Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pedofilia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pedofilia. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 3 lutego 2026
Jan Paweł II błogosławił Epsteina?
niedziela, 1 lutego 2026
Wreszcie! Amerykanie wstali przeciwko Trumpowi, zdeprawowanemu kryminaliście, "tatusiowi" morderców i pedofilowi. Fuck Trump!
sobota, 12 lipca 2025
Hodowcy faszyzmu
Terlikowski o pedofilii w Kk >>>
Duda nie panuje nad psychiką, chce zostać wieszającym katem >>>
Głupka żegnamy, alfonsa witamy >>>
PiS będzie wysługiwał się Hołownią >>>
Hołownia to tylko Judasz? >>>
poniedziałek, 16 czerwca 2025
Z wyborami coś wyraźnie jest nie tak
Więcej jak PiS podsłuchiwało Pegasusem Donalda Tuska i Romana Giertycha >>>
Więcej - Kościół kat. zaprzestaje ścigania pedofilów we własnych szeregach >>>
Więcej - "Stan Wyjątkowy": Trzaskowski podważa wygraną Nawrockiego >>>
Felieton Tomasza Lisa >>>
Więcej - a jednak z wyborami coś jest niewyraźnie tak >>>
środa, 25 marca 2015
Ks. Kloch zaproponował sieczkę o pedofilii
Kościół katolicki wycofuje się rakiem z walki z pedofilami w sutannach. Wcale nie jest to bezpodstawnie powiedziane. Świadczy o tym wywiad Dominiki Wielowieyskiej w TOK FM z ustępującym rzecznikiem KEP, ks. Józefem Klochem.
Dużo w tym wywiadzie retorycznych pakuł właściwych językowi kleru. Dwa szczegóły rzucają się w bruzdy umysłu.
Pierwszy szczegół. Hierarcha nie ma obowiązku zgłaszania w prokuraturze przestępstwa molestowania i pedofilii popełnionego przez księdza. O takiej możliwości denuncjacji hierarcha ma powiedzieć ofierze.
Zdaje się, że to jest zamknięcie oczu na przestępstwo, to udzielenia pomocy przestępcy. Jest to wbrew psalmowi, bo hierarcha wpisuje się w słynną frazę psalmu "Wszyscy byli odwróceni", wykorzystaną w literaturze przez Czesława Miłosza i Marka Hłaskę.
To także zachowanie się tłumu w stosunku do Barabasza. Ks. Kloch tym samym mówi, że hierarchowie w kwestii pedofilii we własnych szeregach przyjęli strategię Barabasza. Chciałoby się zapytać, dlaczego zapomniano o Chrystusie.
Dlaczego ofiara ma zgłaszać, przecież może być zastraszona, omamiona, itd. To nawet jest postawa Barabasza triumfującego.
Drugi szczegół. Ks. Kloch powołuje się na oryginalność Kościoła: "Jedyną instytucją, która przystąpiła do procesu (walki z pedofilią) był też tylko Kościół katolicki. Żadne inne środowisko."
Ks. Kloch ma rację, nie słyszałem, aby związek szewców wydał instrukcję oczyszczania się z pedofilów szewców. Przypomina to inną frazę "A w Ameryce Murzynów biją".
Kościół katolicki kręci w sprawie walki z pedofilią, jak może. Ofiara jest Murzynem, która ma się zgłosić do prokuratora (zakładam, że może być katolikiem). Kloch wykręca się retorycznym sianem, bo to co opowiadał w TOK FM to sieczka, czyli siano przetworzone w Episkopacie.
Więcej >>>
czwartek, 12 marca 2015
Marenin nie lęka się
Małgorzata Marenin porwała się na coś niewyobrażalnego. Nawet trudno znaleźć adekwatne porównanie. Kobieta feministka staje na wokandzie sądowej przeciwko nie tylko arcybiskupowi, ale całemu polskiemu Kościołowi katolickiemu, potężnym mediom katolickim i rzeszom uległych owieczek.
Marenin nie lęka się.
Arcybiskup Józef Michalik nie tylko chlapie językiem, ale przede wszystkim czuje się bezkarnym, gdy staje na ambonie, pisze list pasterski. Każdą brednię łykną wierni. Nawet tę, że pedofilii kleru są winne dzieci takich feministek, jak Marenin, dzieci rozwiedzonych rodziców "lgną" do księży.
To już druga rozprawa sądowa. Pierwsza nie wypaliła, sąd nie zdecydował się przesłuchać abp. Michalika.
Teraz cały Kościół się modli. Nie wiadomo dla jakiego skutku. Przychylności sądu? Szantażu modlitewnego w stosunku do sędziów? Czy chce przekonać Boga, aby stanął za Michalikiem, a przeciw Marenin?
Czy takie pytanie zadają sobie hierarchowie?
Ale to Marenin nie lęka się.
Przeciw Marenin występuje Radio Maryja i inne media o. Rydzyka. Na korrytaru sądowym spędzone zostały owieczki, aby się modlić.
A przemyska kuria wydała oświadczenie jeszcze raz rzucając niechrześcijańskie oskarżenie Marenin, że robi to dla sławy, rozgłosu. Kościół katolicki jest bezkarny nawet w tym, że jako instytucja się ośmiesza.
Kościół stosuje praktykę monopolu prawdy co do życia społecznego i grzechu. Kościół stosuje zmowę hierarchów, własnych mediów i modlitw owieczek. Kościół ma monopol na bezkarność
Lecz Marenin nie lęka się tego potężnego Sanhedrynu.
Więcej >>>
piątek, 28 listopada 2014
Prezes PiS - główny nosiciel zarazy
Czego Jarosław Kaczyński się nie dotknie, sknoci, zepsuje. Nudne jest komentować jego wypowiedzi, ale to jedna z naczelnych postaci naszego życia politycznego.
Co takiego jest w Kaczyńskim, że mu ciągle coś się wymsknie, rozum odmówi posłuszeństwa. Obawiam się, że to czego komentujący nie podejrzewają. Kaczyński jest niekopetentny jako polityk, nie wie, co mówi. A tak jest w wypowiedzi o Danii.
Prezes PiS chce budować drugą Danię (Kaczyński tak ma. Tylko drugie: Węgry, Turcje, teraz Dania - "drugi po Tusku, teraz drugi po Kopacz"). A pierwsza Polska - to nie łaska?
Prezes chce drugiej Danii, ale nie z jej obyczajami. No i w tym wypadku prezes nie wie, co mówi, na jakim gruncie intelektualnym się porusza. Dobrobyt to są obyczaje. Dobrobyt wszystko zmienia. Jak zwykle Kaczyński nie doczytał ani klasyków antropologii, polityki, socjologii. Wsypa typowa dla niego.
Ale wsypa podstawowa to znajomość w kwestii pedofilii, która wg naszego poligloty jest w państwie duńskim akceptowana. Jakiś Błaszczak, Sobecka, Hofman, Mastalerek mogli mu taką bzdurę podszepnąć. Poruszyło to ambasadora Danii w Polsce, który zaprasza Kaczyńskiego do ambasady po materiały o Danii.
Kaczyński zanim się wypowie, powinien zasięgnąć wiedzy, języka u rzeczywistych znawców przedmiotu, a najlepiej porady psychologa, może nawet psychiatry. Bo takie notoryczne wpadki świadczą, iż coś buksuje w psychice prezesa PiS.
Takie insynuacje, jak ta i tysiące innych, to zaraza psychologiczna, bardzo widoczna w tej części narodu, która popiera PiS. To jest choroba społeczna i za jej postać winę ponosi prezes. Papierek lakmusowy rozumu wskazuje, że w jego wypadku jest to wskazanie pozytywne. Jest nosicielem - i do tego głównym.
Więcej >>>
niedziela, 17 sierpnia 2014
Kościół i edukacja seksualna: nieuświadomione dziecko pada łatwym łupem pedofila (w tym klechy)
Prof. Andrzej Jaczewski na swoim blogu na portalu TOK FM - gdzie on i ja bywamy "jedynkami" - pisze o ostatniej chorej akcji kolejnej przybudówki katolickiej.
Mianowicie akcja dotyczy edukacji seksualnej w szkole. A autorzy tzw. projektu obywatelskiego są przeciw pedofilii i edukacji. Łączą te dwie sprawy. To swosty szantaż. Autorzy projektu zbierają podpisy pod obywatelskim projektem ustawy "Ratuj dzieci przed deprawacją!".
Jakoby nauka seksu prowadzi do pedofilii. Jaczewski jest profesorem medycyny i pedagogiki, autorem ponad 40 książek i podręczników, na których wychowało się wiele pokoleń.
W ostatniej książce pisze, iż edukacja seksualna jest najlepszą, jeżeli nie jedyną, metodą zapobiegania pedofilii. Bowiem dziecko uświadomione seksualnie jest uzbrojone wiedzą: "wie, czego ten pan chce".
Na każdym kroku środowiska katolickie bajdurzą, że dzieci nauczy się seksu i używania np. prezerwatywy. Świadomie manipulując, iż dzieckiem jest 17-letnia młodzież.
Jaczewski uważa, iż ortodoksi katoliccy wszczynają wojnę ideologiczną, aby opanować państwo, zrobić Polskę wyznaniową, katolicką. Farmaceuci mają nie sprzedawać prezerwatyw, sprzedawcy handlować w niedzielę, a tramwajarze i kolejarze odmówią pracy w godzinach mszy św.
Nad tym projektem ustawy o zabronieniu edukacji seksualnej czuwa kler. Wiadomo, dziecko nieuświadomione jest łatwym łupem klechy pedofila.
Więcej tutaj >>>
wtorek, 15 lipca 2014
Watykan odmawia dokumentów w sprawie pedofilii Wesołowskiego
Papież Franciszek zapowiadał się na innego papieża niż poprzednicy. Można już stwierdzić, że "zapowiadał się". Ma inną osobowość - bezpośrednią. Jest świetnym pijarowcem we własnej i instytucji kościelnej sprawie.
Zyskał sympatię mediów. Chce być bardziej transparentny w kwestiach, które są "słabością" Kościoła: pieniędzy i grzechu.
"Transparentność" Franciszka polega na tym, że np. o pedofilii powie, iż będzie z nią wśród kleru pojował kijem. Medialnie chwytliwe, ale kara taka sobie. "Kijem". W dalszym ciągu niewiele Watykan mówi o ofiarach księży pedofilów. Działa komisja świecka, która ma składać sprawozdanie. Cicho o niej od dłuższego czasu.
Gdy dochodzi, co do czego, Watykan zachowuje się jak dawniej. Polska prokuratura w sprawie ekstradycji zdegradowanego byłego arcybiskupa Józefa Wesołowskiego w ogóle nie podejmuje dialogu z Watykanem.
Polskie śledztwo w sprawie pedofilii Wesołowskiego utknęło, gdyż Watykan odmawia dostępu do akt sporządząnych przez prokuraturę dominikańską. Jurysdykcja watykańska nie chce podzielić się dokumentami i dowodami, które są w śledztwie niezbędne, aby sprawie nadać odpowiedni bieg.
Funkcjonariusze watykańscy poczyniają szkody i spustoszenia moralne w krajach, w których Kościół jest obecny. Dobrowolnie nie chcą współdziałać z organami prawnymi. Dopiero przymuszeni przez władze, jak np. w USA i Irlandii, godzą się z uporem.
Państwo polskie w zetknięciu z Watykanem jest słabe, chwiejne. O dyplomacji polskiej, aby dochodzić swego, nic nie słychać.
Więcej >>>
środa, 8 stycznia 2014
Watykan narzuca interpretacje prawa międzynarodowego i karnego w sprawie ekstradycji abp. Wesołowskiego
Watykan odpowiedział polskiej prokuraturze, iż abp Józef Wesołowski nie może być poddany procedurze ekstradycji. Jakoby chroni go prawo międzynarodowe w kwestii immunitetu dyplomatycznego.
Inna zdaje się ważniejsza okoliczność, to prawo karne państwa watykańskiego nie zezwala na ekstradycję obywateli tego państwa.
Wynika z tego, że Watykan ma chrome prawo karne dotyczące ekstradycji. Watykan w tym temacie chachmęci, bo prawo watykańskie jest przepisane z włoskiego. Włoch, który miałby także obywatelstwo polskie, nie może być poddany ekstradycji do Polski? Tylko dlatego, że miał immunitet dyplomatyczny Włoch? Najważniejsze w kwestii obywatelstwa watykańskiego jest, iż jest ono czasowe. Obywatelstwo wygasa w chwili zaprzestania pełnienia funkcji w Watykanie, bądź służby dyplomatycznej. Wesołowski w tej chwili ma obywatelstwo watykańskiego, dopóki w nim przebywa.
Coś tutaj nie gra. Nasi prawnicy nie chcą dopatrzeć się luk w prawie watykańskim, albo nie potrafią lub nie chcą negocjować
Każdy immunitet dyplomatyczny ma zakres ochrony. Przestępstwa seksualne nijak się mają do dyplomacji. Nawet jeżeli nie są ujęte w zakresie immunitetu dyplomatycznego, mogą i powinny podlegać negocjacji stron organów, które mają ścigać i sądzić.
Co o tym mówi konkordat, który był pisany na klęczkach? Wesołowski nie pełni żadnych funkcji w Watykanie, więc jest obywatelem Polski i podlega polskiemu prawu karnemu. Czy polska prokuratura nie powinna w tej mierze inaczej ocenić czynności prawnych?
W Watykanie Wesołowskiego czyny nie zostaną poddane wszechstronnemu śledztwu, tylko może być przesłuchany. Tamtejsi duchowni śledczy mogą skorzystać z wyników śledztw dominikańskich i polskich, ale nie muszą.
Jedyny osąd jaki może spotkać hierarchę to odsunięcie go od posługi kapłańskiej, bo po to istnieje Watykan. Na tym zasadza się tymczasowe obywatelstwo. Prawnicy watykańscy mają o wiele dłuższą tradycję jurystyczną, w tym wypadku są adwokatem Wesołowskiego, a polscy oskarżycielem.
Watykan narzuca polskim prawnikom interpretację prawa międzynarodowego, któremu w tej chwili nie podlega Wesołowski, ani także z ducha prawu watykańskiemu, tylko literze tegoż prawa. Mam wrażenie, że polscy prokuratorzy chcieliby umyć ręce w sprawie Wesołowskiego, zdając się na interpretacje watykańskie.
News o ekstradycji Wesołowskiego >>>
Inna zdaje się ważniejsza okoliczność, to prawo karne państwa watykańskiego nie zezwala na ekstradycję obywateli tego państwa.
Wynika z tego, że Watykan ma chrome prawo karne dotyczące ekstradycji. Watykan w tym temacie chachmęci, bo prawo watykańskie jest przepisane z włoskiego. Włoch, który miałby także obywatelstwo polskie, nie może być poddany ekstradycji do Polski? Tylko dlatego, że miał immunitet dyplomatyczny Włoch? Najważniejsze w kwestii obywatelstwa watykańskiego jest, iż jest ono czasowe. Obywatelstwo wygasa w chwili zaprzestania pełnienia funkcji w Watykanie, bądź służby dyplomatycznej. Wesołowski w tej chwili ma obywatelstwo watykańskiego, dopóki w nim przebywa.
Coś tutaj nie gra. Nasi prawnicy nie chcą dopatrzeć się luk w prawie watykańskim, albo nie potrafią lub nie chcą negocjować
Każdy immunitet dyplomatyczny ma zakres ochrony. Przestępstwa seksualne nijak się mają do dyplomacji. Nawet jeżeli nie są ujęte w zakresie immunitetu dyplomatycznego, mogą i powinny podlegać negocjacji stron organów, które mają ścigać i sądzić.
Co o tym mówi konkordat, który był pisany na klęczkach? Wesołowski nie pełni żadnych funkcji w Watykanie, więc jest obywatelem Polski i podlega polskiemu prawu karnemu. Czy polska prokuratura nie powinna w tej mierze inaczej ocenić czynności prawnych?
W Watykanie Wesołowskiego czyny nie zostaną poddane wszechstronnemu śledztwu, tylko może być przesłuchany. Tamtejsi duchowni śledczy mogą skorzystać z wyników śledztw dominikańskich i polskich, ale nie muszą.
Jedyny osąd jaki może spotkać hierarchę to odsunięcie go od posługi kapłańskiej, bo po to istnieje Watykan. Na tym zasadza się tymczasowe obywatelstwo. Prawnicy watykańscy mają o wiele dłuższą tradycję jurystyczną, w tym wypadku są adwokatem Wesołowskiego, a polscy oskarżycielem.
Watykan narzuca polskim prawnikom interpretację prawa międzynarodowego, któremu w tej chwili nie podlega Wesołowski, ani także z ducha prawu watykańskiemu, tylko literze tegoż prawa. Mam wrażenie, że polscy prokuratorzy chcieliby umyć ręce w sprawie Wesołowskiego, zdając się na interpretacje watykańskie.
News o ekstradycji Wesołowskiego >>>
piątek, 8 listopada 2013
Ksiądz pedofil ujawniony przez Kościół bez medialnego przymusu
Metropolita łódzki abp Marek Jędraszewski może zyskać w Episkopacie Polski miano liberała. Uprzedził to, co nieuniknione. Okazał się szybszy od mediów, wskazał na jednego wśród swoich pasterzy, że jest podejrzany o przestępstwo pedofilii.
Mam nadzieję, że hierarcha będzie dalej tego się trzymał, bo za ks. Dariuszem Mordaką ruszą reporterzy i dowiedzą się, ile czasu kuria "badała" ten przypadek.
Jeżeli arcybiskup zdecydował się podać dane personalne swego proboszcza "wypełniając wytyczne Episkopatu Polski", to ma niezbite dowody, iż proboszcz "zaspakajał potrzeby dziecka".
Czy za abp. Jędraszewskim pójdą inni biskupi? Obawiam się, że wielkość wysypu duchownych, którzy są oskarżeni o czyny złamania "szóstego przykazanie Dekalogu z osobą niepełnoletnią poniżej osiemnastego roku życia", może być dla wiernych nie do strawienia.
Jakkolwiek będzie, abp Jędraszewski stanął na pierwszej linii frontu katolickiego "mea culpa", nie jest to obrona, bo nikt Kościoła nie atakuje, ponieważ od środka się psuje.
Tę gangrenę można leczyć na wiele sposobów, a są nimi otwarcie archiwów, zadbanie o pokrzywdzonych przez takich ks. Mordaków, zadośćuczynienie ofiarom.
Jeżeli abp. Jędraszewski powiedział "a" bez przymuszania medialnego, to niech powie "be". Wówczas i abp Józef Michalik przestanie kręcić z "lgnięciem".
Ale taka jaskółka abp. Jędraszewskiego w tej kwestii jeszcze wiosny nie czyni. Do oczyszczenia droga daleka.
O tym dlaczego tak się stało - link.
poniedziałek, 4 listopada 2013
Abp Józef Michalik pozwany przez Małgorzatę Marenin
Może swawola intelektualna abp. Józefa Michalika zostanie przerwana pozwem Małgorzaty Marenin, prezeski stowarzyszenia Stop Stereotypom. Jest zarazem kobietą po rozwodzie i wychowuje samotnie dziecko. Marenin pozew skierowała do Sądu Rejonowego Wrocław-Śródmieście, bo dotyczy wypowiedzi abp. Michalika we Wrocławiu.
Osoba publiczna, jaką jest Michalik, stygmatyzowała i obarczyła ją i jej dziecko rozplenianiem się pedofilii wśród kleru. W pozwie prezeska i matka Marenin zarzuca abp. Michalikowi, że przerzuca na nią odpowiedzialność za pedofilię w Kościele, pisze: "za tę plagę na rozpadające się rodziny jest dla mnie szczególnie bolesne".
Swawola intelektualna hierarchy Kościoła może być spowodowana, że zanim arcybiskup pomyśli, nieuformowana myśl opuszcza jego usta. Ale czy to może być linia obrony w kontekście tego, że Michalik stale się wypowiada w kazaniach z ambony, które stają się łupem medialnym w kraju, a także cytuje go świat.
Nie będę zgadywał, co sąd może obywatelowi Michalikowi zalecić, nakazać. Marenin w wypowiedzi dla "Gazety Wyborczej" odnosi się także do innych słów abp. Michalika, a dotyczą one feministek, pozywająca zauważa, że nie dość, że dzieci są obarczane plagą pedofilii w Kościele to także "działalność ruchów kobiecych w obronie praw kobiet jest przyczyną przestępczości pedofilskiej".
Swawola abp. Michalika jeszcze nie zdążyła obarczyć wszystkich pedofilią wśród kleru. Na razie współodpowiedzialnymi hierarcha nie uczynił filatelistów, górników dołowych i jeszcze kilka grup zawodowo-społecznych, ale znając częstotliwość jego wypowiedzi, mogą oczekiwać stygmatyzowania, iż są odpowiedzialnymi pedofilii kleru.
Marenin od abp. Michalika nie oczekuje za dużo ledwie odebrania mu racji, a sobie przywrócenia godności, oraz zapłaty 2 tys. zł tytułem nawiązki na rzecz Fundacji Centrum Praw Kobiet.
Ta sprawa może być bezprecedensowa, bo nakaże hierarchom, aby nie otwierali ust przy byle myśli, aby nie oskarżali innych za swoje przestępstwa. Kościół do tej pory nie obowiązuje zasady: nabroiłeś, dokonałeś przestępstwa, musisz to odpokutować odsiadką w więzieniu, grzywną, zadośćuczynieniem.
Najwyższa pora, aby ci nieodpowiedzialni ludzi nie dopuszczali się aktów swawoli seksualnej i retorycznej.
O treści pozwu więcej tutaj.
piątek, 1 listopada 2013
Gest Kozakiewicza bp. Dydycza
Bp Antoni Dydycz dał odpowiedź, jak Kościół będzie współpracował z instytucjami państwowymi - w tym z organami ścigania - oraz ze stowarzyszeniami, jak niedawno zarejestrowane "Nie lękajcie się", w sprawie pedofilii we własnych szeregach.
Bp Dydycz czuje pismo nosem, co się święci. Chronienie pedofilów w zakrystiach i przerzucanie ich do innych parafii - skończyło się. Ofiary księży zaczynają zrzeszać się, mówić o tych przestępstwach kleru i dochodzić zadośćuczynienia. Skrzywdzono ich, ale hierarchowie Kościoła bronią się na wiele sposobów. Najpierw zaczęli od michalikowego "dziecko lgnie" do księdza i z tego powodu pasterz zostaje pedofilem.
W święto Wszystkich Świętych bp Dydycz fundnął nową strategię "telewizyjnego Mateusza". W liście pasterskim drohiczyński biskup pisze na uroczystość Wszystkich Świętych (ładne sobie święto wybrał hierarcha): "Nie można naciskać na duchownych, by byli współpracownikami świeckich instancji". Może wszyscy święci przyjmą to do wiadomości. Wątpię, czy przyjmie społeczeństwo, które się organizuje, aby wyplenić pedofilię kleru (co zdaje się nie jest takie oczywiste), przede wszystkim: chronienie pedofilów przez zwierzchność, w tym bp. Dydycza.
Hierarcha ten powiedział: nie. Pewnie dotarła ta wiadomość do członków stowarzyszenia "Nie lękajcie się". Pomijam kwestię, iż bp Dydycz pedofilię nazwał grzechem. To przecież bagatelizowanie pedofilii, która nie tylko jest przestępstwem, ale ofiara duchownego pedofila zostaje na zawsze skrzywdzona, jej wnętrze - a jak Kościół chce: dusza - wykrzywione, zdeformowane. Jak nazywa się tych, którzy krzywdzą duszę, czyli kradną (podstępem zawierają z nią nieczysty cyrograf)? - każdy sobie dopowie, bo to znany z kultury chrześcijańskiej figuratywny znak zła.
Bp Dydycz jako oglądacz seriali telewizyjnych wymyślił strategię: "ojca Mateusza": "Ojciec Mateusz ma wyjątkowy talent w docieraniu do przestępców, ale nigdy nie przekazuje informacji o jakimś sprawcy nawet swemu przyjacielowi, policjantowi Mieczysławowi".
Czyli do nas "Mietków", przede wszystkich do stowarzyszenia "Nie lękajcie się" powiedział: "Mietki, możecie sobie dochodzić prawdy, a ja, bp Dydycz pokazuję wam gest Kozakiewicza".
Bp Dydycz niezwłocznie powinien zostać scenarzystą, mianowicie jego przyjaciel o. Tadeusz Rydzyk ogłosił dla TV Trwam na multipleksie (ma cyfrowo ta telewizja nadawać od kwietnia przyszłego roku) konkurs na dwa scenariusze telenowel. Jeden konkurs o tematyce historycznej, a drugi - współczesnej. Biskup wie, jak zachować wartości chrześcijańskie (wymóg konkursu), wie, jak zachować arkana narracji - docieranie do przestępców - bo tych przestępców ma w swojej kurii, zna ich z autopsji.
Wróżę bp. Dydyczowi karierę w popkulturze. Narodził się talent. No, proszę! Piszesz list pasterski i okazuje się, masz talent. Kościół - to literacka kuźnia. Jak bp Dydycz się postara, to statuetka Nike może być jego.
Więcej o liście pasterskim Dydycza przeczytasz tutaj.
Bp Dydycz czuje pismo nosem, co się święci. Chronienie pedofilów w zakrystiach i przerzucanie ich do innych parafii - skończyło się. Ofiary księży zaczynają zrzeszać się, mówić o tych przestępstwach kleru i dochodzić zadośćuczynienia. Skrzywdzono ich, ale hierarchowie Kościoła bronią się na wiele sposobów. Najpierw zaczęli od michalikowego "dziecko lgnie" do księdza i z tego powodu pasterz zostaje pedofilem.
W święto Wszystkich Świętych bp Dydycz fundnął nową strategię "telewizyjnego Mateusza". W liście pasterskim drohiczyński biskup pisze na uroczystość Wszystkich Świętych (ładne sobie święto wybrał hierarcha): "Nie można naciskać na duchownych, by byli współpracownikami świeckich instancji". Może wszyscy święci przyjmą to do wiadomości. Wątpię, czy przyjmie społeczeństwo, które się organizuje, aby wyplenić pedofilię kleru (co zdaje się nie jest takie oczywiste), przede wszystkim: chronienie pedofilów przez zwierzchność, w tym bp. Dydycza.
Hierarcha ten powiedział: nie. Pewnie dotarła ta wiadomość do członków stowarzyszenia "Nie lękajcie się". Pomijam kwestię, iż bp Dydycz pedofilię nazwał grzechem. To przecież bagatelizowanie pedofilii, która nie tylko jest przestępstwem, ale ofiara duchownego pedofila zostaje na zawsze skrzywdzona, jej wnętrze - a jak Kościół chce: dusza - wykrzywione, zdeformowane. Jak nazywa się tych, którzy krzywdzą duszę, czyli kradną (podstępem zawierają z nią nieczysty cyrograf)? - każdy sobie dopowie, bo to znany z kultury chrześcijańskiej figuratywny znak zła.
Bp Dydycz jako oglądacz seriali telewizyjnych wymyślił strategię: "ojca Mateusza": "Ojciec Mateusz ma wyjątkowy talent w docieraniu do przestępców, ale nigdy nie przekazuje informacji o jakimś sprawcy nawet swemu przyjacielowi, policjantowi Mieczysławowi".
Czyli do nas "Mietków", przede wszystkich do stowarzyszenia "Nie lękajcie się" powiedział: "Mietki, możecie sobie dochodzić prawdy, a ja, bp Dydycz pokazuję wam gest Kozakiewicza".
Bp Dydycz niezwłocznie powinien zostać scenarzystą, mianowicie jego przyjaciel o. Tadeusz Rydzyk ogłosił dla TV Trwam na multipleksie (ma cyfrowo ta telewizja nadawać od kwietnia przyszłego roku) konkurs na dwa scenariusze telenowel. Jeden konkurs o tematyce historycznej, a drugi - współczesnej. Biskup wie, jak zachować wartości chrześcijańskie (wymóg konkursu), wie, jak zachować arkana narracji - docieranie do przestępców - bo tych przestępców ma w swojej kurii, zna ich z autopsji.
Wróżę bp. Dydyczowi karierę w popkulturze. Narodził się talent. No, proszę! Piszesz list pasterski i okazuje się, masz talent. Kościół - to literacka kuźnia. Jak bp Dydycz się postara, to statuetka Nike może być jego.
Więcej o liście pasterskim Dydycza przeczytasz tutaj.
czwartek, 31 października 2013
Pedofilia wśród katechetów - MEN zbiera informacje
Ministerstwo Edukacji Narodowej musi zbierać informacje o pedofilach wśród szkolnych katechetów. A że duchowni w większości przypadków są katechetami, odbierane to jest jako kolejna odsłona walki z Kościołem.
Tak interpretują media o. Rydzyka, jak na ilustracji wyżej: Radio Maryja. Zażądał tej informacji od MEN Twój Ruch Janusza Palikota. Oburzone tym jest PiS, które w Parlamencie zawiązało zespół do przeciwdziałania ateizacji Polski.
Twój Ruch wyszedł z logicznej przesłanki: kapłan pedofil będzie za wszelką cenę dążył, aby mieć do czynienia z dziećmi i młodzieżą. Odsetek pedofilów wśród katechetów z pewnością jest większy, niż wśród innych zawodów i nauczycieli.
Duchowni mogą być w popłochu. Bije ich to po kieszeni, a przyrodzenie trzeba wziąć we własne ręce i zadowalać się namiastką stroną pornograficznych (czytaj więcej).
poniedziałek, 28 października 2013
Prokuratura na klęczkach pyta Watykan o abp. Wesołowskiego
Jak kulawe jest państwo polskie w stosunku do Watykanu pokazuje sprawa abp. Józefa Wesołowskiego, podejrzanego o przestępstwo pedofilii, którego dopuścił się w Dominikanie.
Śledztwo prowadzi prokuratura warszawska. Właśnie został przez Prokuraturę Generalną wysłany wniosek o pomoc prawną - co na tym etapie śledztwa jest normalne - jednak co innego zgrzyta w treści pisma. Mianowicie prokuratorzy pytają o ewentualny status dyplomatyczny hierarchy (był w Dominikanie nuncjuszem) oraz obywatelstwo.
Zatrzymajmy się na chwilę. Nawet jeżeli Wesołowski był pod immunitetem, to on nie chroni przestępstw, a jedynie działania dyplomatyczne i swobodę poruszania się na terenie danego kraju. Prokuratura takie sprawy sama powinna zbadać, dzisiaj arcybiskup nie jest chroniony immunitetem, bo znajduje się w miejscu pracy w Watykanie.
Wesołowski ma obywatelstwo polskie, gdyż duchowni się go nie zrzekają, Watykan na to nie pozwala. Prokuratura pyta, czy Watykan dopuszcza możliwość ekstradycji? To jest niepojęte, że państwo polskie do tej pory nie uregulowało takich prawnych zobowiązań. Kościół w kraju to potęga, więc tym bardziej umowa prawna - nie chodzi wszak o konkordat - dotycząca prowadzonych śledztw w sprawie i przeciw osobie winna być rutyną.
Curiosum jest zapytanie, czy hierarchę chronił immunitet dotyczący seksu z osobami poniżej 15. roku życia. Watykan może sobie wprowadzać nawet taką ochronę, ale przebywając w danym kraju wysłannik podlega sankcjom prawa tego kraju, gdy je złamie.
Choć w wypadku Watykanu z ochroną dyplomatyczną może być różnie, bo prawo może być naturalne, zwyczajowe, albo dekretowane. Przecież Watykan nie ma prawa stanowionego przez ciało ustawodawcze, a więc nie jest znane publiczności z zewnątrz.
Prokuratura zbyt drobiazgowo pyta Watykan. Świadczy to, że nasi prawnicy do pedofilii abp. Wesołowskiego podchodzą na kolanach. Prokuratorzy pisali ten wniosek na klęczkach. Niespecjalnie można im się dziwić, gdyż politycy i spora część władzy znajduje się w tej samej pozycji do tubylczego kleru.
niedziela, 20 października 2013
Abp Michalik drąży złotą żyłę swoich inspiracji: seks i dzieci
Abp Józef Michalik trafił na złotą żyłę inspiracji swoich kazań (przemówień): seks i dzieci. Co zsumowane daje pedofilię.
Hierarcha Kk (nie mylić z Kodeksem karnym, acz pedofilia ma w nim artykuły) chce dzieci pozbawiać wiedzy o seksie, przygotowania do ekspresji biologicznej (naturalnej): "Ta wiedza jest dla dziecka niepotrzebna i pozbawia je wstydu".
Abp Michalik może nie ma wiedzy, iż nie każde dziecko w przyszłości będzie kapłanem i ta wiedza ze względu na celibat będzie mu niepotrzebna.
A jeżeli nie każde dziecko jest kapłanem in spe, to może ta wiedza jest mu potrzebna, aby w swoim życiu przedwcześnie nie zrobić takiego rumoru, że w dalszym vitae się nie pozbiera, choćby ciążą w okresie nastoletnim.
A może jest tak, iż duchowni, którym nie udostępniono tej wiedzy "niepotrzebnej i pozbawiającej wstydu" dopuszczają się takich aktów, jak znani arcybiskupowi pasterze-pedofile.
Jeżeli abp Michalik nie posiadł jako dziecko wiedzy "niepotrzebnej i pozbawiającej wstydu", a potem jako kapłan tym bardziej, bowiem obowiązuje go celibat, to skąd ma wiedzę o niepotrzebności i wstydzie?
Abp Michalik jak do tej pory nie podał źródeł swojej wiedzy o niepotrzebności wiedzy. Enigmatyczne "prawo boskie" i "boża wiedza" kończą się dla nas posiadających tę wiedzę "niepotrzebną i pozbawiającą wstydu" na Apokalipsie św. Jana.
Księga z Patmos liczy blisko 2 tys. lat. I wiedza nasza, acz nie arcybiskupa, zrobiła krok naprzód. Choćby wiemy, że świat (Ziemia) jednak się kręci, a św. Jan sądził, że na naszym płaskim Padole Łez dojdzie do Armagedonu.
Wiedza abp. Michalika, który nie wiadomo skąd ma wiedzę o "niepotrzebności i wstydzie" jest sprzed Armagedonu św. Jana, zatrzymała się 2 tys. lat temu.
Może dlatego abp Michalik wygłasza kazania w todze (ubiorze sprzed 2 tys. lat), a my dzisiaj chodzimy w dżinsach, sztruksach, etc.
Coś mi się widzi, że abp Michalik jest z nie naszej epoki. A jego rojenia o wiedzy "niepotrzebnej i pozbawiającej wstydu" to jakieś fantasy. Gatunek narracji cokolwiek lekki.
środa, 16 października 2013
Kolejna epifania abp. Michalika winnych pedofilii wśród kleru
Szef Episkopatu Polski abp Józef Michalik przeżywa swoje złote dni, natchnienie go nie opuszcza. A wystarczyła pedofilia wśród funkcjonariuszy pana Boga. Temat wszedł na agendę medialną, abp Michalik co kazanie, dostaje epifanii, w których odkrywa nam kolejnych winnych pedofilii wśród kleru.
Nieostrożnie zdaje się nazwano lapsusem jego wcześniejszą przyczynę pedofilii "wzorcowego" kapłana, który został ofiarą z powodu "dziecka rodziców, którzy się rozwodzą, a te szuka miłości, lgnie do drugiego człowieka i wciąga go (czyli kapłana)".
Michalika mogła przerazić skala pedofilii w łonie Kościoła, więc rozszerzył katalog winowajców, którzy "wciągają go (czyli kapłana)" do przestępstwa pedofilii.
Katalog został poszerzony podczas epifanii abp. Michalika we Wrocławiu, gdzie wygłosił kazanie podczas mszy poświęconej 90. urodzin kard. Henryka Gulbinowicza.
Katalog "wciągających" w pedofilię kapłanów mamy poszerzony o "pornografię i fałszywą miłość w niej pokazaną, brak miłości rozwodzących się rodziców i promocja ideologii gender".
Nie pozostawił też hierarcha samopas agresywnych feministek walczących o prawo do aborcji, do tworzenia związków tej samej płci i prawo do adopcji dzieci przez te osoby: "To one walczą o to, żeby w szkołach i przedszkolach wygaszać w dzieciach poczucie wstydu, a nawet o to, żeby mogły decydować o zmianie swojej płci".
Bezcenna jest powyższa epifania abp. Michalika: "wygaszone dziecko z poczucia wstydu" doprowadza do tego, że kapłan popełnia przestępstwo pedofilii.
Abp Michalik katalog winnych tak dalece rozszerzył, iż tylko brakuje w nim masonów, Żydów i cyklistów. Wena jednak hierarchę nie opuszcza i można się spodziewać, że wciągnie na nią pozostałe środowiska, bo kapłani są kuszeni przez wszystkich.
Ksiądz pedofil na dwa lata wędruje za kraty
Krętactwo Kościoła w sprawie pedofilii zaczyna osiągać odpowiednie prawne zadośćuczynienie. Oto proboszcz z Kołobrzegu ks. Zbigniew R. ma iść za kraty na dwa lata.
Wykonanie kary miało się rozpocząć 20 marca bieżącego roku, lecz pedofil odwoływał się. A teraz otrzymał wyrok prawomocny z nakazem bezwzględnego wykonania wyroku: dwa lata za kratami.
Zbigniew R. w 2000 roku i 2001 molestował (a w praktyce: gwałcił) 12-letniego chłopca, który po 10 latach zdecydował się mówić o tym i powiadomił prokuraturę.
Sprawa się ciągnęła, jak diabelski ogon, ma już jednak rozwiązanie. Warto przypomnieć, że ówcześnie tamtejszym biskupem diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej był obecny metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz, który zarzeka się, iż nic nie wiedział o pedofilii swego podwładnego.
Na odsiadce Zbigniewa R. to się nie skończy.
niedziela, 13 października 2013
Kard. Dziwisz gra szmacianką
Kapłani mają dwa kanały komunikacji. Oficjalny i prawdziwy. W tym oficjalnym mówią to, do czego media ich zmuszą. Ostatnio gremialnie niemal przepraszają za pedofilię w swoim łonie, przy tym popełniając kiksy, jak abp Józef Michalik, który rzekł, że "dziecko w poszukiwaniu miłości wciąga tego drugiego człowieka". Tzn. dziecko jest odpowiedzialne za kapłana, który je molestuje/gwałci. Szef Episkopatu Polski wycofał się z tego, ale po takim kiksie bramka jednak wpadła.
Piłka na środku boiska - przeproszenie - gra toczy się dalej. Kościół batalię o swoją wiarygodność przegrywa, bo przestają mu wierzyć nawet wierzący. Tak wygląda schemat taktyczny gry hierarchów o mundial (papież Franciszek rozstrzygnie, czy zakwalifikują się do baraży) w kanale oficjalnym, a ten prawdziwy to jednak ambona. Na niej duchowni odzyskują wigor, formę, to ich boisko boczne dla treningów, na którym poznajemy ich rzeczywistą formę, a nie oficjalny kiks, po którym proszą o reset.
Na ambonie (bocznym boisku) kluczowy zawodnik Kościoła w Polsce, kard. Stanisław Dziwisz (odpowiednik Kuby Błaszczykowskiego) zarzuca mediom (które kler przymusiły do przeprosin za grzech/przestępstwo pedofilii), iż niszczą kapłanów i biskupów, ponieważ "osądzają ludzki grzech i słabość, odbierają prawo do dobrego imienia".
Coś mi się widzi, że Dziwisz nawet nie kwalifikuje się do kadry na mecz Kościół - współczesność w zespole dowodzonym przez coacha Franciszka. Nie tylko brakuje mu formy intelektualnej, ale przede wszystkim kwalifikacji, jako zawodowego zawodnika. Bo cóż to znaczy "osądzają"? Ludzie/społeczeństwo via media nie mają prawa osądzać strażników "wartości chrześcijańskich"?
Kardynał nie przepracował przygotowań do sezonu. Jan Paweł II wpuścił go na boisko, Benedykt XVI wycofał do rezerw, ale kardynał Dziwisz zrobił sobie labę. Coach Franciszek przy takiej formie Dziwisza nawet nie przedłuży kontraktu, wyśle go na zieloną ławkę, a może niebieską.
Forma hierarchów polskiego Kościoła jest zdecydowanie gorsza niż reprezentacji Waldemara Fornalika. Przegrana Kościoła z San Marino jest więcej niż pewna. Dla większości hierarchów polskiego KK pora udać się na emeryturę, gra w metafizyczną piłkę to dzisiaj zupełnie inny poziom. Dzisiejszy świat gra futbolówką, a nie polską szmacianką.
Kardynał Dziwisz, abp Michalik i inni ciągle kopią do wiernych tradycyjną szmaciankę. I do tego bez powietrza. Jak pisał Julian Tuwim: "jak żyć bez powietrza".
A taką wiarę "bez powietrza" proponuje polski Kościół. Zdechłą. Taką zdechłą wiarę można było usłyszeć z ust kard. Dziwisza z ambony, z prawdziwego kanału komunikacji z wiernymi.
sobota, 12 października 2013
W archidiecezji wrocławskiej powstanie natychmiast komisja ds. duchownych oskarżonych o molestowanie seksualne nieletnich
Hierarchowie Kościoła dostali nagle przypływu ogromnej dawki empatii. Metropolita wrocławski odwołał proboszcza z parafii w Brożcu, który dziesięć lat temu dostał nawiasy (wyrok: rok na cztery lata) za molestowanie seksualne ministrantów.
Wyrok się zatarł i proboszcz resocjalizowany w nawiasach został przerzucony na inną parafię, właśnie tę z Brożcu.
Empatię w imieniu metropolity wyraził rzecznik archidiecezji, ks. Stanisław Jóźwiak, który powiadomił, że arcybiskup podjął słuszną decyzję, rzecznik rzekł, iż na odwołanie proboszcza miała wpływ "empatia wobec poszkodowanych i ofiar".
Dobrze, że późno niż wcale. Dość długo metropolita czekał na przypływ uczucia empatii do ofiar pedofilii proboszcza - 10 lat. Ale doczekał. Wszak empatia mogła nie nadejść.
Rzecznik, który wyrażał się w imieniu abp. Józefa Kupnego, nie sformułował, czy ta empatia dotyczy także poprzedników obecnego władcy archidiecezji. Abp Kupny jest metropolitą od czerwca tego roku, a jego poprzednicy to kard. Henryk Gulbinowicz i abp Marian Gołębiewski.
Niemniej dobrze, że przynajmniej w imieniu jednego z tej trójcy rzecznik wyraził empatię, który nawet powiedział, że natychmiast zacznie działać komisja, a będzie ona analizować sprawy osób duchownych z całej archidiecezji wrocławskiej oskarżonych o molestowanie seksualne nieletnich. Pisząc wprost: przyjrzy się księżom pedofilom.
To "natychmiast" nie wiadomo, kiedy zacznie działać. Czy już po konferencji prasowej rzecznika, czy jutro, czy od poniedziałku, czy od pierwszego listopada?
Z tego komunikatu wynika też, iż archidiecezja jest w posiadaniu archiwaliów przestępstw swoich funkcjonariuszy, którzy dopuścili się pedofilii. Wynika też, że poprzednicy abp. Kupnego nie doczekali empatii wobec ofiar pedofilii księży.
Kościół na te i inne wątpliwości będzie musiał odpowiedzieć. Niemniej należy stwierdzić, że do tej pory hierarchowie byli skamieliną w empatii tego grzechu-przestępstwa, nagle dostali przyspieszenia empatycznego, jakby uczucia hierarchów zaczęły chodzić w butach siedmiomilowych. Można za nimi nie nadążyć. Czyżby ucieczka do przodu?
Subskrybuj:
Posty (Atom)















