Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SLD. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SLD. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 sierpnia 2015

Lewica rozwija się zjednoczeniowo: Zjednoczona Lewica I i Zjednoczona Lewica II

("Wyborcza", 13.08.2015)

Mówi się, że nie istnieje rozum zbiorowy, tylko zbiorowe emocje. Mówią o tym wszystkie nauki, w których obszarze występuje rozum.

W demokracji niby rozum powinien być, lecz nieprzypadkowo obowiązuje "złota myśl", że demokracja to najgorszy system, ale nie wymyślono nic lepszego (Winston Churchill).

I tak męczymy w tym "nic lepszego". Męczymy się, a może nawet jeszcze bardziej będziemy się meczyć, gdy w tym "nic lepszego" zacznie rządzić PiS, który ma pomysły, aby skończyć z "najgorszym systemem" i wprowadzić jakąś miękką dyktaturę (Węgry, Turcja), tudzież elementy teokracji (Iran).

No i prosze, lewica zdaje się być lepsza w te klocki. Na rozum nie stawia, ale na emocje i to najnowszego typu: emocje w odcinkach.

Leszek Miller i Janusz Palikot to mają łby. Spojrzeli na sondaże, a tam nic, zero, null. Ale nie pomstują na elektorat. Wzięli się do ciężkiej roboty i się zjednoczyli. Tak mocno się zjednoczyli, że tak się nawet nazwali: Zjednoczona Lewica.

Tak sobie przypadli do gustu Miller z Palikotem, że w ich żelaznym uścisku zabrakło miejsca dla innych. I co ci inni zrobili? Zbuntowali się na ten żelazny uścisk, ubiegli "żelaznych" Millera i Palikota, zarejestrowali komitet o nazwie Zjednoczona Lewica.

Więc będziemy mieli: Zjednoczona Lewica I i Zjednoczona Lewica II. W każdym razie mamy lewicę w dwóch odcinkach.

Zjednoczoną Lewicę i sequel Zjednocza Lewica II. A sezon dopiero się zaczyna, do wyborów jeszcze trochę czasu zostało, więc może dojść do dalszych odcinków: Zjednoczona Lewica III i Zjednoczona Lewica IV.

Lewica nam się rozwija. Taką dają dawkę emocji, tak zaskakują, że chce się im kibicować, bo nie wiadomo, jak skończą. Skończą - to pewne, ale jak? Hamletyczna ta nasza lewica. Być albo nie być - postawili na to drugie.

wtorek, 14 lipca 2015

Zjednoczona lewica czeka na nowe zjednoczenie


Lewica zjednoczyła się. Na razie wyborczo, gdyż wystawi wspólne listy w wyborach do Parlamentu. Rozdzieli jedynki na listach wyborczych, bo to wiadomo, iż określa zjednoczenie. Negocjujący mogą otrzeć pot z czół.

Media niewiele im poświęcają miejsca, bo jest pewien kłopot. Otóż nowymi twarzami lewicy są Leszek Miller, Tadeusz Iwiński, Joanna Senyszyn, Janusz Palikot.

Ci ludzie dostali jedynki w tak zwanych okręgach "pewnych", bo tam lewica zwykle bierze miejsca w Sejmie. Przepraszam: brała.

Jakby ktoś nie wiedział, jakie podmioty się jednoczyły, to podaję: Sojusz Lewicy Demokratycznej, Twój Ruch i inne drobiazgi.

Ależ są interesujące postaci, będące nowymi twarzami, na pewno do nich należy negocjująca Barbara Nowacka, bądź Ewa Wójciak (szefowa Teatru Óśmego Dnia), Jan Hartman, Kazimiera Szczuka.

Cokolwiek powiedzieć: pierwszy krok został zrobiony. A największy sukces tego zjednoczenia jest, iż po przegranych wyborach, będzie dużo czasu na rzeczywiste zjednoczenie. Bardzo dużo - bo całą kadencję.

Inny sukces to: "pierwsze śliwki robaczywki". Nie będę wskazywał na robaczywki, bom nie taki. W każdym razie robaczywki nie będą się jednoczyły, wystarczająco długo się jednoczyły z ławami poselskimi, niektórym ten mebel mógł przyrosnąć do tyłka.

Uff... Jakby ktoś jeszcze nie zapamiętał, powtórzę: lewica się zjednoczyła.

Więcej >>>

środa, 1 lipca 2015

Zjednoczona lewica prawie zjednoczona. Hm, program się zjednoczył, a ludzie?


Może Magdalena Środa może wykreślić z przyszłych folderów turystycznych passus z informacją o jednej z atrakcji kraju nad Wisłą, iż ma zapomniane przez wszystkich oblicze Średniowiecza. Może, bo...

Lewica się jednoczy. Już, już jest prawie zjednoczona, choć na razie na bazie programu. Jak znamy historię, to ludzie są najważniejsi. Oni mają się zjednoczyć, to znaczy wszyscy zjednoczyć pod egidą lidera.

To jest ten problem polskiej lewicy. Lewicowe idee im się jednoczą, a oni sami nie potrafią.

W każdym razie po dwóch tygodniach rozmów pod egidą OPZZ finalizowane są prace nad porozumieniem programowym. Kilkanaście organizacji domknęło się w programie zjednoczonej lewicy.

Ta nowa lewica ma już nieformalnych liderów: Barbarę Nowacką, Paulinę Piechna-Więckiewicz i Krzysztofa Gawkowskiego.

Robota intelektualna więc odwalona, pozostaje robota emocjonalna. Najgorsza robota, czarna robota. Bo trzeba ułożyć listy wyborcze i komitet wyborczy musi przyjąć taką formę, aby zjednoczenie się nie rozsypało przed wyborami. A po wyborach? Nie wybiegajmy w takie science-fiction.

Wszak za plecami powyższych liderów czają się postaci Leszka Millera i Janusza Palikota.

Przed lewicą schody, schody, schody. Ale nie te z rozpostartym dywanem. Trud pokonywania siebie, a nie innych.

Więcej >>>

piątek, 26 czerwca 2015

Lewica chodzi koło kosza, a nie urny


Twój Ruch i SLD mają stworzyć na wybory parlamentarne koalicję lewicową. A to znaczy, że trzeba przekroczyć 8% głosów w wskali całego kraju. Deklarację koalicji złożyły dwie panie Barbara Nowacka i Paulina Piechna-Więckiewicz.

W wykonaniu ich starszych kolegów liderów Janusza Palikota i Leszka Millera taka koalicja zawsze okazywała sie pisana palcem na wodzie. Gdy rozeszły się kręgi po wodzie, palcami wykłuwali sobie oczy. Dzisiaj niespecjalnie widzą, co się dzieje wokół nich w polityce, nie widzą ich też wyborcy. A ten ostatni wzrok jest najważniejszy. To jest okulista zbiorowy.

Lewica jest potrzebna Polsce, jeżeli chcemy uchodzić za normalny kraj. Na razie panie krytykują - niekoniecznie celnie - obecny układ polityczny.

Od krytyki nie przybywa, trzeba generować wartości stricte polityczne. Nowacka uchodzi za naturalną liderkę lewicy, lecz ciągle jej mało w inicjatywach społecznych, które poruszyłyby media, a poprzez nie wzruszyły wyborców.

Sławomir Sierakowski nawet podzielił się tortem przyszłości, obdarował nim lewicową formację Razem i NowoczesnaPL. Smacznego na zaś.

Na razie świetnie idzie gadanie, niektórym nawet pisanie. Najgorsze, że nie wiedzą o tym wyborcy. Zdaje się, że w urnie wyborczej lądują głosy elektoratu, a nie programy partyjne, ani zapisy video najlepszych rozmów.

Te ostatnie mają swoje lądowisko w koszu. Lewica na razie chodzi koło takiego kosza. Zgrabnie jej to idzie. Ale to nie ten wybieg polityczny.

Więcej >>>

poniedziałek, 11 maja 2015

Lewica z głową pod pachą (do wycierania)


Lewica w sumie dostała 4% (Ogórek plus Palikot). Optymista powie - dużo! Bo o 4 proc. za dużo. Pesymiści tymczasem wymarli wraz z realistami.

To nie politycy przegrali, ale komentatorzy, którzy politykom kadzą, krytykują - niepotrzebne skreslić.

W Polsce lewicy nie było, bo ta nie miała na czym urosnąć. W latach 90. sentyment do PRL pomylono z lewicą - w ten sposób mogli zrobić kariery pierwsi politycy PR-owscy: Aleksander Kwaśniewski i Leszek Miller.

Lewicę starał sie budować Janusz Palikot. Liberał stworzył jednak hybrydę z głową Meduzy, jako sobą. Jednym zamachem wyborczym elektorat tę hybrydę pozbawił życia. Palikot został ze swoją głową pod pachą, polityk bez głowy, ale tylko do jesieni.

Sławomir Sierakowski twierdzi, że elektorat lewicowy nie wyszedł z domu, należy wyciągnąć go z pieleszy w II turze. Czytaj: naciągnąć.

Lewica w Polsce to zjawisko nierozpoznane, a może nieistniejące. Może istnieją tylko komentatorzy lewicowi.

Chciejstwo tych ostatnich jest "optymizmem 4%". Polska na "nieszczęście" nie zaznała klęski po 1989 roku, więc lewica nie miała, na czym urosnąć. Jest "nadzieja", że po zwycięstwie Andrzej Dudy nad Bronisławem Komorowskim, nadejdzie "długo oczekiwana" klęska.

Na drożdżach Dudy, IV RP, RP Smoleńskiej nareszcie urośnie lewica. Komentatorom i politykom pozostaje mieć nadzieję, że do tego czasu dożyją. Proponuję nazwę po IV RP: V Lewicowa.

Więcej >>>

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Ogórek - brzytwa ratunkowa lewicy


Magdalena Ogórek ubiegła swego rzecznika Tomasza Kalitę i sama wystąpiła w TVP, aby ją przepytał Krzysztof Ziemiec.

Czegoś nauczyła się niezależna kandydatka SLD, a może Leszka Millera. Wiadomo, iż SLD to partia niezależna (od Ogórek), bo Miller na pewno jest niezależny.

Ogórek została "ubiegnięta" przez Kalitę w TOK FM, jej rzecznik zjawił się zamiast niej i popisał jedną z bardziej oryginalnych myśli (złoty gwóźdź do trumny SLD): "Nigdzie  w konstytucji nie jest napisane, że Ogórek musi być w radiu TOK FM".

Widać, że Kalita czytał Konstytucję. Bo faktycznie nie jest napisane.

Nie wiem, co w Konstytucji jest o obecności Ogórek w TVP, ale musi być, bo niezależna kandydatka SLD, a może Millera, zjawiła się i oddała w ręce Ziemca, tj. jego ustom.

Potwierdziła, że jest niezależna. Nawet bardziej niż niezależna, bo jest niezależna od pieniędzy SLD. Partia przeznaczyła na jej kampanię "bardzo skromne środki".

Nie od dzisiaj wiadomo, że niezależni są ci z "bardzo skromnymi środkami". Piękna Magdalena jednak nie da się rozdrapać mainstreamowi, który ruszył, aby odebrać jej poparcie i przeznaczyć dla Bronisława Komorowskiego.

Z tym ostatnim Ogórek nawet chciałaby pogadać, tj. weźmie udział w debacie kandydatów pod warunkiem, że dołączy do niej Komorowski.

Apeluję do prezydenta, daj szanse Ogórek, o której nie jest napisane w Konstytucji, bo może okazać się, jak pisze komentator Jarosław Flis, iż jest "brzytwą ratunkową lewicy". W tym wypadku brzytwą SLD, Millera i jej rzecznika Kality.

Więcej >>>

czwartek, 16 kwietnia 2015

Magdalena Ogórek wprowadza Leszka Millera do podręczników psychologii z kompleksem Pigmaliona


Magdalena Ogórek ma szanse wejść do... podręczników psychologii. I nie tyle ona, jako główna bohaterka, ale jej twórca, który to wymyślił. Pigmalion i jego Galatea.

Co zamierzał osiagnąć Leszek Miller? Nikt wszak nie siedzi w głowie szefa SLD, możliwe, że jego tam też już nie ma. Ale trudno odmówić mu inteligencji.

Twarde medialne doniesienie pozwalają na zbudowanie takiej narracji. Jednego tygodnia Miller upierał się przy kandydaturze Ryszarda Kalisza. Media spekulowały, że może być opór w kierownictwie jego partii, zwłaszcza wśród młodych polityków.

A następnego tygodnia wyskoczył, jak Filip z konopi, Magdalena Ogórek kandydatką SLD na prezydenta. Komentatorzy oniemieli. Często z powodu urody pani Magdaleny i całkiem interesującego CV. Ba, można było ją nawet posądzać, że wejdzie w wysokie obcasy nigdy nie zrealizowanego projektu SLD z Jolanta Kwaśniewską.

Dzisiaj jednak sądzić należy o Millerze, że rozrzut estetyczny od Kalisza do Ogórek świadczy o jego kondycji nie najlepiej.

Miller też mógł sobie wymyślić, że uroda Ogórek zbierze procenty przy urnie wyborczej, które za odpowiednią gratyfikacją polityczną sprzeda Bronisławowi Komorowskiemu.

Miller też mógł został zniewolony urodą Ogórek, bo nie ma co ukrywać, jest to nieprzeciętnie urodziwa kobieta. Mógł szef SLD kombinować, jak Juliusz Cezar z Kleopatrą, ale zawiódł go nos.

Dzisiaj po wpadce Magdaleny Ogórek w Radiu Gdańsk, iż jako niezależna kandydatka nie wie, czy będzie głosować na lewicę - sama wszak z takich pozycji startując - odpowiedzią może być ten oto obrazek, który na Twitterze został podpisany: Pielęgniarka przeprowadza przez jezdnię pensjonariusza domu "Jesień życia". Freud utrwalił kompleks Edypa, Miller zaś swój kompleks Pigmaliona. Wielki wkład w naukę szefa SLD.

Więcej >>>


niedziela, 1 marca 2015

Magdalena w bieli, czyli anioł Ogórek


Magdalena Ogórek nieśmiało ruszyła w teren. Sztab testuje jej możliwości kryjąc się z nią po zahukanej prowincji. Dziennikarze z centrali nie mają szans dojechać, jesteśmy raczeni obrazkami z piękną kandydatką, które zniewala urodą także tych, których napotyka na drodze w Łodzi, Ostrowcu Wlkp. i Kaliszu.

Szczególnie niedzielne zdjęcie nadają się do najlepszych magazynów mody i urody, kandydatka SLD w bieli wygląda jak biały anioł.

Nie znamy inteligencji tego anioła, jego politycznej biegłości, ani programu, bo zdawkowe kilka zdań raczej nadaje się do riposty felietonowej. Gdzie i z kim anioł zamieszka po zwycięstwie wyborczym?

"Z ekspertami". A dlaczego nie ekspertkami? Dzisiaj widać, że decyzja Leszka Millera, aby postawić na anioła, była desperacka, a może nawet podjęta w jakimś politycznym kasynie, na ruletce.

Czy Ogórek zagarnie tyle, ile ma SLD obecnie w sondażach? Dzisiaj bardzo wątpliwe. A tych kilka procent ponad progiem to być albo nie być dla partii postkomunistycznej. Gdy w ruletce nie trafi się numer z Ogórek, to Leszek Miller nawet nie będzie wyprowadzał sztandary. Nie będzie gdzie i z kim.

Czy można w 2 miesiące nauczyć się polityki, mediów, które je obsługują, itd? To czas do wyborów, a do zaistnienia jest jeszcze go mniej. Dwa tygodnie, góra miesiąc.

Ogórek w wewnętrznych testach "na sucho" musiała źle wypadać, bo późno wypuszczono ją na wybieg polityczny. Dzisiaj to wygląda: wóz, albo przewóz. Niech się dzieje wola nieba, anioł Ogórek niech po prowincji się obija.

Kandydat musi jednak emanować centralnie, musi się zmierzyć ze zgrają dziennikarzy i nie dać sobie nadmuchać w kaszę. Ogórek tego i owego faceta zniewoli urodą, ale nie dziennikarki. Na obrazkach z prowincji anioł Ogórek wygląda sympatycznie, ale to nie wybieg prezentacji najnowszej mody, ale wyścig bezwzględnych szczurów polityki.

Więcej >>>

piątek, 27 lutego 2015

Ogniem i mieczem w Sienkiewicza


Bartłomiej Sienkiewicz ma pecha. Ledwie wrócił do realnej polityki, jako szef think tanku PO, Instytutu Obywatelskiego, spowodował kolejną burzę z piorunami.

Burza w tej samej sprawie, lecz pioruny zupełnie inne. Najpierw była afera taśmowa, z powodu, której wyleciał z polityki, obecnie związane z wyjaśnieniem tej afery powstanie w MSW grupy specjalnej do wyjaśnienia podsłuchów.

Jakkolwiek jest, opozycja domaga się powołania sejmowej komisji śledczej. Chce tego PiS i SLD. Jako ówczesny szef MSW Sienkiewicz był zobowiązany wyjaśnić źródła afery taśmowej. Działał wszak na polecenie premiera Donalda Tuska.

Jakich używał metod śledczych? O tym może rozstrzygnąć prokuratura, a nie politycy. I tam PiS, jak SLD winni złożyć zawiadomienie.

Ale w tym przypadku nie chodzi o wyjaśnienie afery taśmowej, ani o inwigilację przez tajną grupą w MSW. Mamy nieustającą kampanię wyborczą. Partie łomoczą się po łbach. PiS tradycyjnie wali bez powodu w PO, a SLD podłącza się, gdyż znika ze sceny politycznej.

Sienkiewicz swoich politycznych interlokutorów przerasta o głowę, a nawet o kilka głów. Taki Mariusz Błaszczak niespecjalnie rozumie Sienkiewicza, a Joński z SLD interpretując wewnętrzne śłedztwo w sprawie afery taśmowej daje dowód, że nie wie, o czym mówi. PiS wali w Sienkiewicza ogniem i mieczem, tak jak stosuje te metodę do Ewy Kopacz.

Niemniej PO ma kolejny kłopot z powodu nieprzejrzystości procedur, jakie stosowano w wyjaśnieniu tej konkretnej afery.

Więcej >>>

wtorek, 24 lutego 2015

Magdalena Ogórek jest więziona dla "Playboya"?


Mam nieodparte wrażenie, że Leszek Miller więzi swoją kandydatkę na prezydenta Magdalenę Ogórek z jakichś powodów.

Pamiętamy, że wcześniej Miller przebąkiwał o kandydaturze Ryszarda Kalisza. Jeżeli zestawi się Ogórek z Kaliszem, nasuwają się asocjacje natury freudowskiej.

Czy Miller nie jest dla pięknej Magdaleny odpowiednikiem politycznego Josefa Fritzla?

Wszak pozbawienie jej dostępu do mikrofonu to jakaś forma uwięzienia w piwnicy. Dostęp do niej mają tylko wybrani, a może tylko szef SLD.

Mogą powstać jeszcze inne podejrzenia, których logikę wyartykułował rzecznik sztabu Ogórek, Tomasz Kalita: "Inni kandydaci błagają o wywiad".

A w tym wypadku media błagają Ogórek.

Oceniając jej atrakcyjność i celibat medialny, obawiam się, że pierwszym medium, jakiemu udzieli wywiadu kandydatka SLD, będzie "Playboy".

Elektorat tego pisma może być dla Ogórek pożądany. Tak można oceniać uwięzienie Magdaleny Ogórek w bursztynie milczenia.

Więcej >>>

sobota, 14 lutego 2015

Magdalena Ogórek: telekomunikacyjna biała flaga

Obawiam się, że po konwencji wyborczej kandydatki SLD na prezydenta Magdaleny Ogórek i spocie wyborczym Andrzeja Dudy, Polska może czuć się w posadach, jak osika. Nawet nie chodzi o to bezwarunkowe dzwonienie do Władimira Putina, o tę telekomunikacyjną białą flagę, ale o marność retoryczną i osobowości kandydatów.

Zdjęcie z Ożarowa Maz. mówi bardzo dużo. Twittował je Eryk Mistewicz, opatrując komentarzem: "Jedno zdjęcie warte jest tysiąca słów".


wtorek, 27 stycznia 2015

Czy Ogórek będzie czarnym koniem?


Kampania prezydencka jeszcze tak naprawdę się nie rozpoczęła. Ale nie będzie czasu dla rywali Bronisława Komorowskiego, aby wylansować swoje nazwiska. Wszak elektorat pisowski powie, jak nie startuje JarekZbawPolskę, to nie idę na wybory.

Elektorat to nie komentatorzy. Elektorat wie na pewno, komentatorzy przypuszczają. Przypuszczam, że na pewno Komorowski zostanie wybrany w pierwszej turze, acz może zdarzyć się druga - wtedy też wygra na pewno.

Bardziej interesująca jest kwestia drugiego miejsca. I wcale nie jest ono tak nieważne dla liderów, a na pewno nie powinno być obojętne dla Zbawiciela. Duda już się wyptrzykał ze wskazaniem wrogów, na których uderzy z byka.

Walnął w Kopacz, jeszcze się nie przewrócił, ale ledwie dycha, bo śmieją się z ofermy. Jak uderzy w Komorowskiego, będzie rechot jeszcze większy.

Dlaczego piszę, że uderza? Bo to styl Kaczyńskiego, a ten styl w PiS jest obligatoryjny. Kto nie pluje, nie charka - to nie nasz. W kraju przyzwyczailiśmy się do takich obyczajów politycznych, ale one na świecie są nieco inne. Rywale sprzeczają się na argumenty, programy, a złe emocje skrzętnie skrywają, bo uwłaczają.

Otwiera się szansa dla Magdaleny Ogórek, gdyż wygląda na to, że Duda siebie nie przeskoczy, a więc kandydatce SLD może wzrastać. I może się okazać, że to Leszek Miller był geniuszem, wiedział na kogo postawić, bo wie, jak jeszcze nie kończyć.

Z Ogórek jest ten kłopot, że się nie odzywa. Oby nie była często spotykaną postacią, która zyskuje, gdy milczy, otwierając zaś usta - traci. Oby jej milczenie nie było złotem, lecz walka okazała się kruszcem.

Ostatni sondaż prezydencki wskazuje, że Ogórek blisko do Dudy. Gdyby się bardziej postarała, nawet przy pomocy Millera, to Dudę by wydudkała, wzięłaby jednym susem. Drugie miejsce pani Magdaleny w wyborach prezydenckich, to upadek PiS i powrót lewicy do pierwszej ligi.

Ale: Czy Ogórek będzie czarnym koniem?

Więcej >>>

niedziela, 18 stycznia 2015

Kaczyńskiego i Millera łabędzi śpiew


Wybory prezydenckie nieoczekiwanie przybrały kabaretowy charakter. Największe partie opozycyjne oddały walkę walkowerem na rzecz Bronisława Komorowskiego z dwóch zasadniczych powodów: 1) nie wierzą w swoje moce polityczne, 2) liderzy są wiekowi, znajdują się w stadium łabędziego śpiewu.

Zastanawiać powinna inna rzecz, kandydatami PiS i SLD zostali ludzie głębokich szeregów. Nikt ich nie widział, nie słyszał, niewiele wiadomo o ich rzeczywistych poglądach oprócz tego, że są pokorni w stosunku do wodzów.

No i są młodzi, a prezydentura to korona działalności politycznej. Funkcja prezydenta RP w ten to sposób została zdeprecjonowana i wygrana Bronisława Komorowskiego jego samego nie będzie zanadto cieszyć, a także odbije się to na frekwencji przy urnach wyborczych. Partie dekonstruują demokrację.

Ciekawy byłby wynik  sondażu w sprawie Dudów, który jest Piotr, a który Andrzej, a może Jarosław? Czy Polacy odróżniają powyższych PiS-owców i czy wiedzą, który z nich zmierzy się z Komorowskim?

Andrzej Duda jeździł aż do Rzeszowa, aby dać o sobie znać, że on nie jest Piotr, a retorycznie podskoczył w stylu prezesa: Polska zmierza do slumsów. Pomylił wybory parlamentarne z prezydenckimi, ale w kraju to już norma. Mówi się o wszystkim, tylko nie na temat.

Gdyby Duda powiedział, że prezydent Komorowski sprowadza urząd strażnika Konstytucji do strażnika Slumsów - wtedy byłby bliżej sensu charakteru kampanii wyborów prezydenckich, bliżej miejscowego języka, bo zamiast slumsów mógł użyć porównania do rynsztoka, ten ostatni to po polsku. W tym wypadku odbiło mu się Brukselką (emigracja polityków).

Wypadek SLD z Magdaleną Ogórek to inna szufladka. Podobno została znaleziona przez rzut kością, o czym pisze "Newsweek". Na razie Leszek Miller nie pozwala jej samodzielnie otwierać dzioba, tylko może gdakać z pamięci to, co jej napisano. A szkoda, bo to interesująca osoba, ale zdaje się nie jako kandydatka SLD.

Albo dla obecnie rządzących polityków nie ma alternatywy, albo opozycja to tchórze, albo to i to. Szybko nam stetryczała demokracja i to przez takich polityków, jak Kaczyński i Miller oraz ich młode marionetki. Jezioro łabędzie, po które chętnie sięgają kabarety.

Więcej >>>

wtorek, 16 grudnia 2014

Lewica ma szanse, ale nie lewica z buta


W jak fatalnej kondycji jest lewica, świadczy wystawianie kandydatur na prezydenta. Janusz Palikot jasno dał do zrozumienia, że jest wierny sobie. W wyborach 2010 rolu popierał Bronisława Komorowskiego, obecnie też. Palikot wystawił siebie jako kandydata, uzbiera zero procent, więc nie tknie Komorowskiego. To jest polityczna wierność mimo upływu lat i partii.

Równie ciekawie jest na lewicy SLD. Leszek Miller po wyborach samorządowych, nawet nie szepnął, ba! - nie pomyślał, aby wystawić siebie. Zaczął się rozglądać wokół i znalazł kandydata Ryszarda Kalisza.

Napisałem "znalazł kandydata". Nie - znalazł kandydata na kandydata. I nie jest to kandydat, który będzie poddawany wyborom wśród aparatu SLD, ale kandydat ma "się pospotykać". Jak się "pospotyka", to Leszek Miller klepnie Kalisza. Pospotykanie ma dać 15-16 proc. Rozumiem, że procenty mają być sondażowe. A nie te "pospotykane" na spotkaniach.

Jeżeli Kalisz jest kumaty, to może "pospotykać się" z dyrektorami sondażowni TNS Polska i CBOS. I mu podskoczy do mitycznych 15-16 proc.

A jak nie podskoczy po "pospotykaniu" Kaliszowi, to co? Tego Miller nie powiedział. Lewica SLD (podkreślam ten oksymoron) nawet gdyby wystawiła Aleksandra Kwaśniewskiego, to nie osiągnęłaby 16-16 proc. Choć Kwaśniewski by chętnie się "pospotykał". Lubi spotkania, ot co.

Kalisz po przejściach nadaje się w tej chwili najwyżej na doradcę Tomasza Nałęcza. A przy dobrym ciśnieniu mógłby zostać Falandyszem Komorowskiego.

Lewica sobie zgotowała ten los. Jej politycy są niestrawni dla wyborców, bo do takiej sytuacji dopuścili. Nie szukają wyjścia. Gotują się we własnym sosie, a nawet przyrządzają jeszcze coś bardziej niestrawnego, jak Chaplin w "Gorączce złota" strawę dla elektoratu: zupę z buta.

Wieszczę, że w tej chwili Barbara Nowacka, bądź Robert Biedroń są w stanie wyciągnąć więcj niż 15-16 proc. Ale trzeba porzucić mity "pospotykania się". Spotkać się z młodymi politykami, młodymi ludźmi. A nie serwować strawę z buta.

Więcej >>>

środa, 19 listopada 2014

IV RP będzie zwała się inaczej. Ważne, iż zawiązana została przyszła koalicja


Kryzys związany z systemem informatycznym PKW przyspieszył zawiązanie przyszłej koalicji rządowej. Obecnie już nie chodzi o to, czy wybory zostały sfałszowane - jak i przez kogo? - czy mają być powtórzone. Tak to wyglądać może tylko medialnie.

W tej chwili w sztabach dwóch partii wre praca, jak nazwać IV RP, żeby nie przypominała elektoratom lat 2005-07? Jak ma zachowywać się przystawka, którą kiedyś były Samoobrona i LPR?

Jarosław Kaczyński na oczach kamer klepnął Leszka Millera na koalicjanta przed odejściem obydwóch na emeryturę.

Moja propozycja nomenklatury jest prosta, jak przekaz dwóch premierów (tak się tytułowali): Rzeczpospolita Tetryków (Emerytów). Tym bardziej, że partia emerytów - taka istniała  - zwolniła miejsce na scenie politycznej.

Jarosław Kaczyński ma doświadczenie w dziele zjednoczenia. Po Ziobrze i Gowina przyszedł czas zjednoczyć się z Millerem.

Hasłem wyborczym w powtórzonych wyborach (o ile do takich dojdzie), jak i przyszłych dla Zjednoczonej Partii Emerytów może być: "Po nas choćby potop".

Chrzanić rozum, prawo. TKM.

Więcej >>>


niedziela, 16 czerwca 2013

Koncert życzeń SLD na Stadionie Narodowym


Jedno jest pewne, Joanna Mucha nie dopłaci do występów na Stadionie Narodowym. Leszek Miller i Józef Oleksy nie reprezentują takiej wartości, jak Madonna. Urok SLD dawno przeminął wraz z wiekiem wyżej wymienionych.

Kongres Lewicy mógł tego i owego ująć swoją oprawą z minionej epoki, można było z sympatii do czcigodnych jubilatów z grzeczności przyklasnąć. Zadumać się nad deklarowaną niespożytą siłą Millera, który nie jest zainteresowany "rolą przystawki".

Mówił to lider SLD z przekąsem, ale kojarzyło się raczej z "rolą zakąski". W każdym razie Miller mógłby już przejść na emeryturę - ma 67 lat - ale ambitnie wyznaczył sobie marsz po władzę w 2015 roku.

Długi to będzie marsz, który ma "zakończyć się sukcesem". Czyżby Miller dotrzymał danego dawno temu słowa, że "prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy..."

Jak skończy senior Miller w 2015 roku? Hm. Lewica straciła kolejną szansę, aby coś więcej osiągnąć w realnej perspektywie, a nie aż w roku wyborczym 2015, gdyż niewielu młodych zawierzy partii seniorów Millera i Oleksego.

Jedno optymistyczne płynie z Kongresu, Mucha nie dopłaci do koncertu życzeń na Stadionie Narodowym. Na szczęście partie polityczne są dotowane z budżetu państwa, a więc pieniądze z wynajmu Stadionu Narodowego wrócą do budżetu.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Z martwych powstaje "Trybuna"


Z martwych powstaje "Trybuna", wszelako pod zmutowaną nazwą "Dziennik Trybuna". Lewica postkomunistyczna czuła się medialnie dyskryminowana, więc odgrzała swój kotlet i zaserwuje numer zerowy 1. maja.

Medialne partyjniactwo w SLD-owskich szeregach mogło przyprawić ich o niebotyczne kompleksy. Kiedyś mieli wszystko, potem dużo, a dzisiaj nic. A gdy przymierzyli się do PiS, który ma przynajmniej dwa tytuły prasy codziennej, a tygodników pełną półkę w lokalu sprzedającym gazety, Leszek Miller mógł się czuć odwrotnie proporcjonalny do Jarosława Kaczyńskiego niż to onegdaj w czasach PRL było.

Naczelny zmartwychwstańca Robert Walenciak w rozmowie z "Dziennikiem" motywuje się hegemonią prawicowego dziennikarstwa, a to "najciekawsi i najbardziej płodni intelektualnie są ludzie na lewicy", zaś w kraju debata toczy się tylko między PO i PiS.

Życzę tytułowi powodzenia, niemniej nie mogę nie zauważyć, iż media nam parszywieją, stają się głosem plemion partyjnych, bo nie wierzę, aby tytuł poza SLD był zdolny zauważyć w swojej redakcyjnej perspektywie lewicowy Ruch Palikota.

Źródło: Dziennik.pl (naTemat.pl)

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Historia brukiem się toczy


Ryszard Kalisz ma zaszczyt być wydalony z SLD, zaś Lech Wałęsa wątpliwą przyjemność uczestnictwa w czerwcowym Kongresie Lewicy. Czy nie jest to takie polskie?

W Polsce wszystko jest inaczej. Historia nie zatacza koła, historia gdzieś jedzie, ale niestety na furmance. Taki mamy pojazd, taki pęd do cywilizacji. Jaki pojazd, taka droga, więc tarabani się ta furmanka brukiem. Inne partie - włącznie z partią władzy: PO - mają podobnie zdezelowane wehikuły.





Kalisz - jeden z najlepiej rozpoznawalnych polityków, w rankingu sympatii klasyfikujący się na czele, cichy faworyt lewicy jako kandydat na prezydenta, szarmancki dla kobiet, bo łypiący za nimi, gdy w studiu tv schodzi się na przyjemny temat feminizmu. Mający niegdyś wkład w gorącą politykę, gdy pracował w Kancelarii Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Ostatnio ten fakt raczej celebrujący i tym blichtrem zaszczycający lewicową konkurencję dla SLD.

Ten blichtr przysłużył się, że został relegowany z partii, którą zakładał.




Wałęsa - ruchomy pomnik współczesnej historii Polski. Notowania w sondażach sympatii na poziomie ostatnich wyborów prezydenckich i autorskiej partii BBWR - niewiele więcej od 1 proc. Ciągle przez przyjazny mu obóz solidarności usadzany na cokole, aby stał na nim spokojnie, nie trwonił, co mu historia dała.

I jak to Wałęsa, sam sobie najumiejętniej szkodzący, do tego stopnia, że w San Francisco odebrano mu ulicę, a na odwołanych wykładach za oceanem stracił setki tysięcy dolarów, a to z powodu, że wyobraźnia podpowiada mu, że widząc geja, odwraca mu się głowa.

Ci ludzie zamieniają się miejscami. Z furmanki lewicy schodzi Kalisz, wdrapuje się na nią Wałęsa. Tylko bruk ciągle ten sam. Pol-bruk.

sobota, 23 lutego 2013

Europa Plus jak czapka zgniłych gruszek


O co chodzi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu? Przecież nie o kandydowanie do PE. Gdyby miał tylko takie ambicje, ogłosiłby to w jakimkolwiek medium i koledzy z SLD posunęliby się na ławce, aby zrobić mu pierwsze miejsce w Warszawie.

Kwaśniewski zdecydował się na czapkę zgniłych gruszek, bo taką wartość w tej chwili przedstawia Ruch Palikota bez Wandy Nowickiej i wsparcia środowisk feministycznych. Palikot przecież nie dojrzał po jednym aperitifie z Kwaśniewskim, mogło mu tylko odjąć mowę, a ta i tak wróci, a wraz z nią retoryczne "gwałty".

Doświadczenie byłego prezydenta w budowaniu takich bytów pośrednich dobrze poznaliśmy przy okazji LiD (Lewica i Demokracja), a z Europy Plus może nic nie zostać, bo nawet nie ma w nazwie spójnika (i).

Podobno Kwaśniewski proponował Leszkowi Millerowi swoją osobę w zamian za kasę SLD, bo partia postkomunistyczna jest w jej posiadaniu, w przeciwieństwie do czapki zgniłych gruszek Palikota. Miller odmówił, a Kwaśniewskiemu ambicje zostały. Podobno chciałby sięgnąć po szefowanie lewicy europejskiej.

W`dalszym ciągu pozostaje pytanie: w co gra Kwaśniewski? Nie wierzę, aby udało się posłannictwo Ryszarda Kalisza w odzyskiwaniu kobiecych serc. Polityki nie robi się na kanapie, ten mebel służy do przyjemniejszych przygód.

Może Kwaśniewski prowadzi koronkową grę, która w polityce przynosi niezamierzone efekty. Bez planów jednak nic nie można osiągnąć. Kwaśniewski elektorat może podbierać Platformie, Donald Tusk na takie dictum nie pozostanie obojętny. Ma kilka w zanadrzu postaci, których może użyć, aby zniwelować straty: Włodzimierza Cimoszewicza i Dariusza Rosatiego, wystarczy, że któremuś z nich zaproponuje resort dyplomacji. PO odrobi straty.

Marek Migalski prorokuje, że Kwaśniewski uratuje Jarosława Kaczyńskiego, bo wybory w 2015 roku wygra PiS, ale rząd będzie tworzyć koalicja Tusk-Kwaśniewski. Powyżej też zabawiłem się w proroka. Uważam jednak, że SLD nie straci, a Kwaśniewski antyszambruje w ten sposób w PO, aby liczyć na poparcie Tuska w realizacji ambicji europejskich.