Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rzeczpospolita. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rzeczpospolita. Pokaż wszystkie posty
środa, 12 lutego 2025
czwartek, 15 grudnia 2016
Kaczyński chce oszukać społeczeństwo, bo tzw. dobra zmiana tonie. Podzielić się odpowiedzialnością
W wywiadzie dla "Rzeczpopolitej" Jarosław Kaczyński wymyślił: "lider opozycji powinien mieć status jak wicepremier".
O co zatem chodzi? Ano, powiedzieć można wszystko. I tak lider opozycji ma status premiera in spe.
Wswzystko kryje się pod pojęciem status, czyli uznanie społeczne, uznanie polityczne. Taki status premierów in spe mają dzisiaj Grzegorz Schetyna i Ryszard Petru.
Kaczyński nie zna znaczenia słów, niejednokrotnie o tym się przekonaliśmy.
Ale może być to próba dzielenia się odpowiedzialnością. Odpowiedzialnością przed Polakami. "Chciałem, a oni nie chcieli".
Albo może powiedzieć: właśnie opozycja ma wicepremiera. Kto? Jarosław Gowin; wszak był w PO. Itd. Kaczyński językowo jest neptkiem, bo jest nietwórczy.
Powyższa "propozycja" świadczy, iż PiS idzie na dno. To jest SOS Kaczyńskiego. Niestety, na dno idzie też Polska pod rządami tych niedojdów.
A poza tym jest to public relations. Niewiele warta "propozycja", bo nie mająca prawnego rozwiazania, a może dadzą się nabrać Schetyna i Petru, a nuż skoczą sobie do gardeł.
Kaczyński to geniusz na taborecie - metr pięćdziesiąt w kapeluszu. Marzeniem Kaczyńskiego zaś jest rozwalać demokrację w Polsce. Nawet zauważył to swego czasu Andrzej Lepper - 2007 rok.
Więcej >>>
czwartek, 7 kwietnia 2016
Z Dudą Polska się stacza. Na jakie dno?
Andrzej Duda dzisiaj inaczej sformułowałby zdanie o "ojczyźnie dojnej" wygłoszone w Otwocku. Jak sformułowałby? Nie wiem.
Wiem, że sformułowanie jest trawestacją pieśni kościelnej, jest więc doskonałą ilustracją polskiego katolicyzmu, posługującego się nienawiścią do ludzi. Duda często i gesto pokazuje nienawiść do Polaków.
Tak ma strawestowane uczucia do bliźnich, bo tak zostało sformatowane jego wychowanie.
Duda nie wymaże swoich słów z gazet, z przestrzeni internetu, z szarych komórek. Choć mógłby podjąć symboliczną formę wymazania, np. wędrówka na kolanach z Krakowskiego Przedmieścia na Jasną Górę.
Poznaliśmy charakter Dudy, a jest on marny. Duda nigdy nie zostanie żadnym herosem, żadnym niezłomnym. Można tylko zdegradować się z bohatera do tchórza, o czym pisze w genialnej "Pornografii" Witold Gombrowicz.
Tchórz na zawsze pozostaje tchórzem, a bohater czasami tchórzem.
Duda nawet nie potrafi zachować się przyzwoicie. Nie wiesz, jak się zachować, zachowaj się przyzwoicie. Trudne? Dla Dudy jest to trudne, podejrzewam, że nieosiągalne.
Ale mój główny zarzut do Dudy, któremu nie starcza charakteru, jest taki, że jest on intelektualnie kiepściutki.
Takiego Polacy sobie sprawili prezydenta, na swoją upadłość. Oby nie na utratę niepodległości. Za prezydentury Dudy Polska spada we wszystkim, gdzie to możliwe. W ratingach, w rankingach.
A jak zostaniemy wypchnięci z Unii Europejskiej, to jakbyśmy stracili niepodległość. Na razie staczamy się z Dudą.
Na jakie dno? Ale taki kamień Polacy sobie uwiązali u szyi: Duda.
Więcej >>>
wtorek, 9 września 2014
Jak Tusk z patrioty został kosmopolitą
Właściciel "Rzeczpospolitej" powinien być wniebowzięty, na składzie redakcji ma patriotę. Dla polskiego kapitalisty to rzecz najważniejsza, bardziej niż walory profesjonalne.
Filip Memches jako patriotyczna wkładka w żurnalistycznym świecie to wartość dodana. Na taką interpretację patriotyzmu nikt nie wpadł: "Polski patriota powinien się przejmować kondycją swojej ojczyzny, a nie szukać poklasku dla siebie w wielkim świecie".
Kiedyś patriotyzm był zadekretowany. W takim PRL-u paszport trzymało SB, aby patrioci nie wyjeżdżali i tutaj na miejscu "przejmowali się kondycją swojej ojczyzny".
I tak było. Donald Tusk przejmował się kondycją swojej ojczyzny, nawet uprawiał alpinistykę urbanistyczną. W ten sposób zarabiał na utrzymanie rodziny, a przede wszystkim ku chwale ojczyzny.
Jak w suwerennej Polsce został premierem, jakoś patriotyzm mu odszedł. Ostatecznie ulotnił się, gdy został szefem Rady Europejskiej. Z patrioty stał się kosmopolitą.
A rodacy, którzy wyjechali w świat za lepszym życiem dla siebie, też okazują się niepatriotyczni. Dziennikarzowi Memchesowi marzy się patriotyzm niemal obowiązkowy, bo przejmować się trzeba kondycją ojczyzny tutaj na miejscu, a nie szukać poklasku w Brukseli, Londynie, czy Nowym Yorku.
Czekać tylko aż do władzy dojdzie Jarosław Kaczyński, który też wspomina ciągle o patriotyzmie. Jak weźmie ster w swojej ręce, skieruje nas na patriotyzm. Polacy pozostający za granicą rzucą się przez morze, aby z radością tu na miejscu przywitać przywódcę patriotycznego.
A gdy już przybędą wszyscy Polacy do domu, zadekretować patriotyzm, wpisać do Konstytucji włącznie z przewodnią rolą partii PiS. Paszportami niech się zaopiekuje ABW, granice na zachodzie uszczelnić, aby nie wyciekał nam patriotyzm.
Właściciel "Rzeczpospolitej" powinien takim dobrem jak Memches podzielić się z innymi kapitalistami. Podono brakuje robotników na budowie, bo Polacy wyjechali za lepszością. Kupić Memchesowi patriotyczną łopatę, niech szerzy nią dobro powszechne, niech "przejmuje się kondycją swojej ojczyzny".
>>>
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
środa, 4 września 2013
Kaczyński z przypisem Ziobry
Jarosława Kaczyńskiego pomysł na politykę i biznes jest niezmiennie taki sam: karne kampanie. Winni zastoju w innowacyjności polskiego biznesu są ludzie PRL, dla których przedsiębiorczość stała się przystanią: "duży, średni biznes, ale też mały".
Taki sam pomysł na polityków rodem z PRL-u. Wszak dla Leszka Millera gmach przy Wiejskiej stał się przystanią, A skąd Kaczyński się wywodzi, prawie równolatek Millera, a starszy od Kwaśniewskiego?
Szanse dla biznesu prezes upatruje w "karnych podatkach". Wymusić na ludziach PRL-u odejście z biznesu poprzez... peerelowski domiar. Wówczas tak walczono z prywaciarzami, którzy byli pre-biznesem.
Kaczyński przeszedł dobrą szkołę socjotechniczną w PRL-u. Karać domiarem. Pomysł na zmianę układu w polityce (przykład z MSW), w której "królują skamieniałe układy personalne z poprzedniej epoki", także niezmienny. Karać domiarem: "będziemy chcieli pójść bardzo daleko". Czyli gdzie? Zwolnić delikwentów i może do ciupy. Domiar moralny i zarazem resocjalizacyjny.
Wywiad dla "Rzeczpospolitej" pokazuje prezesa w całej rozciągłości, że od 2007 roku swoje wartości hibernował w zmarzlinie smoleńskiej. Sondaże dla PiS podskoczyły, więc w głowie prezesa IV RP odzyskuje kolory: karać domiarem.
Zabrakło mi w wywiadzie odwołania do Barbary Blidy, do której domu w Siemianowicach Śl. karnie wybrała się ABW. Precyzyjnie to opisał Zbigniew Ziobro uzasadniając śmierć Blidy: winna była, więc się zastrzeliła.
Wywiad w "Rz" winien być opatrzony takim przypisem z Ziobry. O jednym byłbym zapomniał. Nowa IV RP będzie z mottem wpisanym do Konstytucji, a odwołującym się do Boga.
To już nawet nie będzie kampania karna, to będzie krucjata. Domiar krucjaty.
środa, 3 lipca 2013
Dziób Rokity
Jan Rokita skarży się "Rzeczpospolitej", że chcą mu "zamknąć dziób". Publicystyka byłego posła i członka Platformy miejscami przypomina najlepsze jego czasy w komisji Rywina, gdy gwiazda byłego już polityka rozbłysła dzięki talentom intelektualnym.
Jednak temat, któremu wypowiada narracyjną wojnę, nijak się ma do błyskotliwości umysłu, a jest prawnym procedowaniem, gdzie emocje nie mają nic do rzeczy, a dowody są weryfikowane w świetle prawa. Nie wypadły one na korzyść Rokity, który przegrał proces z Konradem Kornatowskim. Rokita zarzucił mu, iż brał udział w tuszowaniu śmierci Tadeuszu Wądołowskiego na komisariacie w Gdyni w 1986 roku.
Urażony Kornatowski odwołał się do sądu, wygrał - proponował Rokicie ugodę - i chce zadośćuczynienia w postaci przeprosin. Dużo?
Rokita uważa, że złamany byłby jego honor. Podpowiem Rokicie, w pierwszym rzędzie złamany byłby honor prawa. Lecz prawo podjęło taką, a nie inną decyzję. Gdyby Rokita potrafił przez polityczne narzędzia złamać prawo, jego literę, nie mielibyśmy prawa w Polsce, a ręczne sterowanie prawem. Przerabialiśmy to już za Jarosława Gowina.
Prawo podjęło decyzję na podstawie dostępnych dowodów, Rokita nie stracił honoru. Rokita teraz traci honor upierając się za wszelką cenę, że jego będzie na wierzchu. Upiera się do tego stopnia, że posługuje się kłamstwem, jak to było z komornikiem, który miał mu odebrać cały majątek, a jego zostawić nagiego tylko w galotach we włoskiej Perugii.
Rokita na szalę rzucił honor, teraz rzuca talenty narracyjne. Może jednak Rokicie o coś chodzi. Nie o Kornatowskiego, nie o to, że musi opublikować przeprosiny. Ale zbliża się IV RP i wysyła sygnały dymne, że w najcięższych czasach dla PiS i Kaczyńskiego wysłał Nelli, gdzie diabeł nie może.
Obecnie wysyła swój honor, który chce mu odebrać "korporacja prawników" i przede wszystkim Tusk. Dlatego Rokita tak kłapie dziobem, który chcą mu zamknąć.
Szkoda mi Rokity, bo to zdolny polityk. W jego wypadku może być tak - jak utrzymuje psychologia behawioralna - że pan upodabnia się do psa, a Rokita do żony Nelli.
poniedziałek, 13 maja 2013
Hofman straszy samodzielnymi rządami PiS - bufon
Adam Hofman w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" z bufoniarskim zadęciem twierdzi, że PiS nie chce osiągnąć wyborczego zwycięstwa dla samego zwycięstwa, chce samodzielnie rządzić. Dlatego nie optują obecnie za wcześniejszymi wyborami, gdyż - bufonada - wygraliby z niewielką przewagą nad PO.
Chcą poczekać, bo brzydzą się zgniłych koalicji, do konstytucyjnych terminów, a wówczas - bufonada - zdobędą 10% przewagę nad PO i będą samodzielnie rządzić.
Prezes Jarosław Kaczyński jeździ po Polsce powiatowej, komunikuje, że PiS jest gotowe do przejęcia rządów.
Taka jest esencja tego wywiadu. Hofman idzie za ciosem komentatorów, którzy zaczynają coraz częściej dopuszczać możliwość wygrania przez PiS wyborów. Skupiając się na tym, iż PiS jest coraz silniejsze słabością PO i lewicy. Kaczyński nie przedstawił spójnej alternatywy programowej, a jedynie PR-owskie zagrywki. Rzeczywistym motywem aktywności prezesa jest zemsta za Smoleńsk, to widać, jak na otwartej dłoni. PiS serwuje populizm, który może przemawiać do Polski powiatowej, odczuwającej kryzys, acz nie jest to recesja.
PiS nie ma żadnego rozwiązania dla bezrobocia, a jedynie zapewnienia prezesa, że ma. Nie można pstryknąć palcem i problem zniknie. Potrzebny jest do tego kapitał, a polski kapitalizm nadal jest w powijakach. Przy czym więksi inwestorzy nie zawierzą Kaczyńskiemu, raczej uciekną z Polski. Przyciągnięcie kapitału obcego jest w możliwościach Kaczyńskiego na poziomie zerowym. Nikt nie będzie się garnął do ksenofoba.
Niemniej groźba powrotu PiS do władzy to nie jest straszenie, bo ten horror - jak samospełniająca się przepowiednia komentatorów - może stać się realnością. Co wówczas będzie z krajem? Aż się boję myśleć. Nocnik.
PiS raczej - nacisk na raczej - nie zdobędzie większości, aby samodzielnie rządzić. W polityce jednak następują takie sploty nieoczekiwanych zdarzeń, iż nie można ostatecznie tego wykluczyć. Ale nikt nie chce żyć w nocniku.
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Nowy Gmyz - Pietryga
Jakiś "wybitny" dziennikarz, a nazywa się Tomasz Pietryga, pisze w "Rzeczpospolitej", iż orzeczenie sędziego Igora Tuleyi w sprawie kardiochirurga G. o IV RP, która stosowała stalinowskie metody, to jest "Tuleya szoł".
Właściciel "Rzeczpospolitej dorobił się nowego Gmyza. Takiego nieudacznika tylko można potraktować kopem w cztery litery. Może jeszcze na ten temat coś napiszę. Ale - czy idiotom należy poświęcać czas? Zobaczymy.
Poniżej kopiuję gmyzowatość Pietrygi ("pietrygrzenie"):
Bardzo źle się dzieje, kiedy po ogłoszeniu wyroku emocje i komentarze wywołuje nie sam werdykt, ale sędzia, który go wydał
Tak stało się w przypadku procesu doktora G. Głównym aktorem w tej sztuce przestał być skazany lekarz. Od piątku trwa „Igor Tuleya show". Czyli spektakl sędziego, który uzasadniając wyrok, porównał pracę funkcjonariuszy CBA do metod stosowanych przez stalinowskich oprawców. A potem – niezrażony polityczną i medialną burzą, jaką wywołał – nie odpuszczał.
Wziął nawet udział jako główny bohater w programie telewizyjnym, gdzie wyjaśniał motywy swojego postępowania. Pojawiły się także informacje, że idąc za ciosem, sędzia Tuleya rozważa skierowanie zawiadomień o dokonanych przez CBA „przekroczeniach uprawnień" oraz „składaniu fałszywych zeznań".
Po trzęsieniu ziemi – jakim były reakcje po szokujących słowach zawartych w uzasadnieniu wyroku – napięcie nadal rosło. Aż tu nagle w poniedziałek cisza, nic, koniec... Kolejny występ w telewizji odwołany. Sędzia dostał zakaz wypowiedzi lub – jak twierdzi – sam sobie zakazał występów w mediach.
Wyszło trochę głupio, a trochę śmiesznie. Cała sprawa zapewne chwały i powagi całemu wymiarowi sprawiedliwości nie przyniesie. Proces doktora G. obserwowały miliony ludzi, którzy na podstawie tak głośnych spraw, wyrabiają sobie zdanie na temat wymiaru sprawiedliwości. Co zobaczyli widzowie? Otóż występy sędziego Tulei pokazały sąd jako instytucję emocjonalną, wewnętrznie rozedrganą, a więc taką, do której trudno mieć zaufanie.
Każdy człowiek ma jakieś poglądy, każdy odczuwa emocje – i dziennikarz, i policjant, i sędzia. Jednak akurat sędzia, wchodząc na salę sądową, powinien zostawić je w domu. A wydając wyrok - odnosić się do faktów. Jeśli przy okazji dokonuje bardzo emocjonalnych historycznych osądów, a w dodatku grubo przesadza, to czyni krzywdę nie tylko samemu sobie, ale też całemu wymiarowi sprawiedliwości.
poniedziałek, 5 listopada 2012
Gmyz męczennik
Cezary Gmyz na aferze trotylowej tylko wygrał. Tego nie może powiedzieć Tomasz Wróblewski (b. naczelny) i dwóch pozostałych, których właściciel "Rzeczpospolitej" wylał.
Wróblewski to funkcyjny redaktor, dziennikarstwem się już nie parał.
A Gmyz zyskał nazwisko. Był jednym z wielu w szeregu, teraz będzie pierwszy. Dał jeszcze odpór na Twitterze, zarzucił swemu pracodawcy, że "mija się z prawdą".
Grzegorz Hajdarowicz z pewnością wcześniej wiedział, jakie "trotyl na wraku tupolewa" ma zabezpieczenie w dowodach, może nie przewidział reakcji świata polityki (do zamachu stanu niewiele brakowało), a także reakcji innych mediów.
Nie wiem, czy "Rzepa" się uratuje. Straciła twarz, stała się niewiarygodna, a za tym poleci brak reklam, obniżka cytowalności (może nie teraz, bo teraz jest najpowszechniej cytowanym dziennikiem w Polsce, ale za miesiąc, dwa) i dalszy odpływ czytelników.
Gmyz zaś zyskał tytuł pierwszego żurnalistycznego męczennika prawicy. Już o niego walczą prawicowe media. Portal wPolityce - no, jeden z braci Karnowskich - napisał na Twitterze: "Proponujemy panu pracę". A Adam Hofman skomentował: "Ładny gest".
Ba, Gmyz teraz będzie mógł zażądać pensji wysokości, jakiej nie miał do tej pory.
Interesuje mnie, co stanie się z redakcją "Rzeczpospolitej", bo tam gmyzowatych jest więcej i są nawet groźniejsi. Czy oni zostaną, gdy przyjdzie nowa miotła, nowy naczelny. To zależy, kto naczelnym zostanie.
Wyglądało mi na to, że przymierza się Tomasz Lis. Rozpatrywany jest Igor Janke, acz niespecjalnie to ostatnie chyba wchodzi w rachubę. Zależy, w którym ideowym kierunku będzie chciał żeglować właściciel.
sobota, 3 listopada 2012
Gmyzeta gmyza się
Spojrzałem sobie na strony "Gmyzety", a tam czytam oświadczenie, które podyktował właściciel tego organu, iż "przestrzegając najwyższych standardów etyki dziennikarskiej (ple-ple-ple), osoby odpowiedzialne poniosą daleko idące konsekwencje".
Krótko pisząc, Grzegorz Hajdarowicz gmyznie z "Gmyzety" Tomasza Wróblewskiego (naczelnego) i tego, który narobił tyle gmyzu, Cezarego Gmyza.
W "Gmyzecie" dostali gmyza i potraktowali nas trotylem, ten gmyzem podszyty dziennik poprzez swoich dziennikarzy proponował gmyzolenie trotylowo-kaczyńsko-macierewiczowe.
Część narodu dostała gmyza, wystarczy spojrzeć na portale prawicowe, chcieliby, aby Polska była gmyzata. Ale normalny Polak nie jest wszak gmyznięty.
Tyle o nowinkach z "Gmyzety".
W związku z ostatnimi wydarzeniami, poszerzył nam się słownik języka polskiego, oto kilka nowych haseł z niego:
gmyz - ogólny stan patriotyczno-trotylowy;
gmyznięty - dostać trotylowego wzwodu;
gmyza dostać - gmyznięty trotylem;
gmyzem podszyty - ktoś taki musi pod ubraniem nosić trotyl;
gmyzolenie - pisanie o wszystkim, a i tak na końcu chodzi o trotyl;
gmyzata - może być uroda, ale także gazeta, w której trotyl jest wybuchowym newsem;
gmyzać się - zastanawiać, co zrobić z gmyzniętymi.
A to historyczna strona "Gmyzety", która tak twórczo wpłynęła na język polski. Natchnienie nie notowane od improwizacji Adama Mickiewicza:
piątek, 2 listopada 2012
Jak żyć z Kaczyńskim, Macierewiczem w jednym kraju?
Kilka dni po ogłoszeniu przez "Rzeczpospolitą", iż w smoleńskim Tu-154M znajdował się trotyl, a został wypreparowany przez ingrediencje intelektualne kiepskich żurnalistów, polityka polska winna zadać sobie pytanie: Jak żyć?
Lider opozycji Jarosław Kaczyński nie wytrzymał ciśnienia atmosfery i posądził obecny rząd o mord 96 osób. Prezes PiS chyba nigdy nie zdał egzaminu, jako dojrzały człowiek i polityk, a przy tym nie jest młody, by nie powiedzieć stetryczały.
Przecież to, co uprawiają w PiS to najgorsza tandeta polityczna, tak mizerne postaci życia publicznego, jak wspomniany prezes, Antoni Macierewicz, który winien być pacjentem klinik leczących głowę. Na zdjęciu powyżej jeszcze widzimy Marka Kuchcińskiego - kto to jest?
Dzisiaj można ocenić, że mieli w PiS nieskonkretyzowany plan przejęcia władzy.Nie dość, że polegał na kłamliwych przesłankach, to tak był nieumiejętnie realizowany i przy braku odporności psychicznej prezesa, iż można wskazać, gdzie miejsce tych ludzi.
Właśnie, gdzie? Przed Trybunałem Stanu? Ależ oni tylko na to czekają, będą mogli dalej tokować do swego słabowitego na umyśle elektoratu to samo, co wcześniej. Prezes, Macierewicz i kilku cwaniaków powinno się leczyć. To jednak też nie załatwia problemu.
Coraz bardziej daje się odczuć, jak wspomniani ludzie spaprali przestrzeń publiczną w Polsce. Należy zadać sobie pytanie: czy Polacy tak zrobiliby Polakom? Niespecjalnie wierzę w ich polskość. Działają z mniejszą lub większą premedytacją na szkodę ojczyzny.
środa, 31 października 2012
Dymisja naczelnego "Rzeczpospolitej"?
Tomasz Wróblewski, naczelny "Rzeczpospolitej" oddał się do dyspozycji Rady Nadzorczej wydawnictwa "Presspublika".
Daniel Passent tak pisze na swoim blogu o "trotylu" Rzeczpospolitej:
Przez przerost ambicji rozumiem taką sytuację, kiedy nawet inteligentny i sprawny dziennikarz, jakim niewątpliwie jest Cezary Gmyz, nie umie się powstrzymać, ograniczyć w swojej interpretacji przesłanek, nie potrafi nałożyć wędzideł swojej fantazji. […] Ambicja poniosła go do tego stopnia, że nawet po wpadce z trotylem i gliceryną w samolocie prezydenckim, obstawał przy swoim, z niczego się nie wycofywał, ba, był zadowolony, że redakcja „Rz” w kolejnej wersji oświadczenia wycofała przeprosiny. Co prawda nie ma za co przepraszać, ale redaktor naczelny, Tomasz Wróblewski oddał się do dyspozycji (czytaj zaoferował rezygnację) rady nadzorczej i wydawcy.
wtorek, 30 października 2012
Gleba dla Gmyza
Dziennikarz "Rzeczpospolitej" Cezary Gmyz nadal nie rozumie komunikatu prokuratury wojskowej. Pół biedy, że on tego nie zrozumiał, naczelny nie pojął, że takiego gościa wykopuje się na kilometry od redakcji.
Oto w tytule "Rz" serwuje: "Prawda za pół roku". Płk Ireneusz Szeląg powiedział, że nie ma podstaw do prawdy Gmyza, że ta prawda jest wykluczona. Za pół roku będzie szara prawda na temat składników z powierzchni tupolewa, które do niczego się nie nadadzą.
Ot, taka sama prawda, jaki jest skład gleby przed redakcją "Rzeczpospolitej". Nie jest ona nikomu potrzebna, a jedynie dla Gmyza, aby wiedział, na czym wyląduje.
Na glebie.
Także mógłby jakiś medyk zbadać tyłek Gmyza, bo wyląduje dupą na glebie. Trafił się niekumaty dziennikarz, redakcja idzie w zaparte. To nie jest opisywanie polskiej rzeczywistości politycznej, to kreacja na zapotrzebowanie własnych fobii.
Taka jest "Rzeczpospolita"
Po kilku godzinach od oświadczenia "Rzeczpospolitej" zniknęły kluczowe słowa: "Pomyliliśmy się pisząc o trotylu..." Zostały zastąpione: "Nie można jednoznacznie stwierdzić..."
Ot, polskie dziennikarstwo.
piątek, 28 września 2012
Komentarz "Rzepy"
Czy "Rzeczpospolita" mogła inaczej skomentować wczorajsze wystąpienie Donalda Tuska na początku debaty o pomyłkach w trumnach smoleńskich?
Nie mogła. Takich mają dziennikarzy. Marnych.
wtorek, 4 września 2012
List Pawła Grasia do "Rzeczpospolitej"
"Szanowni Państwo,
w Państwa artykule „Słowa Tuska kontra fakty” zdnia 4 września 2012 roku pojawiły się nieprawdziwe informacje oraz krzywdzące nieścisłości.
Zarzut
Artykuł „Rzeczpospolitej”. „PremierDonald Tusk w sierpniu tłumaczył, że ostrzegając w czerwcu syna przed współpracą z OLT Express, nie miał informacji ze służb o przestępczej działalności firm Marcina P., właściciela m.in. Amber Gold. Okazuje się, że było inaczej. Już w maju Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego informowała go o podejrzeniach wobec tej spółki”.
Odpowiedź
Premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej 18 sierpnia 2012 roku: „Informacje jakie otrzymuję od także służb specjalnych są klazulowane, jak się państwo domyślacie nie będą nigdy przedmiotem szerokich komentarzy publicznych, ale wczasie o którym rozmawiamy a więc wiosną, późną wiosną, wczesnym latem żadna z informacji jakie otrzymywałem nie wykraczała poza to, o czym media informowały dość szeroko i nie zmuszała mnie do podejmowania żadnych zadań ponad te zadania, które służby państwa już wykonywały”. (…) „Nie uzyskałem ze strony służb państwowych żadnych informacji, których celem było ostrzeżenie mojego syna”. (…) „Materiały dotyczące tych ryzyk pojawiały się w prasie odkwietnia systematycznie, a w maju już bardzo intensywnie i dlatego sugestia zjednej strony, że mogłem mieć jakieś tajne informacje i uprzedzałem swojego syna jest delikatnie mówiąc niemądra, i tak jak wspomniałem także dalece nieprzyzwoita”.
Słowa te oznaczają – wyłącznie tyle – że premiernie otrzymał od służb specjalnych żadnych informacji, na podstawie których mógłby ostrzegać syna. Wyciąganie z tych słów wniosku, że premier w ogóle nie otrzymał od służb informacji na temat Amber Gold, jest nieuzasadnione.
Zarzut
Artykuł „Rzeczpospolitej”. Autorzy artykułu o premierze: „Zapewniał też, że służby ani prokuratura do dniakonferencji nie informowały o przestępczej działalności spółek Marcina P. On sam opierał się wyłącznie na wiedzy dostępnej w mediach,nie zaś służb specjalnych”.
Odpowiedź
Premier Donald Tusk nigdy nie wypowiedział takich słów. Prosimy redakcję o dostarczenie do KPRM tego cytatu z podaniem źródła.
Zarzut
Artykuł „Rzeczpospolitej”.Andrzej Duda z PiS powiedział o premierze: „A jeszcze w czwartek w Sejmieprzekonywał, że wiedzę o Amber Gold czerpał z mediów, a nie ze służb”.
Odpowiedź
Premier Donald Tusk w Sejmie 30sierpnia 2012 roku. „Sto razy informowaliśmy bardzo precyzyjnie o tym, kiedy wpłynęła pierwsza notatka z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego na moje biurko i czego mniej więcej dotyczyła, nie chcemy tutaj naruszać klauzuli, ale właściwie to, co powiedzieliśmy, dość dokładnie opisuje znaczenie tej notatki związanej bezpośrednio z informacją z BGŻ. I nieukrywałem, że w mojej ocenie analityczno-wyprzedzające działania ABW były powolne” (…) „ABW działało zgodnie z rutyną, nie mam większych zastrzeżeń co dosposobu działania ABW wtedy, kiedy otrzymało informacje, było to w maju, natemat pewnych zagrożeń czy wątpliwości. Informacje z jednego z banków, a następnie analiza przeprowadzona przez ABW doprowadziły ABW bardzo szybko downiosków do prokuratury”.
Premier informował więc o notatce ABW.
Proszę uwzględniać powyższe fakty w swoich kolejnych publikacjach.
Paweł Graś
Rzecznik Prasowy Rządu"
sobota, 18 sierpnia 2012
Ciuchcia prawicowa ruszyła
Ewa Czaczkowska w "Rzeczpospolitej" rozwiązuje sens podpisania wspólnego dokumentu przez patriarchę Cyryla i abp Michalika: "(Jest) apelem o budowanie życia obu narodów i państw opartego na wartościach chrześcijańskich, o prawo do obecności Boga i religii w życiu publicznym".
Czort z wartościami chrześcijańskimi, są takie same jak inne: humanistyczne. To jest uniwersalne.
Uważam, że Czaczkowska dobrze odczytała zabiegi Kościoła i Cerkwi. Bóg i religia - a więc symbol: krzyż - mają być obecne w przestrzeni publicznej, w polityce.
Kościół chce interpretować wartości, które jako marki chrześcijaństwa, które nie muszą się zgadzać ze stanowionym prawem choćby w kwestiach in vitro, związków partnerskich.
Michalik nie wypowiedział posłuszeństwa Kaczyńskiemu, on politykę prawicową przestawia na inne tory. Nie będziemy deptać po Krakowskim Przedmieściu za Smoleńskiem, będziemy deptać z krzyżem i Bogurodzicą na ustach przeciw in vitro i związkom partnerskim.
Kościół znalazł sojusznika w Cerkwi. Czy Kaczyński dostrzeże takiego przyjaciela w Putinie?
Podobnie pojął organ o. Rydzyka "Nasz Dziennik". Na jedynce interpretuje: "Bezprecedensowe przesłanie katolicko-prawosławne (...) w przyszłości może ukazać się jako przełomowe i opatrznościowe wydarzenie".
Kościół przestawia wajchę polityczną: "Depczemy za wartościami (czyli przeciw nowoczesności), zero Smoleńska". Nie od razu więc Smoleńsk zniknie, ale będzie wyciszany, a na pewno zmieni charakter, formę.
Jeszcze nie nadążają za dialektyką Kościoła w organie Sakiewicza "Gazecie Polskiej", ale tam zakutych łbów jest więcej niż redaktorów. "Cyryl - człowiek Kremla w Polsce" przestrzegają w tytule. Nie zdziwmy się, gdy w następnych dniach pojawi się tytuł: "Cyryl - prorok wyjechał z Polski". Im jest wsio rawno jaka jest logika, ważne tumanienie elektoratu.
Powyższe dobrze opisuje, jak prawica przestawia semafory na nowe tory. Ciuchcia prawicowa będzie zanieczyszczała powietrze życia publicznego. Własnie ruszyła.
wtorek, 7 sierpnia 2012
O, qu! PiS zapowiada metamorfozę
"Rzeczpospolita" zaciera ręce. Poseł partii Prezesa i Safanduły (PiS) Przemysław Wipler zapowiada jesienną metamorfozę swojej partii.
Pewnie liście nie będą spadać z drzew.
Św. Antoni od Smoleńska zostanie odstawiony od cycka. PiS chce wzmocnić przekaz swoich treści, uprościć je. Będą przekazywane w formie happeningów i prezentacji.
Ciekawe, prawda? Czyżby chcieli podebrać Januszowi Palikotowi pomysły? Dla mnie to wygląda na aferę Watergate. Wdarli się do biur Ruchu Palikota i podebrali plany.
Partia Prezesa i Safanduły chce wykroczyć poza swój 30% elektorat, tak mówi Wipler. Ciekawe, kiedy PiS miało 30%?
Albo ja miałem zamknięte oczy, albo Wipler zamknięty umysł. Innego wytłumaczenia nie ma. Ale tak jest z zakutymi pałami, kłamią wbrew liczbom.
Mogą sobie planować, co chcą, a Kaczyński i tak powie: A mój brat poległ pod Smoleńskiem. Wiadomo: kampania wrześniowa.
PiS jeszcze raz polegnie zbiorowo w bitwie nad Bzdurą.
czwartek, 2 sierpnia 2012
Kaczyński - konferansjer z zakrystii
Niedawno Jarosław Kaczyński przestraszył Polaków: Jesteśmy przygotowani do sięgnięcia po władzę.
Zapowiedział także ofensywę jesienną PiS. Od kiedy jest obecny w polityce, nieodmiennie zapowiada to samo. Od tych zapowiedzi Kaczyńskiego można nazwać konferansjerem.
Konferansjer ten sam, ale suflerzy się zmieniają. Podrzucają Kaczyńskiemu inne teksty, on ciągle gada to samo, bo jest oczywiście głuchy.
Sufler w ostatniej "Rzeczpospolitej" Wojciech Wybranowski powiedział sprawdzam i sprawdza, jak to jest z PiS, w artykule "Odgrzewane kotlety zamiast Orbana".
"Struktury PiS w terenie trzymają się na słowo honoru, w wielu miastach nie funkcjonują wcale". Jeszcze większe oskarżenie pada pod adresem pozyskiwania młodych, których jakoby przyciąga "geniusz" Kaczyńskiego: "Nie przyciągnięto młodych ludzi do partii".
Prezes zapowiadał, że na zapleczu PiS pracują pełną parą eksperci. Wybranowski i temu się przyjrzał, informuje: "Nie udało się również zbudować pozapartyjnego think tanku, który stałby się zapleczem eksperckim".
O, qu! Niedobrze mógłby powiedzieć jakiś poseł PiS, ale jesienią ruszamy, oj ruszamy. Co na ten temat ma do powiedzenia dziennikarz "Rzepy"?
A własnie to: "Genialny plan jesiennej ofensywy okazuje się pomysłem na uliczne pochody, głównie w obronie TV Trwam i wspólnie prowadzone ze związkowcami z "S" - uliczne protesty".
Sprzyjająca PiS "Rzeczpospolita" nawet o ofertach gospodarczych Kaczyńskiego pisze: "Nieświeżo zapowiada się programowa ofensywa gospodarcza". Itd, itd.
Kaczyński tylko raz wygrał wybory, a było to 2005 roku. Pamiętacie, jakim wynikiem? 26%. A dzisiaj w sondażach ile osiąga? Tyle samo. Nikogo ta partia nie pozyskała, nikogo też nie utraciła. Kaczyński zapowiada ciągle ten sam zatęchły program artystyczny.
Geniusz okazał się tylko konferansjerem: A teraz wystąpi syn marnotrawny Ziobro (powinien dodać: w innej sali katechetycznej). Albo: występy klownów Koko Błaszczaka i Spoko Hofmana, po nich wyliniały lew Brudziński zaryczy. Ale to wszystko pchły, bo ten cyrk pcheł został wyhodowany na pożywce mediów o. Rydzyka.
Konferansjerka Kaczyńskiego jest bowiem dla stałej publiczności z zakrystii. Estetyka dewocjonaliów.
Tak naprawdę Kaczyński zapowiada swój cyrk, a występuje zupełnie kto inny (gdzie indziej):
Zapowiedział także ofensywę jesienną PiS. Od kiedy jest obecny w polityce, nieodmiennie zapowiada to samo. Od tych zapowiedzi Kaczyńskiego można nazwać konferansjerem.
Konferansjer ten sam, ale suflerzy się zmieniają. Podrzucają Kaczyńskiemu inne teksty, on ciągle gada to samo, bo jest oczywiście głuchy.
Sufler w ostatniej "Rzeczpospolitej" Wojciech Wybranowski powiedział sprawdzam i sprawdza, jak to jest z PiS, w artykule "Odgrzewane kotlety zamiast Orbana".
"Struktury PiS w terenie trzymają się na słowo honoru, w wielu miastach nie funkcjonują wcale". Jeszcze większe oskarżenie pada pod adresem pozyskiwania młodych, których jakoby przyciąga "geniusz" Kaczyńskiego: "Nie przyciągnięto młodych ludzi do partii".
Prezes zapowiadał, że na zapleczu PiS pracują pełną parą eksperci. Wybranowski i temu się przyjrzał, informuje: "Nie udało się również zbudować pozapartyjnego think tanku, który stałby się zapleczem eksperckim".
O, qu! Niedobrze mógłby powiedzieć jakiś poseł PiS, ale jesienią ruszamy, oj ruszamy. Co na ten temat ma do powiedzenia dziennikarz "Rzepy"?
A własnie to: "Genialny plan jesiennej ofensywy okazuje się pomysłem na uliczne pochody, głównie w obronie TV Trwam i wspólnie prowadzone ze związkowcami z "S" - uliczne protesty".
Sprzyjająca PiS "Rzeczpospolita" nawet o ofertach gospodarczych Kaczyńskiego pisze: "Nieświeżo zapowiada się programowa ofensywa gospodarcza". Itd, itd.
Kaczyński tylko raz wygrał wybory, a było to 2005 roku. Pamiętacie, jakim wynikiem? 26%. A dzisiaj w sondażach ile osiąga? Tyle samo. Nikogo ta partia nie pozyskała, nikogo też nie utraciła. Kaczyński zapowiada ciągle ten sam zatęchły program artystyczny.
Geniusz okazał się tylko konferansjerem: A teraz wystąpi syn marnotrawny Ziobro (powinien dodać: w innej sali katechetycznej). Albo: występy klownów Koko Błaszczaka i Spoko Hofmana, po nich wyliniały lew Brudziński zaryczy. Ale to wszystko pchły, bo ten cyrk pcheł został wyhodowany na pożywce mediów o. Rydzyka.
Konferansjerka Kaczyńskiego jest bowiem dla stałej publiczności z zakrystii. Estetyka dewocjonaliów.
Tak naprawdę Kaczyński zapowiada swój cyrk, a występuje zupełnie kto inny (gdzie indziej):
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















