środa, 3 października 2012

Bóg to dziecinna legenda - pisał Einstein



Na portalu eBay wystawiony został na aukcji list Alberta Einsteina, pisany na rok przed śmiercią, w 1954 roku. List był pisany przez genialnego fizyka do filozofa Erika Gutkinda, a zajmuje się w nim kwestią dla Einsteina wówczas wielce drążąca: Boga.

Najbardziej interesujący fragment tego listu odnosi się do przeczytanej właśnie książki filozofa "Wybieraj życie. Biblijne wezwanie do buntu", Einstein wykłada swoje ostateczne pojęcie o Bogu (wcześniej o Bogu pisał jako harmonii, porządku):

"Słowo 'Bóg' jest dla mnie niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych, legend, które są ponadto dość dziecinne. Żadna interpretacja, niezależnie od tego, jak subtelna, nie może (dla mnie) tego zmienić".

Cena wywoławcza listu to 3 mln dolarów.

Narzędzie Kaczyńskiego: prof. Gliński



Im dalej od chwili przedstawienia prof. Piotra Glińskiego, jako kandydata Jarosława Kaczyńskiego (chociaż onże powiedział, iż kandydata PiS) na premiera "rządu pozaparlamentarnego", tym kurz emocji opada i lepiej widać.

Strategia Kaczyńskiego ukazuje swoje oblicze i wcale nie jest taka idiotyczna, jak by się wydawało.

Po pierwsze, Kaczyński wie, jak jest postrzegany przez wyborców, Polaków. Jego osoba powoduje mobilizację przeciwników, ma największy elektorat negatywny. Kaczyński nie wygra żadnych wyborów, więc musi wysunąć przed siebie kogoś innego. Obecnie Glińskiego, kiedyś Kazimierza Marcinkiewicza. Na tyle słabych polityków, iż nie zagrożą mu w PiS. A gdy staną się silni, szybko są usuwani.

Kaczyński wrzucił do przestrzeni publicznej kilka niebezpiecznych pojęć antydemokratycznych. A niech się publicyści zajmują nimi, byle nie jego osobą. Niech wywracają na nice co prezes miał na myśli, byle skupiała się uwaga mediów na jego partii.

Jak będą gadać, mniejsza z tym. Ważne, że będą mówić. Gliński niekoniecznie musi być źle postrzegany. Dał się wrobić, ale wierzy w to, co mówi. Wierzy w swoją misję i jest bardzo krytyczny wobec obecnego rządu. Będzie punktował Donalda Tuska.

Kaczyńskiego zaś interesuje władza, nawet nie rządzenie. Władza nad Polakami i krajem, która ostatecznie ma przybrać kształt IV RP. Autorytaryzm w demokracji zarządzanej ręcznie, co już poznaliśmy w latach 2005-2007, wówczas czegoś Kaczyński się nauczył.

*  *  *
Ofensywa Kaczyńskiego to nie tylko jesień. Obliczona jest na okres do wyborów prezydenckich i parlamentarnych. A to trzy lata. Decydującym będzie następny rok, kryzys dotknie niewątpliwie Polskę. Ile uratuje się z Tuska i obecnej koalicji, w tej chwili trudno ocenić.

Uszczerbek niewątpliwie dla rządu nastąpi. Jak głęboki będzie, czy kompletnie drenujący zaufanie do Tuska? Wszystko może się zdarzyć, włącznie z takim poparciem dla PO i Tuska, że wystarczy odpowiednio pchnąć chwiejącą się wieżę władzy - upadnie.

Sytuacja o której marzy prezes PiS. Kaczyński ma gotowca, ma premiera pozaparlamentarnego Glińskiego i taki też rząd. To wersja pesymistyczna dla Polaków, lecz możliwa. Dla Kaczyńskiego optymistyczna.

* * *
Media będą się ekscytować, jak to robi już "Fakt", że prof. Gliński jeździ sejmową limuzyną, choć w żadnym wypadku ta przyjemność mu się nie należy.

To jest głupstwo w stosunku do "wieczności" strategii Kaczyńskiego. On chce władzy i może ją posiąść za pomocą takiego poręcznego narzędzia, jak prof. Gliński, który pójdzie prędzej czy później na odstrzał prezesa, choć może się łudzić, iż ma jakąś misję do spełnienia.

Misję władzy ma Kaczyński. Największy wyżarciuch polskiej sceny politycznej, na której jest od 1989 roku. To on jest profesorem, wie dokładnie, jak wszystkich robić w bambuko.


Przed możliwym zwycięstwem Kaczyńskiego przestrzega Ireneusz Krzemiński.

Krzemiński mówi wprost: Zielona wyspa zacznie blaknąć. Fałszywy obraz Polski kreowany przez PiS może się okazać prawdziwszy. Co z tego, że Polacy dadzą się nabrać i obudzimy się z ręką w nocniku.

Nikt tego nocnika już nie będzie w stanie Kaczyńskiemu odebrać. Wówczas weźmie się za szycie nam kraju na swój rozmiar i potrzeby zaspakajania władzy.





Podobną analizę i ostateczne refleksje wysnuwa Paweł Wroński: "Po co Kaczyńskiemu profesor".

Gliński to narzędzie do władzy Kaczyńskiego.



A co na to PO?



Wiceszef Platformy Rafał Grupiński mówi: "Jaka strategia na Glińskiego? Nie musimy mieć żadnej".

Można się załamać. Chyba, że Platforma będzie publicznie Glińskiego ignorować, niech się wypali. Na razie nic z tego nie wynika. To Gliński jest na tapecie mediów.

wtorek, 2 października 2012

Ilu jest katolików?


Na ten temat można przeczytać w "Naszym Dzienniku". No, ilu jest w Polsce katolików?






Odpowiedzi udziela Małgorzata Goss w artykule "Konfederacja Warszawska 2012", a popiera ją w jej innych tezach komentatorka Hanna Karp
dr Hanna Karp

W Polsce katolików jest 96%. Tak jest. A mimo to kanał katolicki TV Trwam nie może otrzymać miejsca na multipleksie cyfrowym.

Dlaczego?

Bo krajem trzęsie 4% liberałów i lewaków. Ta straszna mniejszość zagarnia wszystko. Nawet - Achtung! Achtung! - przez tę mniejszość robotnicy nie są uwłaszczeni.

Zdrowo musi się kićkać w rozumach dziennikarzy organu o. Rydzyka, jak zresztą jemu samemu. Tak się kićka, że te zajączki, a nie myśli, już dawno dokicały do średniowiecza. I dalej kicają w przeszłość.

Pewnie wszyscy wiedzą, bo telewizje pokazywały jeden z banerów z marszu "Obudź się Polsko!", na którym jak wół było napisane, że o. Rydzyk został zrodzony z Matki Boskiej, gdyż jego urodziny przypadają 3 maja, w dniu jej święta.

Wychodzi na to, że mamy w kraju młodszego brata Jezusa Chrystusa. Do tej pory podejrzewaliśmy, że Rydzyk to zaledwie papież.

Jak tak dalej pójdzie, ojciec dyrektor przepędzi z nieboskłonu samego Boga i zasiądzie na tronie, jako Ojciec Bóg.

Aha! W tym samym artykule, który omawiam, podają liczbę uczestników sobotniego marszu na pół miliona. Nawet jeżeli byśmy przyjęli największą ocenę ilości uczestników, to w "Naszym Dzienniku" przemnożyli przez 5.

Kłamstwo doprowadzili do perfekcji i do rozmiarów Kosmosu.


Marta Kaczyńska szkaluje Polskę


Tak w wywiadzie dla Onetu powiedział Stefan Niesiołowski: "Marta Kaczyńska szkalowała Polskę".

Działa na szkodę Polski, rządu, wiarygodności naszego kraju. Czy to jest szkalowanie?

Działa na rzecz PiS i stryja Jarosława. Czy to jest szkalowanie?

Działa w interesie własnym, gdyż łatwiej jest być ofiarą, niż zmierzyć się ze stanem faktycznym śmierci rodziców. Czy to jest szkalowanie?

W związku z tym była obecna w Brukseli, gdzie Antoni Macierewicz chciał Europie wcisnąć teorię spisku smoleńskiego. Czy to jest szkalowanie?

Wszystkie powyższe działania Marty Kaczyńskiej mogą być jej przekonaniami. Mogą, choć nie muszą. Czy to jest szkalowanie?

Tak.

To jest szkalowanie. Szkalować można wcale nie wiedząc, że się ma marny charakter.

A taki ma sierota po Kaczyńskich. Marta Kaczyńska ma marny charakter, dlatego szkaluje Polskę.








W tym musimy się zgodzić z Niesiołowskim, niekoniecznie lubiąc go.


Pijackie budzenie PiS i o. Rydzyka: "Obudź się Polsko!"


Wracam do marszu "Obudź się Polsko!", bo uświadomił mi Przemysław Borkowski z Kabaretu Moralnego Niepokoju, że procesja wyruszała o 13-tej.

Stare przyzwyczajenie z PRL-u. Alkohol sprzedawany był po 13-tej, a elektorat PiS i owieczki radiomaryjne to ten sznyt i w większości pokolenie z tamtych lat.

O tej porze budzili się do życia i budzili innych, gdy mieli w czubie, po prostu hałasowali, jak ci z brunatnego marszu. Ciekawe, ile wina mszalnego wypił o. Rydzyk i czy poczęstował Kaczyńskiego, że chrzanił takie androny.

Przemarsz przez centrum Warszawy to klasyczne "Na szlaku", które się zaliczało, gdyż po drodze znajdował się kwiat warszawskich knajp.

Dobrze to ilustruje poniższa grafika.


poniedziałek, 1 października 2012

Kit Kaczyńskiego, hit Glińskiego


Miał być hit jesienny, a wyszedł kit. Wyrób pisopodobny, bo takim jest prof. Piotr Gliński. Poglądy ma całkowicie zbliżone do PiS, chociaż do tej partii nie należy. Udziela się w "Gazecie Polskiej", co go dyskwalifikuje intelektualnie.

Hit miał zaskoczyć i zaskoczył, że jest kitem. Zdaje się, że Kaczyńskiego niespecjalnie to rusza, bo nie liczy się Gliński, tylko sam prezes, który stanął przed ścianą 25% i nie może ruszyć. Więc wymyślił sobie, że na pożarcie wystawi kogoś bardziej centrowego, który uszczknąłby coś z PO.

Czy tak będzie? Wątpię, że nie wątpię. Gliński nie jest obyty w bojach politycznych i parlamentarnych. W celach koalicyjnych wdepnie do pokojów SLD i Ruch Palikota. I cóż usłyszy? - A czy my wyglądamy na przystawki, aby Kaczyński nas skonsumował?

Gliński nie osłabi PO, może wzmocnić PiS właśnie przystawkami. A na to nie pójdzie żadna siła polityczna.

Kit jesienny dał na żer Kaczyński, ale dla Glińskiego może to być hit. Nikomu nieznany socjolog z dnia na dzień stanie się rozpoznawalny, zyskać może jako polityk, jeżeli koło swojej osoby się zakrzątnie. Nie będzie wychodził z mediów. Ciągle będzie pod ostrzałem kamer i podsłuchem mikrofonów. Może to być dla niego wielka szansa, ale też wsypa za wsypą.

Zagadką pozostaje ten rząd pozaparlamentarny. Czegoś takiego nie ma w przyrodzie demokratycznej, taki twór może tylko powstać poza systemem, gdy w gruzy posypie się państwo i jego instytucje. Nie chcę prognozować na co liczy Kaczyński, dla którego im gorzej, tym lepiej. Taka jest jego przyjemność z Polski.


Zdychanie telewizji publicznej


Kazimierz Kutz życzy telewizji publicznej, aby zdechła! Wybitny twórca dobro wspólne wysyła do grobu. W obecnej postaci prawnej, personalnej i zarządzania.

Jeżeli tak, to jestem za. Media publiczne zdychają, jestem przeciw takim mediom. Upolitycznionym, bez edukacyjnej misji, bo w tej chwili takiej nie wypełniają. A jednak cały czas w tyle głowy kołacze, iż telewizja publiczna jest potrzebna. Kultura obrazkowa jest najsilniejszym przekazem, pismo zaś zarezerwowane dla elit.

Ta telewizja publiczna won, Kutz jest za stworzeniem nowej. O ile da się pomyśleć formuła takiej nowej telewizji, bezradni stajemy wobec jej powstania.

Bez polityków nie jest możliwa do zrealizowania. To w ich rękach są nasze publiczne pieniądze. Biedaki nie mają własnego szmalu, to my społeczeństwo pozwalamy im czerpać ze wspólnego dobra. A politycy rozumieją to tylko w jeden sposób: racja jest po naszej stronie, media też takie muszą być. Właściwe.

Projekty społeczne, jak miałaby wyglądać telewizja publiczna i być możliwa do strawienia, upadły z powodów politycznych. Kiedyś PO chciała odpolitycznić tv, ale dobre chęci upadły śmiercią naturalną.

Bez szmalu i to dużego na nowo mediów publicznych nie można powołać, nawet jeżeli miałyby być o wiele skromniejsze niż obecnie.

Inni media publiczne mają i się nimi chwalą: Brytyjczycy, Francuzi, Niemcy. A my mamy zadłużone media, które bez wsparcia kasy państwowej (naszej) dawno by upadły.

Kutz nie daje żadnej recepty na powstanie nowej telewizji, lecz twierdzę, że bez telewizji publicznej będziemy bardziej chorzy kulturalnie jako naród, niż w tej chwili jesteśmy. Bez kultury wysokiej, która miałaby przekaziciela w postaci telewizji publicznej, sczeźniemy, zgnijemy. Kolejny segment naszej wspólnoty jest odprowadzany do grobu i pewnie tam zostanie złożony. To jednak nie jest wyjście.

To jest skazanie Polaków na powolne konanie. Nie wszyscy mają tego świadomość, bo wielu utraciło kontakt ze wspólnotą sfery symbolicznej (językiem i imponderabiliami), która nie może być kształtowana jedną sztancą, ale uzyskać jak największy wymiar. Naród jest tym silniejszy, im więcej w jego łonie możliwości do rozwoju. To jest wolność, aby dokonywać wyborów z jak najszerszego spektrum i to może dać telewizja publiczna, która winna być poza zasięgiem polityki.