Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Newsweek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Newsweek. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 26 marca 2017
Duda ze zniewolonym umysłem
Andrzej Duda został wychowany poprzez system domowego prania mózgu. I chyba w tym momencie przestajemy się dziwić, że takim złamanym jest człowiekiem.
W domu Dudów dzieciom, w tym Andrzejowi, odprawiano drogę krzyżową, podczas której klękano i rozważano kolejne stacje męki Jezusa.
W domu. Toż po takim bezrefleksyjnym praniu nie można być normalnym, nie można mieć własnego charakteru, ani czystego umysłu.
Duda ma zniewolny umysł, podobny do zniewolenia komunistycznego, to te same wartości przymowanie wiary, jako rzeczywistości.
Przez cały adwent dzieci w domu Dudów były budzone o 6.30 jak w obozie koncentracyjnym i wypędzane do kościoła na roraty.
Gdyby główny bohater 4. Ewagelii Nowego Testamentu miał taką wiedzą, to machnąłby ręką na rewolucję społeczną, jaką chciał przeprowadzić w zniewolonej ziemi Kanaan, w Judei, Galilei i innych.
Duda dostał bardziej zniewolone wychowanie otrzymywali młodzi ludzie w szkółkach przyklasztornych w Średniowieczu.
Tacy ludzie, jak Duda, nigdy nie będą samodzielni. To z punktu widzenia rozwoju, cywilizacji i ewolucji, osobnicy straceni, zniszczeni za życia.
Kogoś takiego wybrali Polacy na prezydenta. Gorzej nie można było. Poruta. I co najważniejsze, po takich ludziach można spodziewać się najgorszego, zniewolenie często owocuje odwinięciem się, zrzuceniem kokonu kompleksów.
Dante takich osobników umieszczał w symbolicznym piekle i to w kręgach ostatnich.
Więcej >>>
niedziela, 19 marca 2017
Pisowskie przekręty w Brukseli
Kasa w Brukseli jest dużo lepsza niż ta na Wiejskiej. W kraju posłowie rżną głównie na kilometrówkach, w Brukseli praktycznie na wszystkim, bo Unia Europejska jest bogata.
Co rusz o tym przekonuje nas i się PiS. Nie tylko konwencje organizuje za brukselskie euro, ale także europosłowie zatrudniają na lewych etetach wszelkich pociotków pisowsko-kaczystowskich, acz gwoli sprawiedliwości zdarza się to także eurodeputowanym PO i PSL.
Ale przewaga PiS nad innymi jest jak niesławna porażka Beaty Szydło na szczycie w Brukseli 27:1.
Po publikacji "Newsweeka" dwa lata temu, europarlament wszczął audyt, obecnie są znane konkrety.
I znowu PiS nie zawodzi. Jakaż jest ich moralność? Kłamią, oszukują i rżną. Pisowcy są w kwestiach orżnięcia szczególnie kompetentni. Mistrzowie przekrętów.
W tej aferze brukselskiej pojawia się nawet nazwisko symbolu PiS - Misiewicza. Otóż był on zatrudniony u eurodeputowanej Beaty Gosiewskiej. Samo pojęcie eurodeputowana Gosiewska jest oksymoronem, sprzecznością.
Etaty u europarlamentarzystów PiS miały takie "kompetentne" postacie, jak makijażystka Jarosława Kaczyńskiego i pielęgniarka jego matki (obydwie zatrudnione u europosła Tomasza Poręby).
Procedury odzyskania pieniędzy brukselskich u pisowców zostały wszczęte przez audytorów. Jeżeli eurosłowie nie wytłumaczą się, czym to zajmowali się na lewych etatach pisowscy pociotkowie, a będzie to skrzętnie sprawdzane, to kasiora będzie musiała wrócić do Brukseli.
Politycy PiS i ich pociotkowie przyzwyczaili się ogałacać kasę publiczną w kraju - mistrz lewus Misiewicz - w Brukseli zaś powinęła się im noga.
Oprócz tego winno im być zabronione krętaczom europosłom PiS kandydowanie w następnych wyborach. Następnie - jak jest winien to postawić ich przed sądem. Tym Porębom, Misiewiczom, Gosiewskiej winna być zatrzaśnięta furtka do synekur. Niech się wezmą za normalną robotę, acz wielu z nich nadaje się tylko na bezrobocie.
Więcej >>>
niedziela, 26 lutego 2017
Rodzinka Kaczyńskiego ulega wybieleniu. Panisko i jego folwark
PiS dochodzi do władzy, rodzinka Jarosława Kaczyńskiego zostaje wybielona. Wszak teraz prezes panisko jest na swoim, czyli na tetytorium Polski. Taki duży sprawił sobie folwark.
Były zięć prezydenta Lecha Kaczyńskiego Marcin Dubieniecki wychodzi z aresztu po 14 miesiącach, a zarzuca mu się kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, która wyłudziła 14 mln zł z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON).
Dubieniecki wyszedł dlatego, że prokurator krajowy Bogdan Święczkowski powołuje nowy zespół śledczy w Prokuraturze Regionalnej w Krakowie. Stojący na jego czele Marek Sosnowski w ciągu kilkunastu dni uwija się z przeczytaniem 400 tomów aktów.
Sosnowski wypuszcza podejrzanego za kaucją 3 mln zł, ale z zakazem opuszczenia kraju. To Dubienieckiemu się nie podoba, więc pyta prokuratora, kto decyduje, żeby uchylono mu zakaz opuszczenia kraju.
Dubieniecki dowiedział się, że - ni mniej, ni więcej - tylko wysoki czynnik polityczny, a więc "panisko". W każdym razie świadczy o tym specyficzny język z figurami retoryczno-literackimi.
Wg ustaleń "Newsweeka" Jarosław Kaczyński pisze list do Zbigniewa Ziobry. "Panisko" chciało się dowiedzieć, dlaczego Dubieniecki został zatrzymany w czasie kampanii wyborczej, dlaczego "wytworzono dokumenty" wg których Marta Kaczyńska miała dostać 50 tys. zł z cypryjskiej firmy Dubienieckiego i dlaczego Dubieniecki nie może opuścić kraju?
Kaczyńskiemu odpowiedział po 4 tygodniach prokurator krajowy Święczkowski. Prokuratura utrzymuje, że nie wydał tajemnicy śledztwa.
Wybielanie rodzinki Kaczyńskiego trwa w najlepsze. Z taką pogardą jest traktowane prawo przez Kaczyńskiego i PiS. Bezprawie ma się coraz lepiej. Oczyszczą swoich, potem przeciwników będą wsadzać.
Więcej >>>
niedziela, 11 grudnia 2016
Kukiz ze swych ust wytacza larwy słów. Lider Chamoobrony
Standardy na Wiejskiej są w kondycji takiej, jak stosunki Antoniego Macierewicza z paranoją, jak Jarosława Kaczynskiego pojęcie o demokracji.
Standardy leżą na dnie, ale od spodu puka klub Pawła Kukiza, śpiewaka, który nie grzeszy żadnymi walorami, za to ma ego, jak stąd do Władywostoku.
Michał Krzymowski w najnowszym "Newsweeku" zajmuje się stanem mentalnym w tym nieszczęściu, które jak żmije uwiło sobie gniazdo w polskim Sejmie.
Kukizowcy zdefiniowali się sami, jedna z posłanek nazwała grupę Kukiza Chamoobroną. I całkiem możliwe, że przy kukizowcach nieżyjący cham nr 1 Andrzej Lepper prezentowałby się, jakby pochodził z Wersalu.
Lider Chamoobrony o posłance swego ugrupowania był rzekł, iż jest świętojebliwa. Mniejsza z jakiego powodu. Ale taka larwa słowna wytoczyła się z ust Kukiza.
Można sobie wyobrazić, jak mówi Kukiz w domu, do swojej żony (jeżeli takową ma) i swoich dzieci (szkoda ich jako Polaków). Ktokolwiek mógłby być poczęty z nasienia Kukiza winien wcześniej - jak w legendzie hebrajskiej - prosić go, aby wyskrobywał swoje partnerki po swoim nasieniu, jeżeli wejdzie w jakowąąś. Albo gdy jak ten brzydal jakąś dopadnie, doprowadziła do starotestamentowej sytuacji z Onanem.
Kukiz to człowiek żałosny spod dna sformułowanego przez Stanisława Jerzego Leca. Wytacza się ze słowami larwami w swych ustach. Polska dostąpiła dna, a nawet już spadła pod dno, gdzie obraduje Chamoobrona.
Więcej >>>
niedziela, 4 grudnia 2016
Duda ma się czego bać, klęczy, lęka prezesa PiS, zaklina rzeczywistość, a i tak spotka go prawo i sprawiedliwość
Andrzej Duda ma poważny kłopot. Nie jest specjalnie akceptowany przez prezesa Kaczyńskiego, który mu nie wierzy, ciągle upokarza, a to nie poda ręki, albo nie wstanie przy powitaniu.
Duda jest separowany.
Duda ma inny o wiele większy kłopot prawny, złamał niejednokrotnie Konstytucję, świat odwrócił się od niego, a jezeli uda mu się z kimś spotkać, jak ostatnio z premierem Szwecji, ten też jego strofuje.
Gdyby PiS przegrało, a przegra, Dudzie może grozić impeachment, a także Trybunał Stanu. Duda jest więc w strachu.
Widać to po jego zachowaniu. Czy obroni go ciemny lud, który gromadzi dla niego Kościół katolicki w swoich zakrystiach? Hierarchowie są sprzedajni, więc i na Dudę mogą machnąć ręką. Nie pomoże mu życie na klęczkach, a nawet leżenie plackiem na zimnych posadzkach kościołów.
Duda zaklina rzeczywistość, mówił w programie TVN34 "Kawa na ławę", że "prezes Rzepliński łamie rażąco konstytucję".
Duda Polaków ma za idiotów. Może jego elektorat taki jest, ale nie są idiotami prawnicy z Komisji Weneckiej, ani nie są idiotami członkowie Parlamentu Europejskiego, Komisji Europejskiej, ani nie jest idiotą Barack Obama i wspomniany premier Szwecji.
Duda! - i to są święte słowa prof. Andrzeja Rzeplińskiego - "tak nie tworzy się prawa w Europie, przynajmniej w tej, o której marzyliśmy".
Czas biegnie szybko i przybliża się chwila, że facjaty Dudy wraz ze swoimi złamanymi towarzyszami z PiS oraz prezesem Kaczyńskim wylądują w policyjnej kartotece.
Trzeba będzie odpowiadać za bezprawie, jak każdy, kto wykroczy przeciw prawu. Jeszcze nastanie prawo i sprawiedliwość, a nie jak w tej chwili pod rządami PiS bezprawie i niesprawiedliowość. Ilustruje powyższe okładka "Newsweeka".
Więcej >>>
poniedziałek, 14 listopada 2016
Ziobro, z delfina do glonojada
Wielce prawdopodobne, że dobiega końca błyskotliwe przeistoczenie się Zbigniewa Ziobry z roli delfina PiS w glonojada. Taka kariera abarotna, bo obecny minister sprawiedliwiości i prokurator generalny ma talenty odwrotne.
Wszak żaden poważny prawnik nie powie o Ziobrze, że ma głębszą wiedzę prawniczą, Zasługi teoretyczne dla prawa zerowe, bo ani publikacji żadnej, ani jego głos w debacie publicznej nie był godny polemiki. Co Ziobro zajął głos w kwestii prawnej, u autorytetów prawniczych mógł tylko wywoływać śmiech na sali.
A przy tym ma duży talent amoralny. Na pewno powinien mieć na sumieniu śmierć Barbary Blidy. Ale przy jego amoralności naprawdopodobniej musimy mówić, że takowego nie ma na stanie posiadania.
"Newsweek" opisuje, jak partia Ziobry Solidarna Polska wyłudzała pieniądze z kasy brukselskiej. Już się toczy śledztwo unijnej agencji ds. przeciwdziałania prania brudnych pieniedzy przeciw duńskiej partii i jej liderowi, którzy razem z Ziobrą i jego Solidarną Polską tworzyli europejską partię MELD.
Duńczycy rżnęli kasę brukselską na falszywe sympozja. Właśnie "Newsweek" wykrył taki sam typ defraudacji uprawianej przez Ziobrę i jego ferajnę.
Ziobro odgraża się prokuraturą. Co za pokraczność? Prokurator generalny będzie nadzorował śledztwo w swojej sprawie defraudacji?
Toż trzeba zawiesić swoje uprawnienia, oddać fotel ministra i prokuratora. Zresztą egencja unijna dobierze się Ziobrze i jego koleżkom do skóry. Będzie smród, że hej.
Mamy glonojada, a może już zdychającą rybkę zwaną Zioro. Tak było dawno temu w USA, do Al Capone nie dobrali się poprzez jego trupy (analogicznie - Blidę), ale poprzez niepłacone podatki (de facto defraudację, jak u Ziobry).
Al Capone, rekin podziemia, też został glonojadem, a następnie zdechłą rybką.
Więcej >>>
niedziela, 25 września 2016
Hofman i Cejrowski - kopnięte chłopaki
Nie zasługujący na nic więcej, niż potępienie Patryk Jaki może odetchnąć, jego twarz na okładce "Newsweeka" obok Bartłomieja Misiewicza nie widnieje w ostatnim numerze popularnego tygodnika.
Misiewicz nie spada z zainteresowania mediów, tj. nie spada kumoterstwo i nepotyzm PiS, ale Jaki zostaje wymieniony na rzeczywistego rekina PiS, byłego rzecznika tejh partii Adama Hofmana.
Hofman, gdzie mógł, utykał swoich znajomków i pociotków, iż Jarosław Kaczyński wkurzył się, bo to on zawłaszcza Polskę, chce zrobić kraj kaczystowski, a nie ma być hofmanowski.
Prezes na ludzi Hofmana w spółkach skarbu państwa nasłał Mariusza Kamińskiego (tego, no wiecie, z wyrokiem 3 lat do odsiadki).
I będzie się działo. Polską rządzi taka właśnie partia o strukturach zbliżonych do mafii, co zredefiniował Norman Davies - z sekty na mściwy gang.
Hofman może nawet zaliczyć sankcje prokuratorskie. Będzie jednak sypał, wszak ma na Kaczyńskiego papiery, był u żłoba i takiego wulgarnego Brudzińskiego może wepchnąć w dziurkę od klucza w drzwiach pokoju prezesa.
Jest nadzieja, że dowiemy się, jak PiS kręcił lody.
Tygodnik prawicowy "Do Rzeczy" ma na okładce słabiutkiego intelektualnie Cejrowskiego, który od rzeczy ględzi, iż "żołnierze wyklęci zwalczaliby KOD".
Widać, jak Cejrowski nie uczony w polskiej historii. Ale takie tłuczki otwierają dzioby, aby pokazać próchnicę swego mózgu.
Naucz się podstaw narracji. Bo z tego wynika, iż PiS jest jak owi żołnierze wyklęci, którzy z desperacji i pomyłek swoich dowódców walczyli nie wiadomo, o co.
PiS zaś to tchórzliwe postaci i byliby w czasach żołnierzy wyklętych, jak Piotrowicz, funkcjonariuszami reżimu. Pamiętacie kapitalny film "Kazimierza Kutza "Pułkownik Kwiatkowski"?
Tym Jajecem byłby wówczas Cejrowski. Bo to uniwersalny gamoń. A Łupaszka takiego zasadziłby kopa Cejrowskiemu, że odjęłoby mu mowę na zawsze. Acz Cejrowski nie mówi, a bredzi, jakby zawartość tylniej części ciała wybiła mu mózg.
Takiego kopa dostał Cejorwski, taki kop czeka Hofmana. Kopnięte chłopaki.
Więcej >>>
niedziela, 21 sierpnia 2016
Macierewicz, człowiek nr 2 w kraju bez klamek
Polska to dziki kraj. Nie rządzi w nim premier, ani prezydent. Zarządzany jest przez posła, który pozostaje w randze prezesa partii.
Jeszcze dziwniejsza sytuacja jest z drugim człowiekiem w kraju. Nie jest nim ani marszałek Sejmu, bądź Senatu, jest nim ten, który w kampanii wyborczej nie brał udziału, schował się, a jak wyszło z nim szydło z worka, to Beata Szydło pośpieszyła zapewnić następnego dnia po wyjściu z worka, że kandydatem na ministra obrony jest Jarosław Gowin.
W PiS ktokolwiek otworzy dzioba, kłamie. I tak kłapią na każdy temat.
Drugiemu człowiekowi w państwie "Newsweek" poświęca okładkę i tekst numeru - Antoniemu Macierewiczowi, który jest ważniejszy od premier, prezydenta.
Autorzy materiału Wojciech Cieśla i Michał Krzymowski uważają, że to w kraju człowiek nr 2. Oj, nie byłby taki pewny, czy nie wyżej się plasuje.
W każdym razie prezes Kaczyński nosi Macierewicza w najwrażliwszy miejscu, w sercu (in pectore), to jego breloczek, a nawet ten koniuszek serduszka, w którym prezes swego imiłowanego uczuciem dopieszcza.
Macierewicz to ślepa kiszka serca prezesa. Zaczęło się od katastrofy smoleńskiej. Prezes tak docenia obecnego ministra obrony, bo jest jego alibi.
Nie da się ukryć, że Lech Kaczyński odpowiada za katastrofę smoleńską, a całe odium winy spada na Jarosława Kaczyńskiego.
Jak z tym żyć? O! Tak, że Macierewicza robi się nr 2. I tak Polską rządzą pacjenci z Tworek. Rozwalają Polskę, której już brakuje klamek, właśnie wstawiane są gumowe ściany.
Więcej >>>
niedziela, 17 lipca 2016
Rynsztok medialny PiS w TVP
Czy nowy "Newsweek" wzburzy reżimowe media, które same siebie nazywają z faszystowska - narodowe?
Niektórzy dali się upodlić, jak Krzysztof Ziemiec, który swoją twarzą firmuje gadzinówkę "Wiadomości" TVP.
Inni skryli się na emigracji wewnętrznej, albo zagłuszają się, uruchomili psychiczne przetrwalniki.
Kaczyński złamał swoich polityków.
Jego ofecer polityczny Jacek Kurski w mediach do niedawna publicznych łamie kręgosłupy tych, którzy w mediach zostali. Acz są spadochorniarze z mediów katolicko-wstecznych, ale nie jest ich za dużo. Nie ma wśród nich profesjonalistów, nie jest ich wystarczająco.
Media narodowe upadają i upadlają.
Sytuacja upadlająca dotyczy przecież nie tylko dziennikarzy, ale operatorów i montażystów. Co z tego, że jest się technicznym, ale ogląda się przecież wytworzony chłam amoralny. Spustoszenie moralne często jest trwalsze niż działanie upadlające. Tak zło PiS odciska się na ludziach.
Zakłamanie i amoralność idzie z góry, z Nowogrodzkiej i spływa w dół na ludzi niewinnych zaistniałej sytuacji. Tak działa syndrom rynsztoku, który fundnął krajowi PiS i rynsztokowy prezes Kaczyński.
Więcej >>>
niedziela, 14 lutego 2016
Kaczyzm: barejowszczyzna i bajerowszczyzna
Pokraczny autokratyzm pisowski należy dokładnie opisać w podręcznikach politologicznych, aby rodacy nie mieli z nim kłopotów, ani media, ale głównie: Unia Europejska i USA.
Jest to autokratyzm niedojrzały politycznie, niedorobiony intelektualnie, socjologicznie klasyfikuje się między populizmem a chciejstwem, łatwy do klasyfikacji etycznej: amoralność pokrętna po katolicku.
Opis tego zjawiska może wypaść całkiem barokowy, lecz jedno określenie pasuje jak ulał do tego quasi-ustroju: kaczyzm.
Nie żadna IV RP, żadna Republika Smoleńska, tylko Polska kaczystowska. Brzmienie podsuwa inny stempel onomatopei, inny supeł językowy: ...faszystowska. Ale... nie. Nie!
"Kaczystowska" - Polska z alternatywy, barejowszczyzna i bajerowszczyzna. Bareja z bajerem. Polska wykręcona, wyżymana z treści, Polska ze skansenu, ideologicznie zacofana.
Polska do której przyjeżdża Komisja Europejska, albo wyjeżdża Beata Szydło do Berlina, bądź Andrzej Duda do Monachium - to Polska przestarzała, na widok której należy zamykać oczy (nieestetyczna, niezgrabna), a tak naprawdę należy zatykać nos.
Ta Polska wydaje przestarzałe zapachy nie z naszego czasu. Niewietrzona, nieprzerobiona, nie wyszła z pieluch.
Ta Polska się ośmiesza w Polsce i poza Polską. Polska matrioszka. W najnowszym "Newsweeku" Renata Kim pisze zdaje się o podobnej alternatywie, o "kaczyzmie obśmianym", który tylko do tego nadaje się.
Jak każda niedoróbka łatwo poddaje się dorobieniu jej gęby, do obśmiania. Kim pisze m.in. o podkomisji smoleńskiej Macierewicza i jej alternatywach, które postają na Facebooku.
"Kaczyzm obśmiany", kaczyzm obśmiewany, itd.
Świetnym tego przykładem jest okładka innego tygodnika, który jest organem kaczyzmu. Kaczyński wszak jest nielotem intelektualnym, a oni robią z niego postać z popkultury. "Do Rzeczy" ośmiesza swojego idola - i tygodnik robi to pokracznie "od rzeczy".
Jako że mamy walentynki, taką ilustrację tradycji znalazłem w sieci.
Więcej >>>
niedziela, 13 grudnia 2015
Duda i jego pan. Prezydent może być postawiony przed Trybunał Stanu przez prezesa
Na okładce najnowszego "Newsweeka" Andrzej Duda odzyskuje swoją "zasłużoną" wielkość i niezłomność. Jest przynajmniej większy od paznokcia. Tyle jego, chociaż opozycję może podrapać. A prezesa - cmoknąć.
Sławomir Sierakowski nie ma litości dla prezydenta RP, nazywając go najbardziej skompromitowanym politykiem w najnowszej historii Polski.
Oj, oj, czy to się tak godzi nazywać głowę państwa?
Naczelny "Krytyki Politycznej" podejrzewa prezesa Kaczyńskiego, który wszędzie dopatruje się zdrady, że w głowie prezesa może się wykluć podejrzenie graniczące z pewnością, że Duda dopuścił się zdrady i postawić go przed Trybunałem Stanu. Czyż Duda nie skarżył się prezydentowi Niemiec, że w Polsce jest niesprawiedliwie.
Kaczyński przecież ma jakieś plany w stosunku do naszego zachodniego sąsiada, bowiem zanosi się na żądanie kontrybucji za II wojnę światową. Duda coś tam knuje z Joachimem Gauckiem.
Kaczyński chętnie np. postawiłby przed Trybunałem Stanu Ludwika Dorna, ale nie zdążył zrobić go prezydentem. Dorn ma się w czego cieszyć.
A Duda nie zdążył być wyrzucony z państwo PiS, w którym obowiżuje zupełnie inny porządek niż normalnie. Nie przeszkadzał nam, gdy obowiązywał tylko w PiS. Przeniosło sie to na Polskę i to wcale nie drogą kropelkową, czy jakąś zarazą, ale w procedurach demokratycznych.
A jakiś czas temu domagano się przebadania Kaczyńskiego. To, co prezes proponuje Polsce, z żadnym trudem nie da się określić, jako normalne.
Więc co jest z głową prezesa? Bo z głową państwa wiadomo - skompromitowana. Taki sort głów stoi na czele państwa. Duda i jego pan.
Więcej >>>
niedziela, 23 sierpnia 2015
Duda do referendum! Odpowiedzieć na pytania dziennikarzy "Newsweeka"
Prezydent Andrzej Duda wypełniając zalecania sztabu wyborczego PiS skierował wniosek do Senatu o drugie referendum w dniu wyborów parlamentarnych.
Duda powołał się na 6 mln podspisów obywateli, które jakoby widnieją pod obywatelskimi inicjatywami w sprawach o odwołanie szkół dla 6-latków, reformy emerytalnej i lasów.
Duda chce, aby naród odpowiedział na pytania PiS, bo tak dziwnie się składa, że są one tożsame z programem partii jego prezesa Kaczyńskiego.
Naród odpowie jednemu Dudzie. Oto "Newsweek" nakrył prezydenta, gdy nie był prezydentem, jak to wyłudzał pieniądze podatników i poświadczał nieprawdę, jakoby wypełniał rolę posła, a nie wypełniał. Jeździł do Poznania za prywatnym interesem wykładając na podrzędnej uczelni, gdzie dorabiał do diety poselskiej. Brał kasę z budżetu sejmowego z tytułu, jakoby był w delegacji poselskiej.
Duda w referendum chce zapytać naród o pytania partyjne. A czy Duda nie mógłby sam poddać się jednoosobowemu referendum i odpowiedzieć na pytania dziennikarzy tygodnika, którzy nakryli go na niecnych i niegodnych działaniach względem budżetu, tj. kasy wszystkich Polaków, czyli budżetu wspólnoty polskiej?
Duda w referedum mógłby odpowiedzieć tylko na dwa pytania:
1. Czy Duda nie będąc prezydentem Dudą rżnał budżet?
2. Czy ten co wyżej poświadczał nieprawdę w sprawowaniu funkcji posła, której nie sprawował, a podpisywał się własnym charakterem pisma?
Dziennikarze "Newsweeka" wcale nie musieliby otwierać ust, tylko zasiąść za stołem redakcyjnym, bądź w Kancelarii Prezydenta, jakby było to w lokalu wyborczym. Podsunąć prezydentowi kartkę z powyższymi dwona pytaniami referendalnymi dla prezydenta, na której znajdowałyby się kratki z "tak" i "nie". Duda stawia ulubiony znak: krzyżyk i mamy referendum odbębione. Nawet można byłoby przytaszczyć przezroczystą urnę, aby referendum nie było sfałszowane.
Nastepnie taszczymy urnę do PKW i komisyjnie liczymy odpowiedzi Dudy na pytanie zadane przez dziennikarzy w imieniu narodu, którego Duda rżnął, bądź nie rżnął.
Gdyby Duda zdecydował się wziąć udział w tym referendum, mielibyśmy frekwencję 100%. Jedyne takie referendum na świecie.
Duda, do dzieła! Do referendum!
Więcej >>>
niedziela, 14 września 2014
Ukraść PiS Kaczyńskiemu, narracja spiskowa wg idiomu Macierewicza
"Newsweek" snuje narrację, iż Jarosława Kaczyńskiego chcą pozbyć się z prezesa PiS po przegranych wyborach parlamentarnych 2015 roku.
Punktem wyjścia tej opowieści jest wygnanie tuż przed emeryturą wieloletniego skarbnika tej partii Stanisława Kostrzewskiego, który chciał wziąć kredyty na kampanie wyborcze w PKO BP.
Narracja jest całkiem składna. Kostrzewski kredytu nie wziął, bo może tylko zadłużyć partię w SKOK, aby twórca Kas Stefczyka mógł wystartować jako kandydat PiS w wyborach prezydenckich.
Niby logiczne. Wówczas Bierecki wraz ze spiskującymi Adamem Hofmanem i Ryszardem Czarneckim mówią elektoratowi tej partii ksenofobów, iż prezes jest zmęczony, stetryczały, musi odejść i my, młodsi "wysadzimy Tuska", przepraszam: "wysadzimy Tuskową, czyli Kopacz".
Jan Filip Libicki, senator PO, w wcześniej związany z PiS, twierdzi na blogu, że udany zamach na Kaczyńskiego, to mieć w swoich szeregach Joachima Brodzińskiego. To on ma klucz do struktur partyjnych.
Brudziński trzyma w garści teren. Tylko Brudziński może okazać się Brutusem. Jak prezes powie: - I ty Brudziński!, to wszystko będzie jasne.
Prawo i Sprawiedliwość można ukraść Kaczyńskiemu przy pomocy Brudzińskiego. Libicki uważa, iż wartościowsza w tym wypadku jako metafora byłaby poduszka.
Otóż - nie! Uważam, iż w PiS cały czas mamy narrację spiskową rodem z Kornela Makuszyńskiego, którą w tej chwili przerabiają przyszywani bracia Hofman i Czarnecki, kroją narrację partyjną "O dwóch takich, co chcą ukraść PiS" przy pomocy Biereckiego, jeżeli Brudziński okaże się Brutusem.
No, dobrze! A co z fanatykiem od spisków Antonim Macierewiczem? To jego idiom, jego symulakra, jego paradygmat.
>>>
niedziela, 27 lipca 2014
niedziela, 6 lipca 2014
Giertych jako Pimko, a nie żaden Wallenrod
Zmartwychwstanie polityczne Romanowi Giertychowi idzie bardzo opornie. Zbawca, co prawda ze dwa razy wyciągnął rękę w jego kierunku, ale nie powiedział: - Pójdź za mną.
I może nie powiedzieć. Jednemu powiedział - i co z tego wyszło? Łazarz, pardon: Michał Kamiński znowu obalił się na polityczne mary, choć z tych mar obecnie chwali swego zbawcę, jako poprzednio swego przewodnika Jarosława Kaczyńskiego, a może nawet silniej.
Z Giertychem mogą być problemy jeszcze większe, bo to Łazarz podsłuchany. Paweł Nisztor takie wyciągnął na niego kolubryny, że Giertych fajtnie i może się nigdy nie ożywić. W sukurs byłemu wicepremierowi z rządu Kaczyńskiego przyszedł "Newsweek" z wywiadem i pozwolił z tych mar przemówić.
W rozmowie Giertych prezentuje się jako erudyta, chwali się, że był Konradem Wallenrodem w rządzie Kaczyńskiego. Czyli krótko pisząc: piłował gałąź, na której siedział. Udało mu się. Owocem tej gałęzi on okazał się zgniłkiem, a prezes PiS tak się uleżał i jako dorodny owoc chce zbawiać Polaków. Sondaże niebezpiecznie pozwalają mu sięgać po marzenia. Jeszcze większość Polaków tych marzeń nie podziela, lecz z marzeniami jest tak, jak z wiatrami historii i mogą zmienić rodakom orientację.
Z Giertychem jest ten problem, że nie wiadomo, czy wiedział, że jest Konradem Wallendrodem, czy po czasie dostał epifanii.
Z wywiadu (fragmentów) wynika, iż z niego taki Wallenrod, jako nim był, gdy podpiłował gałąź, dzisiaj podsłuchany, edukator narodu, co to chciał z lektur szkolny wypisać "Ferdydurke", może wreszcie Gombrowicza przeczytał.
I z tej lektury Giertych wyszedł na profesora Pimko, który radzi swojemu zbawicielowi in spe, a nawet zapowiada, że może się powięcić dla narodu, aby Kaczyńskiego nie dopuścić do rządzenia i objąć obojętnie jaką tekę. Coś mi się widzi, że tę tekę chętnie by niósł zamiast Bartłomieja Sienkiewicza, o czym donosi jeden z tabloidów.
Giertych był Wallenrodem w swoim mniemaniu, na na marach został profesorem Pimko. I tak zostanie. Łazarz może być jeden i to nieudany. Coś nieświeżo z Giertycha też zalatuje.
Więcej >>>
poniedziałek, 2 grudnia 2013
PiS-tolecik strzela do nas z okładek tygodników opinii
Agent Tomek sądząc po okładkach dwóch tygodników, z których patrzy na nas jego twarz, lubi pistolety i sobie postrzelać. Należy sądzić, iż nie przepada za prawdziwymi giwerami, ale za takimi, które można kupić dla dorastającej młodzieży w sklepie z gadżetami.
Agent Tomek jeszcze by się zamyślał o Polsce, iż źle się dzieje w jego ojczyźnie i normalna giwera mogłaby być użyta, jak porsche cayenne, które nie jest gadżetem.
Ale agent Tomek to polityk gadżet, który był gadżetem, gdy pracował w CBA. Był gadżetem na sławnym zdjęciu z niegadżetową walizką pieniędzy o wartości pochodzącej z niegadżetowego budżetu państwa.
Taki gadżet agent przechadza się po Sejmie przy Wiejskiej, który skrywa więcej podobnych mu gadżetów.
W Polsce wystarczy być gadżetem, aby zawędrować na okładki tygodników opinii. Czyżby te pisma chciały nam powiedzieć, że Polska to Gadżet nad Wisłą.
Mam nadzieję, że tak nie jest. Ale polityk-gadżet na okładkach unosi gadżety pistoletów i strzela. Z materiałów umieszczonych w tygodnikach opinii o gadżetach dowiadujemy się, że agent Tomek strzela.
Ale nie tym pistoletem gadżetem, ale strzela jako Bondzik z pistoleciku do swoich narzeczonych. Bondzik strzelał z pistoleciku onegdaj do Beaty Sawickiej (posłanki PO), a przy tym recytował Adama Asnyka.
Bondzik więc strzela z poetyckiego pistoleciku. Strzelał Bondzik z pistoleciku do Katarzyny Hejke z "Gazety Polskiej".
Strzelał do Magdy z agencji towarzyskiej. Teraz Bondzik strzela z pistoleciku do Katarzyny Sztylc, która mu za to strzelanie z pistoleciku użycza porsche cayenne, aby on w następstwie myślenia o Polsce, mógł rozwalić luksusowy samochód.
Bondzik strzelec wyborowy w alkowach wspomnianych kobiet wszak to poetycki PiS-tolecik Bondzik z remizy PiS. I to w zupełności wystarczy, aby jego twarz świeciła z okładek tygodników opinii.
Link - więcej>>>
poniedziałek, 18 listopada 2013
Donos na Cejrowskiego, czy na Lisa?
Działacze z Kampanii Przeciw Homofobii złożyli doniesienie do prokuratury na Wojciecha Cejrowskiego za wywiad opublikowany na łamach "Newsweeka", do lektury którego na okładce zachęcano słowami "Won z pederastami".
Donos na Cejrowskiego, a nie na "Newsweeka". Wywiad nie jest oryginalnym "osiągnięciem" dziennikarzy "Newsweeka", lecz został wyemitowany w Radiu dla Ciebie.
Schody zdaje się nie zaczną dla Cejrowskiego, który o wywiad w tygodniku nie zabiegał, ale opisywaczy rzeczywistości - za cenę nakładu - którzy zareagowali na hasło: jest skandal.
Cejrowski jest jednym z dostarczycieli skandali. Nie zawodzi. A "Newsweek" rzucił się za nim jak w dym. Jak pies za kością.
Cejrowski ma ręce wolne. Po pierwsze, nie zabiegał o wywiad. Po drugie, stroną donosu jest właściciel tytułu. Po trzecie, może to i owo by sprostował, ale mu się nie chciało i może by nie wydrukowali.
Zdaje się, że ten donos jest na naczelnego Tomasza Lisa, który nie jest homofobem, ale ofiarą pogoni (nie za Cejrowskim) za nakładem.
Szybko Lis powinien opublikować wywiad z Cejrowskim pod roboczym tytułem: Co chciałby Cejrowski wykreślić w wywiadzie?
Gwarantuję, że powie ponadto, co powiedział. Wówczas rzecz będzie się kwalifikowała do śledztwa, Cejrowski do grzywny, "Newsweek" do większego nakładu, a Lis do gruntownego przesłuchania.
Zdaje się, że "Newsweek" zapędził się o jedną spaloną tęczę za daleko.
Więcej pod tym linkiem.
Donos na Cejrowskiego, a nie na "Newsweeka". Wywiad nie jest oryginalnym "osiągnięciem" dziennikarzy "Newsweeka", lecz został wyemitowany w Radiu dla Ciebie.
Schody zdaje się nie zaczną dla Cejrowskiego, który o wywiad w tygodniku nie zabiegał, ale opisywaczy rzeczywistości - za cenę nakładu - którzy zareagowali na hasło: jest skandal.
Cejrowski jest jednym z dostarczycieli skandali. Nie zawodzi. A "Newsweek" rzucił się za nim jak w dym. Jak pies za kością.
Cejrowski ma ręce wolne. Po pierwsze, nie zabiegał o wywiad. Po drugie, stroną donosu jest właściciel tytułu. Po trzecie, może to i owo by sprostował, ale mu się nie chciało i może by nie wydrukowali.
Zdaje się, że ten donos jest na naczelnego Tomasza Lisa, który nie jest homofobem, ale ofiarą pogoni (nie za Cejrowskim) za nakładem.
Szybko Lis powinien opublikować wywiad z Cejrowskim pod roboczym tytułem: Co chciałby Cejrowski wykreślić w wywiadzie?
Gwarantuję, że powie ponadto, co powiedział. Wówczas rzecz będzie się kwalifikowała do śledztwa, Cejrowski do grzywny, "Newsweek" do większego nakładu, a Lis do gruntownego przesłuchania.
Zdaje się, że "Newsweek" zapędził się o jedną spaloną tęczę za daleko.
Więcej pod tym linkiem.
niedziela, 29 września 2013
Organa medialne Kaczyńskiego i PiS kontrolowane przez rodzinę prezesa
Jarosław Kaczyński do mediów zawsze przywiązywał szczególną wagę. Pod jego władaniem miały/mają one pisać, jak prezes sobie życzy. I nigdy sobie z nimi nie radził. Tak było z "Tygodnikiem Solidarność", w którym naczelnego przejął po Tadeuszu Mazowieckim. Położył tytuł. Porozumienie Centrum, pre-PiS, przejęło "Express Wieczorny", dziennik w PRL i na początku lat 90. o największym nakładzie, nie uwzględniając "Wyborczej". Też położył.
Gdy PiS dorwało się do władzy, pierwsza nowelizacja ustawy dotyczyła KRRiT. Pierwsza posiedzenie Sejmu, nowela przepchana, a następnego dnia podpisana przez Lecha Kaczyńskiego i PiS przejął media publiczne. Z tej partyjnej zapaści telewizja publiczna nie podniosła się do dzisiaj.
Kaczyński jest swego rodzaju fenomenem. Potrafił na populizmie patriotycznym zbudować partię, która nie ma pragmatycznego programu gospodarczo-społecznego, za to ma zaciekłych zwolenników, którzy jednak nie stanowią masy krytycznej w narodzie, aby mógł uzyskać pełnię władzy. Prezes PiS na dziennikarzy nie może liczyć, gdyż jest dla profesjonalistów zwykle łatwą zwierzyną z powodu ciągłych wpadek, chciejstwa i narracji politycznej rodem ze świata alternatywnego. Nie potrafi także sprostać w debacie konfrontując się z innymi, za to świetnie wypada na wiecach, gdzie jest pełno klakierów i elektoratu wychowanego na patriotyzmie "nam się należy".
Aby sięgnąć po władzę, Kaczyński musiał zbudować swoje media. Ale i one sobie nie radzą, bo profesjonalizm dziennikarski zasadza się na pewnym obiektywizmie, na warsztacie, który przestrzega reguł. A tego w mediach pisowskim nie uświadczysz. Gdy się zdarza, że dziennikarz przestrzega warsztatu żurnalistycznego, żegna się z posadą.
Media związane z PiS, a konkretnie z Kaczyńskim, służyć mają jednemu: celom politycznym prezesa. Najnowszy "Newsweek" opisuje, jak "Gazeta Polska Codziennie", portal niezalezna.pl, zostały oplecione spółkami związanymi z PiS i ludźmi z rodziny bliższej i dalszej Kaczyńskiego, a nawet kontroluje je kierowca prezesa.
Te media nigdy nie osiągną sukcesu, bo ich profesjonalizm jest bliski zeru. Kiedyś zemrą śmiercią naturalne, gdy nie będzie zapotrzebowania politycznego, to znaczy gdy Kaczyński odejdzie z polityki. Kiedy? Myślę, że już niedługo. Takie coś nie powinno się zdarzyć, lecz zdarzyło się, horyzont zejścia jednak jest bliski. Taka polityka nie powinna się zdarzyć, ale się zdarzyła i ma sygnaturę: Copyright by Kaczyński.
Dlatego nie dziwmy się, że lektura "GPC" może kojarzyć się z dziennikiem z minionych czasów "Trybuną Ludu". Tamto organ partyjny i to organ partyjny.
niedziela, 14 lipca 2013
niedziela, 23 czerwca 2013
Horrendum Kaczyńskiego
Jarosław Kaczyński w centralnym miejscu w Polsce - w stolicy na Żoliborzu - ma w swoim władaniu udzielne księstwo, które ze względów na panujące w nim zwyczaje należy nazwać: Horrendum Kaczyńskiego.
Dziwnym jest to, że dopiero teraz o Horrendum się dowiadujemy. Co znaczyłoby, jaką tajemnicą jest otoczone owo terytorium. Panuje tam swoiste prawo - eksterytorialne. "Newsweek" przetrząsa finanse partyjne. Po ujawnieniu wydatków PO, a dowiedzieliśmy się , jak politycy Platformy pożytkują pieniądze na luksusy (dobre garnitury, cygara, drogie trunki, luksusowe kluby, gdzie sushi podawane jest na ciałach nagich kobiet), na dziennikarską agorę, pod pręgierz dostało się zarządzanie pieniędzmi publicznymi przez PiS. Politycy partii Kaczyńskiego wydają się żyć skromniej z budżetu państwa, a to dlatego, że gros partyjnych pieniędzy idzie na na egzystencję Horrendum Kaczyńskiego i bezpieczeństwo prezesa.
Możliwe, że Kaczyński jest najdrożej chronionym człowiekiem na świecie. Specjalnie dla Kaczyńskiego została utworzona grupa ochroniarska Group Grom, która składa się z byłych funkcjonariuszy służb specjalnych, głównie CBA Mariusza Kamińskiego. Strzegą prezesa PiS całą dobę. W ciągu trzech lat polskiego podatnika te Keviny Costnery kosztowali 3,4 mln zł. Tyle drą szmalu z Kaczyńskiego (czyt. z nas), że nie muszą się kłopotać i szukać innych prac.
Horrendum Kaczyńskiego to żyła złota dla bodygardów z CBA. Z pobliskich posesji musieli ustąpić mieszkańcy, zostali odsunięci od prezesa o kilka posesji, dlatego, że nieruchomości sąsiadujące z willą prezesa są w posiadaniu powiązanych z PiS spółki Srebrna i spółek "Gazety Polskiej". Dwa domy, które sąsiadują bezpośrednio z willą Kaczyńskiego, mają stać się izbą pamięci po bracie Lechu Kaczyńskim, gromadzone są w nich pamiątki po tragicznie zmarłym prezydencie. Podobno nie mieszczą się. Zatem Horrendum będzie się rozrastało.
Inne wydatki PiS na prezesa to prawnicy - 900 tys. zł oraz - uwaga! - fotograf - 700 tys. zł. Tej ostatniej pozycji nie rozumiem, gdyż Kaczyński na zdjęciach wychodzi starzej niż posiada lat. Mniejsza, te wszystkie nasze pieniądze są wyrzucone w błoto. Ma rację Donald Tusk, że chce partie pozbawić finansowania z budżetu. Biznesy Kaczyńskiego winny być prześwietlone ponadto przez skarbówkę i wszelkie do tego powołane instytucje, bo ta narośl w środku kraju jest chora, zrakowaciała.
I co najważniejsze - Horrendum Kaczyńskiego zamieszkuje jeden pacjent - Kaczyński.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























