Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kazirodztwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kazirodztwo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 października 2014

Dla PiS liczy się suspens, czyli haki. Hofman: żądamy natychmiastowego odwołania...

Jakąkolwiek kalumnię/pomówienie/oszczerstwo wypowie polityk PiS ze szczególnym uwzględnieniem prezesa i kilku z wierchuszki tej partii, mają na taka okoliczność gotowe usprawiedliwienie, a jest nim skrót myślowy, albo suspens.

I takim suspensem wybrnął Hofman po stwierdzeniu, że premier "Ewa Kopacz jest dwa, trzy poziomy niżej niż Jarosław Kaczyński".

Wysoko wzleciał prezes PiS. Nad takie poziomy, że tego Mickiewicz w "Odzie do wolności" nie przewidział. Dzisiaj dowiedzieliśmy się, że te poziomy to jednak suspens. Bo Hofman wiedział o tym, że Ewa Kopacz od prezesa odstaje dwa, trzy poziomy z powodu, iż w rządzie ma Małgorzatę Fuszarę, która popiera kazirodztwo.

Dlaczego Hofman wówczas nie przestrzegł Ewę Kopacz przed Fuszarą? Dla suspensu. Byłby tego suspensu pozbawiony. Hofman do Moniki Olejnik: "A skąd pani wie, co wiedziałem? Suspens musi być".

Suspens - termin z popkultury, funkcjonuje w filmie amerykańskim. W języku polskim da się zastąpić idiomem: wstrzymać oddech. Ma widza, publiczność - zaskoczyć. mistrzem suspensu był Alfred Hitchcock.

Mniejsza z tym, że Fuszara zupełnie, co innego powiedziała o kazirodztwie. Mówiła o tym, co jest rozważane na świecie.

Ale politycy z partii "dwóch, trzech poziomów" zawsze słyszą swój suspens. I go wypowiadają, gdyż brzmi:

"Żądamy natychmiastowego odwołania minister..."

W miejsce kropek dzisiaj wstawiono imię i nazwisko Małgorzaty Fuszary. Jutro będzie innego ministra, a jest ich kilkunastu. Tylu można spodziewać się suspensów.

Polityka PiS polega na suspensie: "Ządamy natychmiastowego odwołania..." I w miejsce kropek wstawiamy dowolne nazwisko, bo Alfred Hitchcock polskiej polityki - Jarosław Kaczyński - ma na każdego suspens, to jest haki.

Więcej >>>

poniedziałek, 29 września 2014

Hartman o kazirodztwie, które jest złe dlatego, że jest zakazane


Prof. Jan Hartman lubi wsadzić kij w mrowisko, posypać solą trudne miejsca. Życie boli, myślenie też ma boleć. W naszym życiu społecznym najbardziej bolesna jest rzecz najprzyjemniejsza: seks.

Podstawowa potrzeba świata natury i ludzka. Hartman zajął się na swoim blogu kazirodztwem. Gdy dotarła do mnie wieść, wpis zniknął. Jeden z portali zdążył zasygnalizować, acz niespecjalnie dużo cytuje. Może wpis zostanie przywrócony.

Dzisiaj kazirodztwo należy do tabu. W ogóle seks w ciągu swoich dziejów podlegał ewolucyjnemu tabu. Kazirodztwo i seks wśród krewnych to pokaźny dział antropologii, sporo miejsca poświęcają klasycy, wśród nich Claude Levy-Strauss.

Może Hartman zainspirował się postulatem Rady Etyki przy niemieckich izbach ustawodawczych, które winny rozważyć zmiane prawa tak, aby zalegalizować kazirodztwo. A stało się tak po orzeczeniu jeszcze innego ciała, Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który wydał wyrok w sprawie niemieckiego rodzeństwa żyjącego w związku kazirodczym.

Trybunał uważa, że nie są respektowane prawa podstawowe owego rodzeństwa, mianowicie albo są przymuszani do zachowania tajemnicy o swoim związku, albo rozstania, rozwiązania związku.

Hartman wsadza kij w polskie mrowisko, w którym ostatnio seks osiołków raził działaczy pewnej partii. W swoim stylu Hartman prowokuje: kazirodztwo jest uważane za złe i toksyczne dlatego, że jest zakazane.

Kazirodztwo posponowane było ewolucyjnie dlatego, iż w małych społecznościach dojrzano degeneracyjny wpływ na fizyczność, cielesność. Dzisiaj wyzwalamy się z natury, potrafimy ją regulować wg cywilizacynych potrzeb i kazirodztwo nie musi skutkować potomstwem z genetycznymi powikłaniami.

Hartman odważył się w katolickim kraju wsypać garść soli do najtrudniejszego tematu seksualnego, kazirodztwa, do jednego z naczelnych tabu.

Gratulacje, ale także życzenia dla profesora, aby skórę w tym temacie miał jak najgrubszą, bo razy się posypią.

Więcej >>>