktu. Endecja nie wchodzi w spór, w debatę, takie formy ucierania się racji zwalcza. A staje się to o tyle groźne, iż endecja coraz sprawniej się organizuje.
Narodowcy chcą dopełznąć do skutecznego zamachu na demokrację, wolność, liberalizm. Aby narzucić swój endecki knut.
niedziela, 24 lutego 2013
Demokracja popłynęła endeckim rynsztokiem w Radomiu
Politycy to nie poeci, dlatego muszą się umawiać na aktualnie nośne metafory. Na lewicy wzięcie ma "rozkrok". Metafora niekoniecznie wzięta z krawiectwa, ale z o wiele przyjemniejszej ekspresji. Ryszard Kalisz jest w rozkroku między SLD a Ruchem Palikota. U niego ten rozkrok może być duży, jak kontynent: Europa Plus. Czytam o innym rozkroku, mianowicie Grzegorz Napieralski rzecze, że "Pawłowicz to wytwór rozkroku Platformy Obywatelskiej".
Partia rządząca tak się rozkroczyła, a może nawet rozkraczyła, że "pękła w czasie debaty o związkach partnerskich". I z tego pęknięcia jest wzmiankowana Pawłowicz, to ją PO "urodziła".
Sprawa jest jednak poważna, bo Napieralski w ten "poetycki" sposób dochodzi do określenia genezy incydentu wtargnięcia narodowców na wykład prof. Magdaleny Środy na UW. Krystyna Pawłowicz rzeczywiście coś tam mówiła o wolności osobistej: dlaczego by nie mieli ludzie wyrażać swoich poglądów w kominiarkach.
Na manifestacjach "niepodległościowych", gdy wyrażający swój pogląd narodowiec chce cisnąć kawałkiem bruku, albo płyty chodnikowej, koniecznie musi ubrać twarz w kominiarkę, przynajmniej jakiś szal. To kibolstwo przeniesione ze stadionów otrzymuje polityczne usprawiedliwienie, a nawet medialne poparcie. Niedawno kibol Staruch, który przesiedział trochę w areszcie, użalał się w programie Jana Pospieszalskiego, jak to był maltretowany pałami przez policjantów i antyterrorystów. Nikt z nas tego nie sprawdzi, a konfabulacja u "niewinnie" siedzących to rzecz nagminna. Nakapał łez w telewizji, a Pospieszalski naszlochał się.
To endeckie kibolstwo płynęło dotychczas w jakoś regulowanym korycie marszów, manifestacji, służby porządkowe zabezpieczały, aby się nie wylało się na zewnątrz. Prędzej, czy później musiało to skutkować takim rozlaniem się, przerwaniem tam i popłynięciem rynsztokiem. Endecki rynsztok zdarzył się podczas wykładu Środy, a najświeższy rynsztok dopłynął do Radomia na wykład Adama Michnika "Pułapki na drodze do demokracji".
Kibolstwo było ubrane w obowiązującym ich modnym szyku: w kominiarkach i maskach, wykrzykiwało hasła: "Narodowy Radom" i cokolwiek inne spleśniałe: "Precz z komuną", "Żądamy wolności słowa".
Demokracja nasza stanęła faktycznie w rozkroku i popłynęła endeckim rynsztokiem. Czy ten nurt jest do zatrzymania, opanowania? Jak zwykle wiele zależy od polityków. To od nich wyszło to przyzwolenie, bo oni z tego korzystają. Czy można się spodziewać zdecydowanych słów potępienia? Nie od tych, którzy w rynsztoku odnoszą korzyści.
Widzę to czarno.
sobota, 19 stycznia 2013
Adam Michnik: Polacy mają prawo do dumy
Mnóstwo młodych ludzi w Polsce odrzuca konflikty dawnych lat. Ich już nic nie obchodzi dyskusja o lustracji, dekomunizacji. Oni są w innym świecie. To uważam za cenne, bo będą już żyli bez trucizny podejrzliwości - mówi Adam Michnik w rozmowie z Janem Sandeckim.
Jan Sandecki: Obserwatorzy polskich spraw wskazują na istotną naszą cechę, która przeszkadza bardzo w porozumieniu się narodu, a mianowicie chroniczny brak zaufania do innych.
- Adam Michnik: I do siebie...
- Adam Michnik: I do siebie...
No tak, mamy jeden z najniższych w Europie wskaźników ogólnego zaufania, aktywności obywatelskiej.
- Coś w tym jest. Bardzo trudno powiedzieć dlaczego. Ja bym to wiązał z gwałtowną polaryzacją polityczną. A także z językiem konfliktu, który tak wyraźnie widać w mediach. Przy każdym włączeniu telewizora czy radia widać i słychać, jak demokratycznie wybranemu rządowi odmawia się prawowitości. Mało tego, takim językiem mówi część duchowieństwa. Jeżeli się słucha Radia Maryja i ojca Tadeusza Rydzyka, że mamy do czynienia z "eksterminacją narodu", to ja nie wiem, czy mój kolega z fabryki, czy sąsiad głosujący za PO nie przyczynia się do tej eksterminacji. To wszystko wytwarza coś bardzo niepokojącego.
Czy wystarczająco dużo myślimy o przyszłości?
- Nigdy nie możemy powiedzieć, że myślimy wystarczająco, bo zawsze można więcej. Nie jest tak, że w ogóle się nie myśli. Młodzi ludzie, z którymi mam okazję rozmawiać, bardzo cenią i szanują ministra Michała Boniego, który właśnie myśli w kategoriach przyszłościowych.
Mój ojciec był człowiekiem mądrym, ale nie rozumiał już tego, co się działo u nas od 1968 roku. To się już nie mieściło w jego języku. Pomny tego doświadczenia, staram się być pokorny, gdy analizuję wszelkie ruchy młodych. Przecież było tak, że po 1989 roku wszystkie najciekawsze inicjatywy szły od młodego pokolenia, powstawały think tanki, środowiska "grubych gazet". To wszystko było bardzo prawicowe.
Teraz widzę przechył w drugą stronę - nie tylko na lewicę, bo taka na przykład "Krytyka Polityczna" za patrona nie wzięła sobie Juliana Bruna czy Juliana Marchlewskiego, ale Stanisława Brzozowskiego, postać nie tak znów intelektualnie jednoznaczną, bardzo wyczuloną na wartości narodowe, społeczne i religijne. Inna rzecz charakterystyczna: mnóstwo młodych ludzi w Polsce odrzuca konflikty dawnych lat. Ich już nic nie obchodzi dyskusja o lustracji, dekomunizacji. Oni są w innym świecie. To uważam za cenne, bo będą już żyli bez trucizny podejrzliwości, szukania haka na każdego pod hasłem, że szuka się nie haka, ale prawdy.
A co z patriotyzmem, wartościami narodowymi?
- Nie powinniśmy rezygnować z dumy oraz troski o własną tradycję i historię. Pozytywna jest zdrowa duma ze swego narodu, do której po ostatnich dwudziestu trzech latach Polska ma prawo. Paradoksalnie ci, co najwięcej mówią o chwale narodowej i patriotyzmie, prawa do tej dumy nam odmawiają. Mówią, że katastrofa, eksterminacja, że Polska ginie. Jak czasem czytam sprzeciwy młodych lewicowców, obserwuję te wszystkie manify - to jest w nich sporo przesady. Na złość prawicy młoda lewica odwraca się tyłkiem do wartości narodowych. To jest bardzo niemądre. A zupełnie już głupie - jeżeli patriotyzm artykułuje się jako organizowanie wrogości wobec zagranicznego kapitału. Oczywiście, naszą szansą jest otwieranie się na innych. Jak to będzie z młodymi, kto weźmie wśród nich górę? Czy może organizujący Marsze Niepodległości, podpalający samochody telewizji? Antoni Gołubiew, kiedy w "Tygodniku Powszechnym" były rozmowy o historii, zwykł mówić: "Zobaczycie, jedno jest pewne: zawsze będzie inaczej". I ja się tego trzymam.
W moim życiu zawsze było inaczej. Należałem do ludzi, którzy się bali, że jak skończy się komunizm, to nastąpi taka eksplozja nacjonalizmu, że w Polsce będą pogromy antyrosyjskie. Nie było ani jednego. Rosjanie w Polsce nie czują się dziś zagrożeni. To oceniam pozytywnie. Ale wiem, jak łatwo nacisnąć na strunę nienawiści wobec sąsiadów. Wiem to po sobie, a jestem przecież taki sam jak inni Polacy. Gdy czytałem wypowiedzi Eriki Steinbach, która dowodzi, że największymi ofiarami II wojny światowej byli wypędzeni Niemcy, to mi się scyzoryk w kieszeni otwierał. Niedawno byłem w Rosji i prywatnie rozmawiałem ze znanym rosyjskim komentatorem, który mówił: "Wy, Polacy, toście nas uciskali do 1939 roku i my odebraliśmy, co nasze, Białoruś i Ukrainę. Bo my byliśmy, jesteśmy i będziemy imperium". Gdy takie rzeczy słyszę, czuję, że rodzi się we mnie ciemny polski nacjonalista.
Wróćmy do polskich grzechów. Paweł Huelle na łamach "Gazety" ułożył kiedyś obraz Polski z siedmiu grzechów głównych. A jaki jest pana obraz?
- Raczej bym mówił o polskich cechach, nie grzechach. Honor, godność, wierzby.
Jakie są?
- Na pewno: troska o godność, troska o honor. Przywiązanie do tradycji, do polskości. Dalej: fantazja polska, mierz siły na zamiary. Ale też każda z tych cech ma swój rewers. To może być przywiązanie do złych tradycji, zgoda na konserwatywną peryferyjność. Polską cechą jest katolicyzm, przy czym jest on taki jak naród polski, jest w nim wszystko, co najlepsze, i wszystko, co najgorsze. Z pewnością także większy niż gdzie indziej jest u nas wpływ literatury na myślenie i życie narodu.
W XIX wieku nie mieliśmy swojego parlamentu i rządu, ale mieliśmy trójcę Mickiewicz - Słowacki - Krasiński. Najważniejsze debaty odbywały się w obrębie literatury. Także ten rodzaj sentymentalizmu: wierzby płaczące, serce w plecaku - to też jest bardzo polskie, na dobre i na złe. Jednocześnie tradycja państwa bez stosów. Tradycja konfederacji warszawskiej, czyli państwa tolerancyjnego. Ale to miało swoją drugą twarz: wygnanie arian, kontrreformację, podczas której powroty do katolicyzmu były często wymuszane, oraz godzenie się przez mniejszości religijne na protektorat cara.
A umiłowanie ofiar to nie polska cecha?
- W Polsce najłatwiej zasłużyć na szacunek, gdy się już umarło. Żywych nie szanujemy. Spójrzmy, jak jest szanowany Jacek Kuroń. Dopiero teraz, za jego życia nie było świństwa, którego by o nim nie powiedziano i nie napisano.
Paweł Huelle wyliczył też nasze zalety: waleczność w stanach ekstremalnych, rodzinność, gościnność, towarzyskość, zdolność do improwizacji w każdych warunkach i wierność do końca wbrew realnym koniunkturom.
- Z tym się zgadzam. Ale wiem, że te polskie cechy łatwo przeobrazić w fałsz. My lubimy skrajności. Od ściany do ściany. Żołnierze z podziemia najpierw byli całkowicie wyklęci, a potem całkowicie deifikowani. Nie ma próby pokazania, że oni byli w tej sytuacji jak cała Polska. Znaleźli się w matni, w pułapce. A w pułapce człowiek robi i rzeczy mądre, i głupie, szlachetne i niedozwolone.
Na okładce wydanej po raz kolejny w1991 roku, a pisanej w komunistycznym więzieniu, pana książki "Z dziejów honoru w Polsce" znalazło się stwierdzenie: "Kompromis polityczny staje się cnotą i warunkiem ładu demokratycznego". Tę frazę warto odnieść do dzisiejszej podzielonej Polski?
- Oczywiście, że tak. Pisząc tę książkę, chciałem złożyć hołd tym, którzy się nie ugięli. Wiedziałem, że mogli zwyciężyć tylko moralnie. Bo tam, gdzie nie ma miejsca na politykę, zostaje już tylko moralny akt. Nie wiedziałem, jak potoczą się polskie dzieje. Moim obowiązkiem było powiedzenie, że honor Polski i Polaków jest czymś ważnym. Honor rozumiany po conradowsku, po herbertowsku. Ale jeśli dziś Jarosław Marek Rymkiewicz pisze, że Polska ginie, bo jedzie na lawecie, to jest to dla mnie drwina z najpiękniejszego i najbardziej tragicznego polskiego etosu.
Wywiad z Adamem Michnikiem jest fragmentem książki "Kim są Polacy", wydanej przez Agorę. To zbiór tekstów wybitnych intelektualistów - prof. Agaty Bielik-Robson, dr. hab. Przemysława Czaplińskiego, ks. bp. dr. hab. Grzegorza Rysia, prof. dr. hab. Janusza Tazbira, Adama Michnika, prof. dr hab. Joanny Tokarskiej-Bakir i Adama Zagajewskiego. Autorzy przedstawiają w nich swój punkt widzenia na polskie sprawy i kondycję Polaków jako narodu.
Źródło: Wyborcza
niedziela, 16 grudnia 2012
Idzie nowe dziennikarstwo
Nie obawiam się śmierci dziennikarstwa z jednego zasadniczego powodu: nie umrą dziennikarze, a więc żurnalistyka będzie trwała. Zmienią się jej formy, bo media się dywersyfikują. Duży kawałek tortu otrzymuje internet i jeszcze większy sobie odkrawa.
Dziennikarstwo ambitne może być bardziej niszowe, ale poprzez to wcale nie gorsze. Wręcz przeciwnie, podniebienie konsumenta będzie bardziej wymagające. Media zawsze będą takie, jakich naród potrzebuje - że strawestuję Adama Michnika. Pochodną mediów i narodu są politycy.
I tutaj należy dopatrywać zagrożenia. Czy polityka klasyczna umrze? Polityka ideowa, polityka programów partyjnych, polityka aspiracji narodu. Oby ona nie została zaduszona parciem do władzy liderów partyjnych.
Jeżeli idee, programy i aspiracje zdechną to za sprawą polityków. Jeden z dziennikarzy (Igor Janke) przyznał się, że nie ogląda telewizji. Jeżeli ucieka od agonii mediów (jak utrzymuje), to cóż on może wiedzieć o apokalipsie dziennikarstwa. Zresztą sam przyczynia się poprzez dziennikarstwo obywatelskie Salonu24 do uśmiercania żurnalistyki.
Czasy w informacji mamy ciekawe, choć tego nie można powiedzieć o politykach. To różnorodność, ciekawość, przejrzystość w mediach wykreują inne profile polityków i inne formy ich aktywności. Nowe media (internet szczególnie) muszą z większym animuszem pracować nad aspiracjami społeczeństwa. Nowe - zawsze jest nieodgadnione i nieobliczalne, a klasyczne martwe. Dziennikarstwo nie umrze, będzie inne - i chwała.
sobota, 15 grudnia 2012
Lektura Adama Michnika na prawicowym portalu
Przeszczep organu pamięci, jaki zaproponował Adam Michnik we wstępniaku "Wyborczej" pisząc o Gabrielu Narutowiczu i przypadającej 90. rocznicy jego mordu, nie przyjął się na prawicy. Przynajmniej na portalu braci mniejszych Karnowskich wPolityce.
Złudnym byłoby oczekiwać dobrego przyjęcia, ale jakieś refleksji - byłoby sukcesem nie lada. O tym, że czytali wnikliwie, świadczą obszerne cytaty i znajdowanie kontrargumentów, aby zebrać dawkę śliny sprzeciwu i strzyknąć.
W tym rzeczywiście są dobrzy. Ten prawicowy portal strzyka słowami, Eligiusz Niewiadomski strzykał ołowianymi pociskami.
Przed tym twardym przestrzega Michnik, przed słowami, które zamieniają się w pociski. Dlatego autora retorycznego mordu trzech tuzinów dziennikarzy, Grzegorza Brauna, nazywa matołem. Mógł wszak nazwać zabójcą a priori. Lepiej chyba wskazać na wady charakterologiczne i moralne, niż zaprzęgać prawo z sankcjami kary.
Pamięć o Narutowiczu się nie przyjęła. Sukcesem Michnika jest jednak obszerne ustosunkowanie się do rocznicowego przypomnienia tej hańby, nawet jeżeli spowodowało takie wzmożenie śliny. Przynajmniej na wzmiankowanym portalu nie usprawiedliwia się Niewiadomskiego.
Taki sukcesik na prawicy jest prawdziwym sukcesem. Brawo Adam Michnik!
niedziela, 2 grudnia 2012
Notatki na marginesie Michnika
Adam Michnik to ten autorytet, który niepotrzebnie po aferze Rywina został zatracony. Acz nie wszystkie środowiska tak go postrzegały, to wielce się z nim liczyły.
Nie chcę pisać panegiryku do postaci Michnika, sam zawsze najlepiej się broni. Na marginesie jego wypowiedzi dla audycji "Kod dostępu" chcę poczynić swoje luźne uwagi, które uzupełniają w skrócie obraz tego, co się stało w Polsce za sprawą języka prawicy, języka różnicy, wszak do tego sprowadza się polityka.
Prawica miała swoje pięć minut na początku lat 90., czyli odzyskania państwowej suwerenności, gdy Lech Wałęsa wycinając sobie drogę do prezydentury, Jarosława Kaczyńskiego uczynił maczetą władzy. Ale szybko się go (ich - choć Lech był zawsze ciepłymi kluchami) pozbył, bo maczeta chciała więcej, niż na to zasługiwała.
Już wówczas wyostrzył się język Kaczyńskiego, niespecjalnie wiedział, co z nim począć, nie wiedział jeszcze, jak używać, ale socjotechnika dyskursu politycznego była jego dziełem, do której brakowało mu politycznych artefaktów.
Lech został ministrem sprawiedliwości w rządzie Buzka, to pozwoliło Jarosławowi na nowo sformułować partię polityczna z ludźmi, których miał w swojej gwardii od początku. Ale to jeszcze nie było to. XXI wiek dał mu takie dwa zdarzenia.
Wówczas wykradł ogień dla swojej partii, wówczas stał się Prometeuszem prawicy Jak pisał wybitny poeta Tadeusz Różewicz "XXI wiek przyszedł jak złodziej".
Pierwszy asumpt użycia ognia do hartowania swoich idei, a przede wszystkim elektoratu, dała afera Rywina i wybory 2005 roku. Znowu przywłaszczył sobie to, co nie było jego własnością, ideę IV RP. W tym wypadku nie liczył się copyright, lecz socjotechnika stosowana.
Dlatego wówczas Donald Tusk i PO przegrały, za późno się zorientowali, że to ich broń polityczna została zastosowana przez Kaczyńskiego przeciw nim. Te zdarzenia z kampanii wyborczej na zawsze także ukształtowały Donalda Tuska, a dokładnie zepchnęły go w język miłości i takiegoż narzędzie stosowania prawa ustrojowego.
Tusk tym na razie wygrywa, w polityce nigdy nie ma pewności, uchodzący za Herkulesa heros ma swoją piętę Achillesa, bo każdy ją posiada.
Drugim zdarzeniem, który uczynił maczetę Kaczyńskiego jeszcze potężniejszą, jeszcze bardziej wyostrzoną, był Smoleńsk. Prezes PiS potrafi walczyć, co pokazał w wyborach prezydenckich 2010 roku i w następnych latach, zdaje się, że nie potrafi fechtować na poziomie Wołodyjowskiego. Gdy wydawało się, że zwycięży Bronisława Komorowskiego, swojej broni użył, jak cepa i dostał od elektoratu w dziób, nauczkę. Powtórzył to w kolejnych wyborach i Kaczyńskiego mamy tam, gdzie mamy .
Dzisiaj wydaje się, iż dla prezesa PiS trwałym miejscem jest opozycja, ale polityka nie takie wyprawiała hece. Najlepszym przykładem jest Viktor Orban na Węgrzech, polityk inny od Kaczyńskiego, któremu władza wpadła w ręce, gdy kraj jego wpadł w pułapki kryzysu finansowego.
Kaczyński będzie grał na kryzys, bo łudzi się powtórką Orbana. Miecz smoleński jest potężny w jego rękach, ale bodaj znowu go zawodzi technika, źle ustawia się na planszy, na ubitym polu. Michnik ceni jego inteligencję, niewątpliwie ją posiada, ale chyba nie aż taką, aby swoją słabość fechtunku uczynić siła, bo to potrafią tylko najwięksi.
Chyba że się mylę. Kaczyński zawsze jest groźny, gdy przesuwa się do środka, ale cechy charakterologiczne wyzwalają w nim siły odśrodkowe i wyautowuje się. Nie zawsze tak musi być. Ale Polsce i sobie tego nie życzę.
piątek, 16 listopada 2012
Czytajcie Michnika! Poprawia rozum
Niewiele jest w kraju postaci życia publicznego, którzy potrafią mówić i pisać z rozsądkiem o trudnych społecznie i politycznie sprawach.
A dlaczego?
Bo ci, którzy potrafią, nie mają kwadratowych umysłów, ani puzzli zamiast szarych komórek, mają co w rozumie potrzeba: jasność i wiedzę.
Jasnością potrafią wiedzę rozświetlać. Tym nielicznych, tym potrafiącym jest Adam Michnik. Naczelny "Wyborczej" mający całą masę wrogów. Kiedy ich nie miał? W czasach PRL-u miał komunistów, dzisiaj prawicę.
Ale tym się nie zraża. Bo rozum nie może się zrażać, tylko przeć do przodu, jeżeli wrzuci mu się w bruzdy szarych komórek problem.
Nie wszyscy jednak te szare komórki mają elastyczne, najczęściej zabrużdżone kamieniami idei, tych szarych komórek mają niewiele, dlatego u takich ludzi (ogromnej większości) występują tylko emocje. Złe emocje, które poznaje się po tym, że gdy mówią i piszą, czerwienią się ze złości i z ust oraz spod klawiatury wydobywa się masa plwociny.
Dlatego czytajcie Michnika! Poprawi wam trochę rozum.
Michnik potrafi pisać i mówić zarówno rozsądnie o lewicy, jak i Kościele. Potrafi o trudnych polskich problemach mówić jasnym i precyzyjnym językiem, potrafi zlokalizować zagrożenia.
Michnik jednej rzeczy nie potrafi. Mianowicie nie potrafi głupca przymusić do powolnej zmiany, aby z czasem przynajmniej nie wydobywała mu się plwocina. Tego nikt nigdy nie potrafił.
Piszę to na marginesie wywiadu Michnika w "Wyborczej", jest tu link do jego fragmentu, a wywiad w całości dostępny w najnowszym wydaniu gazety.
A jak wam się nie chce czytać, ani nabywać oleju do szarych komórek, zawsze można hodować pieczarki.
Link do wywiadu z Michnikiem
wtorek, 9 października 2012
Michnik, Kaczyński, Tusk
Niewielu zostało publicystów z klasą, którzy wyartykułują siebie, swoje poglądy, a przy tym nie urażą ideowych przeciwników.
Adam Michnik ma jeszcze jedną cechą, która czyni go wielkim, jest szeroki intelektualnie, nie więzi się w fobiach, zgryźliwościach, tanich efektach.
Dlatego warto go słuchać, czytać. Gros winno się uczyć!
Naczelny "Wyborczej" w TOK FM oceniał ostatnie "sensacje" polityczne. Sondażową zapaść PO i ofensywę PiS.
Michnik uważa, że PO może być zmęczona rządzeniem. Zdarza się to każdemu i każdej formacji politycznej - tu i wszędzie. Czy tak jest w istocie? Najbliższe dwa tygodnie dadzą odpowiedź, jedną z nich będzie expose Donalda Tuska.
A co do ofensywy PiS. Nie postrzegałem, aby Kaczyński i jego partia wykazywali ofensywę programową. To czysty PR. Ile programu politycznego, gospodarczego może być w populizmie? Tyle co kot Kaczyńskiego napłakał.
Obecność Michnika w przestrzeni komentowania politycznych wydarzeń winna być większa, gdyż ma dar tonizowania temperatury dyskusji. Chore emocje są obecne po wszystkich stronach politycznych. A to tylko psuje jakość debaty, a zwykłych Polaków czyni jeszcze głupszymi, niż są.
Wystarczy wejść w internet. Rozlewająca się w nim głupota przerasta deltę Mekongu. Tyczy to czcicieli Kaczyńskiego, Tuska, Palikota i Millera, że wymienię nazwiska liderów partyjnych. Ten sam poziom. Minus zero.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






