Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Zaremba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Zaremba. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 marca 2016

Jarosław Kaczyński, bohater z wykopalisk PRL, podrasowany przez grafomanów "wSieci"


PiS i jego media stosują wizerunkowe metody typowo goebbelsowskie. Nie ma w nich żadnego odkrycia metodologicznego, ale to pozwala wcisnąć każdy kit.

Wrogów obrzydza się, zohydza, a swoich wywyższa na miejsca zohydzonych. Taka wymiana: wartość jest zastępowana bezwartością.

Służby historyczne PiS miały problem z Jarosławem Kaczyńskim. Prezes PiS w przeszłości był tchórzem. W PRL-u nikt nim się nie interesował, nie miał żadnych osiąnięć, jako opozycjonista. Nie chcieli go nawet internować w stanie wojennym.

Esbecka teczka jakaś co prawda znalazła się, ale z niej wynikało, że to nadal tchórz i nie warto nim się zajmować. W tej kwestii wypowiedział się prezes, który orzekł, że papiery zostały sfabrykowane, bo - wiadomo - esbeckie.

Tymczasem maszyny goebbelsowskie PiS pracowały pełną parą nad zohydzeniem Lecha Wałęsy. Ostatni akord miał pochodzić z archiwum Kiszczaka, z którego nic nie wynikało. Do tego materiały nie poddano rytynowej obróbce archiwalnej. Zostały rzucone na żer PiS.

Naukowcy IPN ukazali swój profesjonalizm, który można określić, jako rzędu szajs. Nie piszę o moralności szefa IPN, bo dodał sobie tylko literkę jako przedrostek i jest po prostu amoralny.

Maszyny PiS dalej pracują, mamy oto najnowszy produkt jednego z ośrodków goebbelsowskich - "wSieci".

Kaczyński to bohater. Lech nie żyje, bo "poległ", za to łaskawie na tym padole łez zostawiony został Jarosław, który miał być internowany w stanie wojennym, ale przez omyłkę tak się nie stało.

Pewnie w następnym odcinku "wSieci" będzie, iż Jarosław K. poszedł do SB z fałszywym dowodem wystawionym na nazwisko Wałęsy, a bezpieczniacy nie chcieli go zamknąć, bo uznali, że Wałęsa nie ma żadnych "osiągnięć" opozycyjnych.

Usłużni grafomani, jak Piotr Zaremba w tym wypadku, piszą swoje gnioty hagiograficzne. Bezwstydnie przekłamują historię Polski.

Autohagiografia Jarosława ma ukazać się w tym roku, jako tom I autobiografii, pewnie będzie zaliczona do rzędu Ewangelii i dla takich grafomanów, jak piszący dla "wSieci" - w tym dla Zaremby - będzie to Ewangelia PRL wg św. opozycjonisty Jarosława.

Więcej >>>

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Lisicki, Terlikowski, Karnowscy, Zaremba i inni żurnalistycznopodobni w procesji 13 grudnia 2014


Aparatczycy partyjni od mediów mają prawo wierzyć, że są dziennikarzami. Mają prawo wierzyć, że dostarczają produkt informacji.

Ale to jest tylko ich wiara dziennikarska, niewiele mająca wspólnego niezależnością rozumu dziennikarskiego. Wierzący w swoje dziennikarstwo są z definicji zależni. Wierzący w dziennikarstwo polityczne są zależni od polityków.

W Polsce tak się układa, że wierzący w swoje dziennikarstwo sprzedają umiejętności partii politycznej, a kupującymi w Polsce są PiS i Jarosław Kaczyński. Ten oczywiście ich ugłaskuje, ale nie sądzę, aby wątpił, że są to sprzedawczyki swojego zawodu.

Sprzedali swoją wiarę w umiejętności wiary na usługi, najmici tego rodzaju dziennikarstwa. szarańcza szukająca pola do skonsumowania. Przede wszystkim sprzedali swoją niezależność (pomniejszoną o wiarę), sprzedali wiarygodność informacji.

Sprzedawczyki kupczący wiarygodnością informacji zachwaszczają każdą rzeczywistość. I takie sprzedawczyki honorują polityczną procesję 13. grudnia 2014 roku ku chwale tego, który spóźnił się na internowanie 33 lata temu, bo zaspał. Pociąg historii mu odjechał, teraz pozostał mu pociąg do histerii.

Sprzedawczyki będą się burzyć wraz ze śpiochem na komuchów, że nie obudzili jego (ich?) zaspane umysły polityczne.

Z tymi nierozgarniętymi umysłami może nie każdy z nich będzie szedł w procesji 13 grudnia 2014 roku, bo te umysły może są rozgarnięte, ale wypaczone są ich charakterami.

Krótko pisząc: obok Kaczyńskiego będą maszerowali sprzedawczyki żurnalistyczne, bo w istocie nie załapali się do zawodu, jako pełnoprawni dziennikarze. A są to: Lisicki, Terlikowski, Karnowscy, Zaremba i inni żurnalistycznopodobni.

Mają nadzieję na gratyfikację w przyszłości swojego zaangażowania. Jak już przecież bywało.

Więcej >>>

środa, 15 sierpnia 2012

Pozycje o Kaczyńskim, Tusku i Ziobrze - dziennikarstwo polityczne


Połowiczny dziennikarz Piotr Zaremba wdał się w polemikę na temat połowiczności w dziennikarstwie z Piotrem Śmiłowiczem, niegdyś dziennikarzem "Newsweeka", dzisiaj "Wprost".

Niby znawcą połowiczności jest Zaremba, bo jest połowicznym dziennikarzem. Wie, co pisze. Profesjonalista połowiczności, w połowie jest tylko dziennikarzem, druga połowa to ideologiczne zakłamanie.

A o co chodzi?

Dziennikarzom zawsze chodzi o własne materiały, w tym wypadku o publikacje książkowe. Zaremba ocenił pozycje książkowe Śmiłowicza i Andrzeja Stankiewicza (piszą razem, tandem autorów politycznych) za niepełne, nieprofesjonalne. Pierwsza publikacja to "Donald Tusk - droga do władzy" z 2008 roku i druga, wcześniejsza "Zbigniew Ziobro - historia prawdziwa".

Zaremba książkę o Tusku nazywa dworską, bo autorzy przeprowadzili wywiad z Tuskiem, a drugą - o Ziobrze - pamfletem, ten ostatni nie zgodził się na rozmowę.

Premier jest świetnym rozmówcą, w każdej rozmowie się broni. Tak też jest w tym wypadku, gdy dostaje się w ogień pytań dwóch dociekliwych dziennikarzy.

Zupełnie inaczej przedstawia się pozycja o Ziobrze. To zbiór artykułów krytycznych wobec jego osoby, który wówczas był politykiem PiS. Ziobro nie mógł się zgodzić na rozmowę, bo by w niej zginął. Dobrze wypada, gdy sam występuje przed mikrofonem. Dostając się w polemiczny ogień pytań, Ziobro się plącze, jego retoryką jest kłamstwo - mniej lub bardziej udane.

Takie książki są dla życia politycznego niezbędne, acz czyta je niewielu.

Śmiłowicz odpiera atak Zaremby, zarzucając mu, że sam popełnił książkę dworską o Kaczyńskim, wydaną tuż przed wyborami prezydenckimi w 2010 roku. Jest ona superdworska, to niejadalny lukier o prezesie PiS.

I kto jest połowiczny? - pyta Śmiłowicz. Półprofesjonalista Zaremba, który swoim pisaniem wchodzi prezesowi PiS w majestat czterech liter, czy dziennikarze Śmiłowicz i Stankiewicz, którzy wypowiedzi - bądź opis wystąpień - konkretnych polityków (Tuska i Ziobry) oddają osądowi czytelników?