Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michał Lisiecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michał Lisiecki. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 30 lipca 2013
Afera zegarkowa z zapomnianym zapłonem w sądzie
Afera zegarkowa będzie tykać w sądzie. To bomba z zapomnianym zapłonem. Naczelny "Wprost" Sylwester Latkowski i wydawca wydawca tygodnika AWR Wprost złożyli pozew w sądzie przeciw ministrowi transportu, Sławomirowi Nowakowi i spółce CAM Media, która jakieś miała konszachty z ministrem.
Nowak ma słabość do sznytu z drogimi zegarkami. Opisali tę przypadłość dziennikarze śledczy tygodnika, co ucieszyło publikę, gdyż była to innowacja na rynku newsów. Dziennikarze musieli pod mikroskopem przyglądać się zdjęciom ministra, gdy ten otwierał kawałki autostrad. Błysnęło im cyferblatem po oczach, podzieli się tym wiekopomnym odkryciem z całą czytającą Polską.
Czego domagają się w pozwie Latkowski i Wprost? Przeprosin. To bardzo niewiele, ale żeby lecieć z tym do sądu?
Może wyjaśnienie jest w zapowiadanym drugim pozwie, który jest dopiero przygotowywany. Mianowicie ma dotyczyć działania na szkodę wydawcy tygodnika, bo minister jakoby wywierał naciski na podmioty i osoby trzecie, aby zaprzestały współpracy z "Wprost".
Bingo! Nakład dramatycznie tygodnikowi spadł, reklam pensjodajnych mało, by nie powiedzieć zero. Co robić, co robić? Chodzi dookoła swego biurka naczelnego Latkowski, gdyż Michał Lisiecki, wydawca, chce zlikwidować tytuł, ewentualnie połączyć z drugim tytułem "Do Rzeczy". Trzeba coś wymyślić.
Tę aferę zegarkową zanieść do sądu, niech tam tyka. Wiadomo, że nie wybuchnie, ale coś się będzie dziać. Może wrócą czytelnicy, a z nimi reklamodawcy.
Bo jaki inny może być sens z zegarkiem - nawet drogim - na wokandzie? Potyka sobie, a tymczasem potyka się Latkowski i jego wydawca. Jutro ich może nie być.
sobota, 26 stycznia 2013
Kwaśniewski jako słup reklamowy
Właściciel "Wprost" Michał Lisiecki zna się na PR. Odrobił lekcje, bo przekuwa kryzys na promocję konkretnego tekstu i swojego tygodnika. Sytuacja w segmencie tygodników opinii jest trudna, papier odchodzi do lamusa. A Andrzej Stankiewicz wywija mu numer, pisze o finansach Aleksandra Kwaśniewskiego. Nie jest to materiał śledczy, gdyż Stankiewicz tego typu dziennikarstwa nie uprawia. Niemniej trochę popukał w doniesienia o Kwaśniewskim, gdzie to zapuścił swoje macki były prezydent, aby pobuszować w kieszeniach tych, którzy w nich szmal mają. Głównie pisała o tym "Wyborcza" i pewnie wyszło dziennikarzowi, że Kwaśniewski porusza się w świecie finansów niestandardowo.
Piszę na nosa, bo tekstu "Wprost" przecież nie znam. W każdym razi wylatuje z fotela naczelnego Michał Kobosko, który taki tekst chciał puścić, a wlatuje klasyczny dziennikarz śledczy Sylwester Latkowski. Branża jednak nie poprzestaje, zapuszcza żurawia w sprawy "Wprost", szczególnie konkurencja. Pisząc nieoględnie, że nieładnie Lisiecki postępuje, w pracę dziennikarzy ingeruje.
Właściciel znajduje wyjście. Tuż przed ukazaniem się nowego numeru na Facebooku i Twitterze informuje, że materiał ukaże się w najnowszym numerze poszerzony o wywiad z "pomówionym" Kwaśniewskim. Widzicie - zdaje się mówić Lisiecki - standardy u mnie muszą być zachowane. A podtekst tego komunikatu na portalach społecznościowych jest następujący: kupujcie "Wprost".
W ten oto sposób były prezydent stał się słupem reklamowym tygodnika.
piątek, 21 grudnia 2012
Hamlet Lisicki
Całkiem liczna grupa dziennikarzy nie jest gorsza od polityków. Równie dobrze porozumiewają się z publicznością i wierzą w przegrane sprawy. Tak trzymać, a specjalność polska (moralne zwycięstwa) nie zaginie!
Paweł Lisicki wyleciał z "Uważam Rze", bo był na to skazany. Jego człowiek, Cezary Gmyz, w "Rzeczpospolitej" zrobił porutę z trotylem. Grzegorz Hajdarowicz wykopsał redakcyjną górę, Lisicki miał świadomość, że to jego pośrednia robota więc wykonał kilka "niezależnych" gestów w stronę Hajdarowicza i gestów bohaterskich w stronę prawicowych czytelników. Skończyło się to lądowaniem na bruku z większym jeszcze przekonaniem: "Jesteśmy niezależni".
Lisicki zdefiniował niezależność: utrzymać się na swoim garnuszku i w strefie własnych szarych komórek. Umysł prawicowy jest znany, a własny garnuszek to pismo z naszych pieniędzy "niezależnych dziennikarzy".
Rzeczywistość lubi skrzeczeć! Lisicki zaklinał się: tygodnik zadebiutuje na początku roku i dziennikarze, publicyści prawicowi będą decydować o linii politycznej pisma.
A tu klops, guzik. Potrzebny do takiego przedsięwzięcia jest inwestor branży medialnej, a nie zaklinanie rzeczywistości. I znalazł się, bo jeszcze Lisicki ma jakieś przebicie w światku biznesowym. Michał Lisiecki i jego Platforma Mediowa Point Group wkładają szmal w projekt Lisickiego and Co.
I debiut nie na początku przyszłego roku, a najwcześniej 1 marca. Inwestor już ma "Wprost", dojdzie drugi tygodnik, zatem będzie zmuszony zdywersyfikować ofertę tygodników opinii. "Wprost" jest lekko konserwatywny, a Lisickiego będzie konserwatywny - dla rynku to jest ta sama wydra, za mała akomodacja ideowa (patrz: Hajdarowicz: "Uważam Rze" i "Przekrój").
Inwestor przeweksluje swój portfel tygodników. Dorzuci Lisickiemu kilka dziennikarzy z "Wprost", a "Wprost" da wiatry, od których zaczynał - lewicowe. Innego wyjścia nie ma. Sam Lisicki i jego zwarta bojowa grupa publicystyczna muszą się szykować na ostry bój z "W Sieci" Karnowskich i "Gazetą Polską" Sakiewicza, bo prawicowego powietrza wszystkim nie starczy.
Jakiś tytuł musi wykitować. Który? Rynek nie hamletyzuje, jak Lisicki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


