wtorek, 9 lipca 2013

Fundament niepokornych - manipulacja i insynuacja - kruszeje mimo użycia plwociny przez Ziemkiewicza



Niepokorni są nie tylko niepokorni wobec tych, których nie uważają za niepokornych, przede wszystkim ich niepokorność wyraża się stanem niepokorności do innych niepokornych.

Niepokornych determinuje stan konta. W każdym razie niepokorni z serwisu wPolityce i "Sieci" (tytuły powiązane) dostrzegli u niepokornych z "Do Rzeczy" kiepską sprzedaż i zaledwie jedną reklamę w numerze. Bystrym umysłem niepokornych doszli do wniosku, że właściciel "Do Rzeczy" i "Wprost" musi rozważać powstanie jednego newsroomu tych tytułów, a nawet połączenia dwóch tygodników w jeden. Bo właściciel to biznesmen, a nie niepokorny.

Piotr Gursztyn z "Do Rzeczy" poprosił Łukasza Warzechę z "Sieci", aby wpłynął by takie teksty napastliwe nie pojawiały się. Warzecha odpowiedział, iż nie ma wpływu, a "tekst jest całkowicie niepotrzebny". Nie trzeba było długo czekać, aby zaatakowany niepokorny z "Do Rzeczy" Rafał Ziemkiewicz nie zdzierżył i swoim knajackim językiem wypalił: :"Nie niepotrzebny, ale z d... wzięty, cały na insynuacjach i pytajnikach z uparcie powtarzaną manipulacją".

Niepokorni powinni mieć twardą d..., jeżeli o tę część ciała chodzi. Ziemkiewicz zna się na manipulacji i insynuacji, jak mało kto. Zresztą na tym zbudował swoją niepokorność. Jak zresztą pozostali niepokorni w obydwu stron barykady. Fundamentem ich niepokorności jest manipulacja i insynuacja, cement fundamentu niepokornych, który wiąże retoryczna plwocina, jak ta użyta przez Ziemkiewicza: d...


poniedziałek, 8 lipca 2013

Sejm Kołków


Jan Hartman na swoim blogu gusła, które miały miejsce na Stadionie Narodowym, gdy człowiek z Afryki, niejaki o. John Bashobora uzdrawiał - pisząc po ludzku: wciskał kit - nazywa cudownym zidioceniem.

Polski Kościół dostał cofki nie do czasów Średniowiecza, bo to dla hierarchów typu abp Hoser, nowoczesność, nasz miejscowy Kościół cofnął się do czasów Zidiocenia w nowym wydaniu, czyli do Nowego Zidiocenia.

Postzidiocenie.

Kościół ma wsparcie nawet posłów, a kimś takim jest John Godson wyznawca postzidiocenia, który widział wskrzeszenie umarłych, a nawet ma na video.

Zanim idioctwo Godsona osądzimy, proponuję przyjrzeć się mu w mediach, jak w nich występuje. Może on sam jest wskrzeszonym? Bo postidiotą na pewno.

Może Godson to pierwszy w dziejach parlamentarzysta wampir? Ale co robi w XXI wieku w gmachu przy Wiejskiej?

Ukłucie wampira czyni z innych wampirów. Czyli mielibyśmy Sejm Wampirów, który toczy naszą krwawicę. Aby powstrzymać ten proces degradacji rzeczywistości, należałoby w stosunku do przedstawicieli użyć osinowych kołków i zatkać nimi urny podczas wyborów. Aby nie wybierać kołków.

niedziela, 7 lipca 2013

Ks. Lemański jest przyszłością Kościoła, a nie szaman abp Hoser



Abp Henryk Hoser uznał, że Kościół nie potrzebuje dialogu, ani duchownych, którzy rozmawiają z ludźmi. Niekoniecznie o wierze, ale o sensie życia, bo nie po to się żyje, aby wierzyć, lecz żyje się po to, aby być przekonanym do życia. Abp Hoser usunął stosunkowo młodego księdza z niewielkiej parafii w Jasienicy, Wojciecha Lemańskiego, bo ten więcej miał do powiedzenia dla wszelakich ludzi - wierzących, wątpiących, myślących, itd. - niż metropolita.

Arcybiskup woli szamana typu John Bashobora, który na Stadionie Narodowym jest w stanie zrobić marnej konduity spektakl, bo to trzyma owieczki w ryzach, w poddaństwie, gnuśności, niezrozumieniu, a przy okazji nabija kabzę kurii. Wystarczy wmówić, że szaman z Ugandy jest rękami Bogami, co nie ma kompletnie nic wspólnego z wiarą, w ten sposób stanąć na przekór rozumowi, na przekór naukom, które płyną ze słów Jezusa z czterech ewangelii, niż prowadzić trudne rozmowy, zadawać niewygodne pytania.

Abp Hoser kompromituje Kościół, sprowadza go w koleiny prehistorii, gdy emocjami plemion zawiadywali szamani, gdy decyzje podejmowane były językiem instytucji silniejszego. Takim jest dekret metropolity, który zsyła ks. Lemańskiego na emeryturę. Arbitralny, bo abp Hoser nie potrafi rozmawiać, nie potrafi znaleźć się w trudnych czasach. Takie postacie, jak Hoser z Kościoła odejdą. Nie dzisiaj, to jutro. O tym świadczą sygnały z Watykanu, jakie codziennie płyną ze słów i czynów papieża Franciszka. W polskim Kościele ks. Lemański jest odpowiednikiem Franciszka.

Wiem, że ks. Lemański nie martwi się swoją dolą, ale dolą Kościoła, który zostaje wykolejony przez hierarchów, jak Hoser. Lemańskiego można było wysłać na emeryturę, zdaje się, że trudniej będzie wysłać na emeryturę Franciszka. Choć szamani typu Hosera będą usilnie nad tym pracowali.

Ks. Lemański odświeża Kościół, daje mu siłę bytu w trudnym współczesnym czasie, nadaje mu nowoczesną postać, a abp Hoser to ledwie skamielina, pomyłka, ktoś kto nie dojrzał do odpowiedzialności za wiernych. Przyszłością Kościoła nie jest szamaństwo i gnuśność, ale szukanie odpowiedzi niekoniecznie w porządku fizyczności, lecz metafizyki, bo skądś jesteśmy i dokądś zmierzamy. Tych odpowiedzi szuka ks. Lemański, a abp Hoser proponuje tylko pustkę, zaprzeszłe szamaństwo.

sobota, 6 lipca 2013

Wjazd Jezusa do redakcji NIE jest zabroniony


Mokotowska prokuratura ośmiesza się oskarżając Jerzego Urbana za zamieszczenie na okładce "NIE" Jezusa wpisanego w znak zakazu.

Oskarżenie dotyczy obrazy uczuć religijnych. Wychodzi na to, że czytelnikami tygodnika są ludzie z "uczuciami religijnymi".

To jakaś paranoja. Przecież znają Urbana i wiedzą, że nie ma on uczuć religijnych. Po cholerę czytają "NIE"? Po to, aby czuć się obrażonymi?

Jeżeli są masochistami psychicznymi, to powinni się leczyć.

Linia obrony Urbana jest łatwa do przewidzenia. Wjazd Jezusa do jego tygodnika jest zabroniony, a może nawet na parking redakcji.

Ciekawe, jakim bolidem jeździ Bóg - i gdzie? Polscy prawnicy są jakoś mało kumaci. Może modlą się nie do tego Boga. I dlatego ośmieszają się.

piątek, 5 lipca 2013

Palikot pieprzy


Janusz Palikot miał szansę stworzenia nowoczesnej lewicy. Do tej pory mu się nie udało, a może nawet zaprzepaścił.

Piszę "może", bo może jeszcze ją odbudować, ale nie z ludźmi, których w partii posiada. Sam też popełnia błędy, które tę szansę oddalają w przestrzeń "nigdy".

Oto rzecze takie słowa: "PO prowadzi brudną grę".

A chodzi o transfer. Kolejny poseł ewakuuje się z Ruchu Palikota do PO.

Jak Palikot transferował Gibałę z PO do siebie, to było w porządku, to nie była brudna gra?

Palikot pieprzy.

Życzę mu, żeby nie pieprzył, acz znając kondycję ludzką - z tego pieprzenia nie potrafi już wyjść. A szkoda, bo to bardzo zdolny polityk.

środa, 3 lipca 2013

Dziób Rokity


Jan Rokita skarży się "Rzeczpospolitej", że chcą mu "zamknąć dziób". Publicystyka byłego posła i członka Platformy miejscami przypomina najlepsze jego czasy w komisji Rywina, gdy gwiazda byłego już polityka rozbłysła dzięki talentom intelektualnym.

Jednak temat, któremu wypowiada narracyjną wojnę, nijak się ma do błyskotliwości umysłu, a jest prawnym procedowaniem, gdzie emocje nie mają nic do rzeczy, a dowody są weryfikowane w świetle prawa. Nie wypadły one na korzyść Rokity, który przegrał proces z Konradem Kornatowskim. Rokita zarzucił mu, iż brał udział w tuszowaniu śmierci Tadeuszu Wądołowskiego na komisariacie w Gdyni w 1986 roku.

Urażony Kornatowski odwołał się do sądu, wygrał - proponował Rokicie ugodę - i chce zadośćuczynienia w postaci przeprosin. Dużo?

Rokita uważa, że złamany byłby jego honor. Podpowiem Rokicie, w pierwszym rzędzie złamany byłby honor  prawa. Lecz prawo podjęło taką, a nie inną decyzję. Gdyby Rokita potrafił przez polityczne narzędzia złamać prawo, jego literę, nie mielibyśmy prawa w Polsce, a ręczne sterowanie prawem. Przerabialiśmy to już za Jarosława Gowina.

Prawo podjęło decyzję na podstawie dostępnych dowodów, Rokita nie stracił honoru. Rokita teraz traci honor upierając się za wszelką cenę, że jego będzie na wierzchu. Upiera się do tego stopnia, że posługuje się kłamstwem, jak to było z komornikiem, który miał mu odebrać cały majątek, a jego zostawić nagiego tylko w galotach we włoskiej Perugii.

Rokita na szalę rzucił honor, teraz rzuca talenty narracyjne. Może jednak Rokicie o coś chodzi. Nie o Kornatowskiego, nie o to, że musi opublikować przeprosiny. Ale zbliża się IV RP i wysyła sygnały dymne, że w najcięższych czasach dla PiS i Kaczyńskiego wysłał Nelli, gdzie diabeł nie może.

Obecnie wysyła swój honor, który chce mu odebrać "korporacja prawników" i przede wszystkim Tusk. Dlatego Rokita tak kłapie dziobem, który chcą mu zamknąć.

Szkoda mi Rokity, bo to zdolny polityk. W jego wypadku może być tak - jak utrzymuje psychologia behawioralna - że pan upodabnia się do psa, a Rokita do żony Nelli.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Alicja Tysiąc w krainie katolickich czarów


Alicja Tysiąc chciała decydować o sobie, przekroczyła taflę lustra i znalazła się w Krainie Czarów. Polskich Czarów Katolickich, rządzonych przez irracjonalną wartości chrześcijańskie, których wyższość nad wolnym wyborem jest prawem naturalnym. Wyższość prawa boskiego nad prawem ludzkim.

Tak orzekli biskupi i nie ma zmiłuj się. Tysiąc, która zaszła w trzecią ciążę będącą zagrożeniem dla jej życia, jak orzekli lekarze, nie znalazła u tych lekarzy pomocy, aby usunąć ciążę. Urodziła i jak lekarze-prorocy (Białe Króliki) orzekli, pogorszyło jej się zdrowie (padł jej wzrok, przyznano jej pierwszy stopień niepełnosprawności).

Tysiąc wystąpiła przeciw państwu polskiemu do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, gdzie po kilku latach perturbacji przyznano jej 25 tys. zł zadośćuczynienia.

Ale Alicja już nie wróciła na Właściwą Stronę Lustra (rzeczywistości), wróciła do irracjonalności Polski, do Krainy Czarów Katolickich, której strzeże Humpty Dumpty Tomasz Terlikowski, a ten w języku katolickich wartości Alicji zarzucił "moralną obrzydliwość" i z łaskich boskiego natchnienia literackiego porównał ją do hitlerowskiego zbrodniarza Adolfa Eichmanna.

Czary Katolickie uprawiają wszelakie media i gryzipiórki tych mediów Tweedledum i Tweedledee, a to jakiś biskup, a to "Gość Niedzielny", którzy w tym kotle czarów mieszają równo, wszak nie tylko aborcją, ale in vitro, wyższością niepisanego prawa naturalnego nad pisanym człowieczym. Krótko pisząc robię nas w konia do Ósmego Kwadratu.

Alicja Tysiąc po latach suchego chleba Krainy Czarów Katolickich trafiła wreszcie do Królowej Kier, dziennikarki "Wprost", Magdaleny Rigamonti, u której szukała pomocy. Suchy chleb Czarów Katolickich w rzeczywistości jest bez omasty, gdy nie jest się takim. o. Tadeuszem Rydzykiem, ale stygmatyzowanym Eichmannem. Dziennikarka Alicję wysłuchała i jak to Królowa usłyszała to, co pisze się w Krainie Czarów Katolickich, mianowicie:

"Alicja Tysiąc znalazła sposób na życie. Procesuje się z tymi, którzy ją obrazili. Wygrała 30 tysięcy z Gościem Niedzielnym, a od Tomasza Terlikowskiego chce 130 tysięcy. Liczy też na to, że ktoś napisze o niej drastyczną książkę i zrobi film, a ona na tym zarobi. Liczy też na pomoc. Od polityków i zwykłych ludzi. Bo z pieniędzy, z 25 tysięcy euro wygranych W Strasburgu nic nie zostało."(Magdalena Rigamonti - "Tysiąc chce tysiące")

Nie jestem zanadto zdziwiony takim potraktowaniem Alicji Tysiąc, gdyż czytam w internetowym wydaniu "Wprost" złotą myśl naczelnego Sylwestra Latkowskiego wypisaną wielkimi bukwami: "Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre zwierzęta są równiejsze od innych - słynna maksyma z „Folwarku zwierzęcego” Orwella obowiązuje do dziś. Zasady, na których opierało się państwo totalitarne, mają się świetnie także w państwie prawa, jakim - chcę wierzyć – jest Polska. Tylko czy rzeczywiście nim jest?"

"Wprost" uczestniczy w Wyścigu Kumotrów (tygodników opinii), a w nim wygrywa ten kto zapoda bardziej absurdalną treść. Alicja Tysiąc trafiła do takiego surrealizmu: Krainy Czarów Katolickich, w której aby przeżyć o Suchym Chlebie trzeba uśmiechu Kota z Cheshire, bo inaczej skończymy w Kałuży Łez.