Jutrzejsze wydanie "Wyborczej".
czwartek, 10 lipca 2014
Piotr Gliński, taka sobie Ofelia
To, co się stało wczoraj w Sejmie, to czysty spektakl, esencja polskości, z której miał szansę wyłamać się Donald Tusk, ale zrezygnował, wszak jest Polakiem.
Premier odparł beznadziejny atak patriotycznego opozycjonisty Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS wali głową w mur z przyzwyczajenia i nie czuje, że jest to żenujące widowisko. Kolejny spektakl, aby wygłosić formułę, "być, albo nie być, oto jest pytanie".
Padło na "być w opozycji". Jako kozioł ofiarny, oferma, który jest poświęcany dla zachowania ładu politycznego, wystąpił po raz enty prof. Piotr Gliński. Jak na Ofelię przystało, bez wiary wygłosił expose techniczne.
Kaczyński nawet użyczył mu czaszkę Yoricka w kuluarach. Popatrz, do czego ja ciągle mówię - zdawał się postępować prezes. Poczuj, z czym ja ciągle mam do czynienia, z martwym marzeniem o władzy, z insygniami opozycji, z czaszką.
To najdłużej grany spektakl w III RP, na afiszu siódmy rok. I skończy się, jak zawsze kończą się tragedie władzy, przyjdzie Fortynbras.
Bo to na niego czeka Polska, aby powiedzieć:
Żegnaj książę czeka mnie projekt kanalizacji
dekret w sprawie prostytutek i żebraków
muszę także obmyślić lepszy system więzień
gdyż jak zauważyłeś słusznie Polska jest więzieniem
Czekamy na prozaicznego Fortynbrasa, który weźmie się do roboty, aby załatwić najprostsze, ale dla Polaka najtrudniejsze sprawy, a nie ciągle wygłaszać na proscenium tyrady o wyższości, misjach i moralnych powinnościach.
A Gliński - cóż - to taka sobie Ofelia.
Premier odparł beznadziejny atak patriotycznego opozycjonisty Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS wali głową w mur z przyzwyczajenia i nie czuje, że jest to żenujące widowisko. Kolejny spektakl, aby wygłosić formułę, "być, albo nie być, oto jest pytanie".
Padło na "być w opozycji". Jako kozioł ofiarny, oferma, który jest poświęcany dla zachowania ładu politycznego, wystąpił po raz enty prof. Piotr Gliński. Jak na Ofelię przystało, bez wiary wygłosił expose techniczne.
Kaczyński nawet użyczył mu czaszkę Yoricka w kuluarach. Popatrz, do czego ja ciągle mówię - zdawał się postępować prezes. Poczuj, z czym ja ciągle mam do czynienia, z martwym marzeniem o władzy, z insygniami opozycji, z czaszką.
To najdłużej grany spektakl w III RP, na afiszu siódmy rok. I skończy się, jak zawsze kończą się tragedie władzy, przyjdzie Fortynbras.
Bo to na niego czeka Polska, aby powiedzieć:
Żegnaj książę czeka mnie projekt kanalizacji
dekret w sprawie prostytutek i żebraków
muszę także obmyślić lepszy system więzień
gdyż jak zauważyłeś słusznie Polska jest więzieniem
Czekamy na prozaicznego Fortynbrasa, który weźmie się do roboty, aby załatwić najprostsze, ale dla Polaka najtrudniejsze sprawy, a nie ciągle wygłaszać na proscenium tyrady o wyższości, misjach i moralnych powinnościach.
A Gliński - cóż - to taka sobie Ofelia.
środa, 9 lipca 2014
Ksiądz pijany w sztok z dzieckiem w samochodzie
Policja wielkopolska w miejscowości (nomen omen) Kaczki Średnie zatrzymała pijanego w sztok księdza, lat 35, który jechał mazdą.
Ksiądz miał 3 promile alkoholu w wydychanym powietrzu, tyle wykazał alkomat. Klecha musiał jechać wężykiem.
A co najgorsze - miał pasażerkę, 4-letnią dziewczynkę.
Zatrzymany został w Wielkopolsce, podczas gdy jest mieszkańcem powiatu radziejowskiego, a więc kujawsko-pomorskiego. Trochę tych kilometrów jest od miejsca zamieszkania do miejsca złapania.
Powstaje pytanie, co robiło dziecko w samochodzie klechy?
Więcej >>>
wtorek, 8 lipca 2014
Katolicki odjazd od rozumu
Ks. Adrian Jaksędra ze Zwolenia powinien być kapelanem prof. Bogdana Chazana. Ten sam katolicki sznyt, odjazd. A może księżulo właśnie o to zabiega.
Klecha jest przeciw szczepionkom podawanym dzieciom. Na ostatniej niedzielnej mszy przestrzegał przed nimi wiernych ,wg niego szczepionki są wytwarzane z poaborcyjnych płodów.
A w tym czasie pod kościołem zbierano podpisy pod petycją domagającą się rozszerzenia klauzuli sumienia na stosowanie szczepionek dla dzieci.
Toż to kapelan Chazana. Ginekolog z warszawskiego szpitala odmawia aborcji uszkodzonego płodu, a klecha zasuwa kropidłem.
Katolicki odjazd od rozumu.
Więcej >>>
poniedziałek, 7 lipca 2014
Afera podsłuchowa: uszkodzone państwo
Prokuratura wreszcie wypowiedziała się w sprawie taśm z podsłuchu, które opublikowało "Wprost". Jak one mają się do prawa obowiązującego w Polsce, niewiele można było usłyszeć od prokuratury.
Ale prokuratura ma nośniki, które były "specjalnie ukryte i uszkodzone". Skąd zatem prokuratura ma wiedzę, czy to są te taśmy?
Prokuratura też nie wypowiedziała się, czy to były oryginały "uszkodzone". Dzisiaj wszystko można skopiować, nikt nie będzie wiedział, co jest oryginałem. Takie uszkodzone "oryginały" mogły być odpowiednio spreparowane.
Gdy są uszkodzone, należy założyć, że są zmanipulowane. Czyżby "Wprost" obawiało się, że ich tajemniczy kontakt zostawił odciski palców na nośnikach, albo ślad szminki.
Komunikat prokuratury nie trzyma się kupy. Redakcja "Wprost" zagrała władzy na nosie, w tym najważniejszym ministrom w rządzie, redakcja gra na nosie organom ścigania, bo dziennikarze są chronieni prawem.
Cokolwiek przyjdzie do głowy żurnalistom z "Wprost", mogą napisać. Powołać się na źródło, które muszą chronić, a następnie zniszczyć nośnik.
Coś jest dysfunkcjonalnego na linii prawo prasowe - prawo karne i cywilne - organa ścigania.
Pomówiony może dochodzić swego wg prawa cywilnego. W tym konkretnym przypadku poszkodowanymi są najwyżsi urzędnicy państwa. A państwo ma obowiązek dochodzić przestrzegania prawa, gdy mu się szkodzi. Dochodzić z urzędu.
Dziennikarstwo w tygodniku "Wprost" sięgnęło bruku. Manipulowanie podsłuchami, jak żywnie się podoba. Uszkodzone nośniki są tym samym, co wiadomości z sufitu. Dziennikarstwo "Wprost" jest z sufitu.
Prokuratura ma jednak 10 tomów aktów i 18 pokrzywdzonych. Nóż w kieszeni się otwiera, bowiem ci poszkodowani są pomówieni na podstawie taśm z sufitu, na podstawie uszkodzonych nośników.
Jakie prokuratura chce postawić zarzuty, gdy jest 18 pokrzywdzonych? Kogo chce postawić w stan oskarżenia i jakie ma dowody? Bo dowodami nie są uszkodzone taśmy.
Po cichu wali nam się państwo, walą się instytucje prawa, a żurnalistyka "Wprost" ma się dobrze, bo oskarża kogo chce na podstawie sufitu.
Sięgnęliśmy dna. Wszyscy: państwo, czwarta władza i społeczeństwo, które karmi się "uszkodzonymi nośnikami". Czy wszystko już jest w kraju uszkodzone?
niedziela, 6 lipca 2014
Giertych jako Pimko, a nie żaden Wallenrod
Zmartwychwstanie polityczne Romanowi Giertychowi idzie bardzo opornie. Zbawca, co prawda ze dwa razy wyciągnął rękę w jego kierunku, ale nie powiedział: - Pójdź za mną.
I może nie powiedzieć. Jednemu powiedział - i co z tego wyszło? Łazarz, pardon: Michał Kamiński znowu obalił się na polityczne mary, choć z tych mar obecnie chwali swego zbawcę, jako poprzednio swego przewodnika Jarosława Kaczyńskiego, a może nawet silniej.
Z Giertychem mogą być problemy jeszcze większe, bo to Łazarz podsłuchany. Paweł Nisztor takie wyciągnął na niego kolubryny, że Giertych fajtnie i może się nigdy nie ożywić. W sukurs byłemu wicepremierowi z rządu Kaczyńskiego przyszedł "Newsweek" z wywiadem i pozwolił z tych mar przemówić.
W rozmowie Giertych prezentuje się jako erudyta, chwali się, że był Konradem Wallenrodem w rządzie Kaczyńskiego. Czyli krótko pisząc: piłował gałąź, na której siedział. Udało mu się. Owocem tej gałęzi on okazał się zgniłkiem, a prezes PiS tak się uleżał i jako dorodny owoc chce zbawiać Polaków. Sondaże niebezpiecznie pozwalają mu sięgać po marzenia. Jeszcze większość Polaków tych marzeń nie podziela, lecz z marzeniami jest tak, jak z wiatrami historii i mogą zmienić rodakom orientację.
Z Giertychem jest ten problem, że nie wiadomo, czy wiedział, że jest Konradem Wallendrodem, czy po czasie dostał epifanii.
Z wywiadu (fragmentów) wynika, iż z niego taki Wallenrod, jako nim był, gdy podpiłował gałąź, dzisiaj podsłuchany, edukator narodu, co to chciał z lektur szkolny wypisać "Ferdydurke", może wreszcie Gombrowicza przeczytał.
I z tej lektury Giertych wyszedł na profesora Pimko, który radzi swojemu zbawicielowi in spe, a nawet zapowiada, że może się powięcić dla narodu, aby Kaczyńskiego nie dopuścić do rządzenia i objąć obojętnie jaką tekę. Coś mi się widzi, że tę tekę chętnie by niósł zamiast Bartłomieja Sienkiewicza, o czym donosi jeden z tabloidów.
Giertych był Wallenrodem w swoim mniemaniu, na na marach został profesorem Pimko. I tak zostanie. Łazarz może być jeden i to nieudany. Coś nieświeżo z Giertycha też zalatuje.
Więcej >>>
Subskrybuj:
Posty (Atom)






