niedziela, 8 lutego 2015
Debata pretendentów: Dudy, Jarubasa, Ogórek, Palikota - wszystkim Polakom się należy
Kandydat PSL Adam Jarubas wyzwał na debatę Andrzeja Dudę (PiS). I to jest całkiem sensowna propozycja pretendentów, praktykowana w sporcie. Aby zmierzyć się z mistrzem, musisz pokonać peleton kandydatów.
Daleko na przedzie nie tylko w sondażach jest doświadczony polityk prezydent Bronisław Komorowski, reszta peletonu ma do niego ogromne straty. Ale to oni są przyszłością.
Duda dostał dobre recenzje za bardzo drogą konwencję. Niewielu komentatorów pochyliło się nad treścią jego wystąpienia. O Dudzie cokolwiek powiedzieć sensownego jest trudno, do tej pory nie konfrontował się w debacie. A prawidła takiej dyskusji ujawniają cechy charaktery, szczególnie przywódcze. O tych niewiele wiemy.
Debata Jarubasa z Dudą. Wszak nie tylko na niej mogłoby się skończyć, możliwe są jeszcze inne warianty debat (Ogórek, Palikot), to nie musi być walka o drugie miejsce, to mogłaby być debata, kto jest godny zmierzenia się z prezydentem w drugiej turze, o ile do takiej by doszło.
W kraju debat mamy jak na lekarstwo, ostatnio wcale, bo do takich nie można zaliczyć pyskówek na sali sejmowej. Polacy mogliby usłyszeć wyartykułowane potrzeby naszej polityki zagranicznej, jak kandydaci oceniają bezpieczeństwo Polski i co jest najważniejsze do realizacji w sferach społeczno-obyczajowych.
Cały czas mamy do czynienia z emocjami: PO - tak, PiS - nie. To nie jest żadna wartość merytoryczna, ani intelektualna, to jest wartość plemienna. Pretendeci otrzymaliby szanse wymiany starych polityków, ale przede wszystkim przekonać do siebie i do racji, że Polacy mogą się różnić, lecz to nie przeszkadza debatować, ucierać racje. Bo tylko tak można wypracować optymalne warianty dla Polski. Czasy sielanki się skończyły, co dowodnie widać za wschodnią granicą. Jarubas, Duda, Ogórek i Palikot mogliby pokazać, czym jest myslenie o Polakach i Polsce, a nie tylko o interesach partyjnych.
Jarubasie, Dudo, Ogórek i ty, Palikocie, debatujcie o Polsce, bo to wszystkim się należy!
Więcej >>>
sobota, 7 lutego 2015
Duda, który powstał z chuchu Hofmana
Kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda, podobnie jak kandydat sprzed 5 lat Jarosław Kaczyński, jest spadkobiercą Lecha Kaczyńskiego. Bardzo wąska tradycja i bardzo pisowska. Przewaga Dudy nad prezesem Kaczyńskim jest przewagą młodości, co w polityce nie jest walorem.
Bardzo dokładnie ten brak waloru zabrzmiał w przemówieniu obecnego kandydata. Prezydenturę przedstawił, jakby był premierem rządu. Czy tylko w tym aspekcie nawalili piszący mu przemówienie, acz wygłosił je "z głowy", czy on sam, który bezkrytycznie je wygłosil?
Prezydent nie wszystko może, bo w Polsce nie mamy modelu prezydenckiego. O czym Duda powinien wiedzieć, jako teoretyk, ale zabrakło mu wyczucia jako praktykowi.
Duda wyciągnięty z trzeciego rzędu nie potrafi aklimatyzować się w pierwszym rzędzie. Prezes Kaczyński głęboko schował się na konwencji, ale jego oddech można było wyczuć w przemówieniu tej, która go zastąpiła, Beaty Szydło i kandydata Dudy.
Oddech Kaczyńskiego - taki tytuł mogłaby nosić konwencja. Oddech Jarosława - rzecz jasna. Dudy program to program rządzenia, jako premiera. To program PiS. Wszystko w nim było. Wszystko populistyczne.
Duda przez przypadek został kandydatem PiS, bo prezes swoją decyzję ogłosił, gdy w partii był problem z pijacką wyprawą Adama Hofmana do Madrytu.
Duda powstał w chuchu Hofmana (to jest ten właściwy oddech Kaczyńskiego), to jest jego 15 minut sławy, które sformułował Andy Warhol w stosunku do show biznesu. Konwencja PiS odbywała się w studiu filmowym ATM, a więc show polityczne. Dudzie nie grozi być postacią pierwszoplanową, bo jego osobowość jest bardzo szara, drugo, trzecioplanowa - i na takiego mógłby liczyć Oskara.
Pozostaje pytanie: dlaczego mimo chuchu Hofmana, prezes postawił na Dudę? Czy tylko dlatego, że w partii nie ma rzeczywistych osobowości? Czy prezes trzyma się tego: jeżeli ja przegrywałem, a jestem z was najlepszy, wy też macie przegrywać?
Coś mi się widzi, że ta ostatnia logika obowiązuje w PiS. Duda urodził się z chuchu Hofmana i robi w tej chwili za alkomat tej partii. Inaczej tej kandydatury poważnie nie można traktować. Tak odebrałem show polityczne PiS w ATM.
Więcej >>>
piątek, 6 lutego 2015
Kościół zawiódł się na posłach, co do których wydawało się, że mógł na nich liczyć
Kościół zawiódł się na niektórych posłach podczas głosowania nad ratyfikacją konwencji antyprzemocowej. Nie dziwię się rzecznikowi KEP ks. Józefowi Klichowi, że jest rozgoryczony. Jego zwierzchnicy obarczyli konwencję wszystkimi grzechami świata, że Dekalog to przy niej mały pikuś. Czego to nie szłyszeliśmy: gender, faszyzm łamany przez komunizm. A ostatnio nawet wybrzmiało postmodernistyczne pojęcie: neomarksizm. Sam Slavoj Żiżek i jego guru Lacan by się takiego nowotworu nie powstydzili.
Biskupi tak się nadymali, list pasterski w formie instrukcji do posłów PiS tudzież innych wystosowali, a tu kicha w Sejmie. Konwencja została suwerennie przez przedstawicieli Polaków klepnięta. Nie wiem, kogo jest reprezentantem Episkopat, ale wiem, że mają swoich posłów, na których się zwykle nie zawodzą.
A biskupi nie zawodzą się na wszystkich posłach PiS, na połowie posłów PSL i na trzech gowinowcach z Platformy. Taką ma niezawodną siłę Kościół, który jednak dzisiaj z nadymania pękł. Ale Klich nie powinien się zanadto martwić, bo tłumaczenie Konwencji może iść do Trybunału Konstytucyjnego, a tam mają swojego człowieka i to szefa tego ciała prawnego, który był nagrodzony za zasługi dla państwa w Watykanie medalem Pro Ecclesia et Pontifice, niezawodny prof. Andrzej Rzepliński.
Wygrana konwencji antyprzemocowej w Sejmie to sukces premier Ewy Kopacz. Donald Tusk bał się ruszyć dzieło neomarksistowskie. Dobrze, że Tusk wyjechał do Brukseli, gdyż dzięki temu mamy wreszcie premiera z jajami, który nie zawodzi Polek i Polaków.
W polskim Sejmie naprzeciwko siebie stanęli reprezentanci niezawodzący Polki i Polaków, a po drugiej stronie nie zawodzący Kościoła. Ewa Kopacz jak hetman poprowadziła do zwycięstwa naszych polskich przedstawicieli nad tymi, "co do których wydało się, że mogliśmy na nich liczyć" (ks. Klich o przedstawicielach wartości watykańskich).
Może nie była to bitwa pod Grunwaldem (15.07.1410), ale w tej bitwie na pewno zwyciężył Rozum (06.02.2015).
Więcej >>>
czwartek, 5 lutego 2015
Duda z "Solidarności" jest niestety sam piromanem, Polska nie da się podpalić, więc jego ambicje spłoną na tym wzniecanym stosie
Szef "Solidarności" Piotr Duda nie ukrywa, że interesuje go przewracanie kraju, bo chce ugrać politycznie i finansowo dla wąskiej grupy funkcjonariuszy związkowych.
Duda nie sili się na żadne uzasadnienie, stwierdza: "PO i PSL podpalają Polskę". Nie isteresuje go, że ten absurd nie trzyma się kupy. PO inicjuje strajki w kopalniach, etc.
Platforma teraz wyjdzie na ulice Warszawy, będzie palić opony, rzucać śrubami, domagać się od siebie więcej niż zasługuje, a przy tym używać języka polskiego jako wróg samej siebie. A kto by się przejmował logiką. Duda tym się nie przejmuje, jako celebryta. Łazi po mediach.
Tak Duda plecie na mękach rozumu, jak Piekarski. Czego broni Duda? Swojej posady, a jest ona lepiej uposażona niż ministra w rządzie Ewy Kopacz, do tego nie musi składać oświadczeń majątkowych.
Oczywiście, że odbija się premier Kopacz pierwsze porozumienie ze związkowcami w Komapnii Węglowej. Donald Tusk dawał sobie radę z Dudą, acz przychodziło mu to z wielkimi oporami, a także zamiataniem wielu kwestii pod dywan.
Duda teraz liczy, że da radę z kobietą, wypowie absurd o podpalaniu. Trudno, Ewa Kopacz musi bronić Polski przed Dudami, może nawet jego metodami. Jaka akcja, taka reakcja. Wyłazi Duda na ulicę, będzie rzucać śrubami, palić opony - trzeba go poczęstować pałą. Po coś policja istnieje. Zdaje się, że dla bezpieczeństwa publicznego, prawda?
A Sejm jasno i głośno winien powiedzieć: funkcjonariusze związkowi składają zeznania podatkowe, bo Duda to polityk. Niczego w życiu nie osiągnął, tylko rozwala, co mu nawinie się pod rękę i puszcza w obieg absurdy o piromanii.
Zdecydowana Ewa Kopacz prędzej czy później uświadomii szeregom, z których korzysta Duda, że to jest przeciw nim samym. Wówczas Dudę opuszczą, A nawet sprawią mu polityczny stos. Wtedy jego kariera polityczna spłonie, jak absurdy, które wygłasza. Niech zginie od broni, którą propaguje.
Więcej >>>
wtorek, 3 lutego 2015
Trzy zmartwychwstania w rządzie Ewy Kopacz
Janusz Palikot w stosunku do Ewy Kopacz powinien zweryfikować swoje miejsce w szeregu, a na pewno w liczbie zmartwychwstań. Lider swojego Ruchu zapowiedział zmartwychwstanie w "Newsweeku".
Takie sobie biblijne osiągnięcie. Łazarz, Chrystus... Pojedyncze dokonania. Ale nigdzie nie napisano o trzech zmartwychwstaniach jednocześnie, a tak stało się w rządzie Ewy Kopacz.
Oto trzej powstańcy z martwych: Małgorzata Kidawa-Błońska, Jacek Rostowski i Michał Kamiński.
Kidawa-Błońska nie była za długo w hibernacji i nie należy się dziwić, że jest świeżutka. Ale Jacek Rostowski? Czy nie będzie chciał knuć przeciw ministrowi Mateuszowi Szczurkowi, który go wygryzł, albo jakiemuś wicepremierowi, boi z takiego konia spadł?
Michał Kamiński to kompletna zagadka. Jego marsz przez wszelakie partie jest zastanawiający i jak tak dalej pójdzie, to skończy w SLD ten miłośnik Pinocheta. Jeszcze do mnie nie dotarło, ale możliwe, że Kamiński jest już wyznawcą Jaruzelskiego.
Czy nie ma w Platformie specjalistów od wizerunku? Czy Ewa Kopacz nie mogłaby trzydziesto-, czterdziestolatków w Platformie wreszcie dowartościować?
Niespecjalnie podobają mi się te nominacje w obliczu fali protestów kolejnych branż. Zmartwychwstańcy mają swoje słabości, z tych powodów w takim politycznym stanie się znajdowali. Opozycja nie omieszka to wykorzystać.
Ewo Kopacz, nie idź tą drogą! Bo jak tak dalej pójdzie to ministrem sportu zostanie Jan Tomaszewski, miłośnik Kaczyńskiego.
Więcej >>>
poniedziałek, 2 lutego 2015
Fundamentalizm pisowski będzie szkolony w Korpusach Ochrony Wyborów
PiS tworzy Korpus Ochrony Wyborów. O co w tym chodzi? Partia Kaczyńskiego tworzy alternatywę. Nie jest to alternatywa opozycyjna, jest to alternatywa pisowska, która z czasem może stworzyć quasi-państwo w państwie.
Na razie te alternatywy przynoszą średnie efekty, dotyczy to Klubów Gazety Polskiej, Solidarnych 2010 i mediów, które są finansowane przez spółki PiS i wokół partyjne i mają bohaterów pozytywnych wywodzących się tylko z PiS. Reszta to sami wrogowie.
Czego taki Korpus Ochrony Wyborów może nauczyć w kwestii wyborów? Że kartkę wyborczą z odpowiednio postawionym krzyżykiem wrzuca się do otworu urny, po czym kartka spada siłą grawitacji. I dalej: widać to przez przezroczystą urnę.
O grawitacji i załamaniu światła w szkle uczą raczej w szkole. Chyba że PiS będzie werbować takich do Korpusu Ochrony Wyborów, którzy tej wiedzy nie posiadają.
Nauczą nie tylko fizyki, przede wszystkim patriotyzmu, w którym to uczuciu będzie obowiązywał krzyżyk postawiony na odpowiedniego kandydata PiS.
PiS przygotowuje Korpus Patriotów głosujących na PiS, a tacy fundamentaliści patriotyzmu wiedzą, jak prawidłowo głosować i jak wymuszać, aby głosowanie było prawidłowe.
Na naszych oczach budowany jest fundamentalizm pisowski. Tym sie różni od fundamentalizmu islamskiego, że patriota islamu po śmierci ma bankowo zapewnione siedem dziewic, a fundamentalista pisowski spotkanie z duchem Lecha Kaczyńskiego. Taka zresztą ma być ostatnia scena "Smoleńska" Krauzego: duchy katastrofy w zaświatach.
Fundamenalizm patriotyczny wymaga mitu założycielskiego. Ten już więc jest. Teraz potrzebuje szkół: pislamic schools.
Więcej >>>
niedziela, 1 lutego 2015
Piechocińskiego zielony dar politycznego przekupstwa
Czy Ludwik Dorn zostanie przygarnięty do klubu PSL, jest mniej wartościowe od pytania, czy wystartuje do kolejnych wyborów parlamentarnych z partii chłopów z Wiejskiej.
Wszystkie znaki na PSL-owskim zielonym niebie wskazują, że tak. Janusz Piechociński to najdziwniejszy lider partyjny. Niepozorna jest jego obecność w przestrzeni publicznej, lecz nad wyraz skuteczna.
Przed Piechocińskim PSL wyczerpał możliwości pozyskiwania elektoratu. Waldemara Pawlaka zadowolało być języczkem u koalicyjnej wagi. Piechociński klęknął przed delegatami na zjazd PSL, niemal płakał. Polska się śmiała i wróżono, że Piechociński wyprowadzi sztandar PSL na zieloną trawkę.
A tu guzik. W wyborach samorządowych partia chłopska okazała się czarnym koniem, lepiej: czarnym ogierem. Kaczyński jak zwykle nie postarał się użyć rozumu, tylko emocji i orzekł, że wybory sfałszowano.
Beneficjentem sfałszowania jest PSL. Piechociński ma świadomość, że musi szukać rezerw elektoratu w inny nieortodoksyjny sposób. Pozyskiwać mieszczuchów pod chłopskie sztandary. Czy John Godson przyniesie jakichś wyborców? Na pewno PSL nie straci. Podobnie z Dornem i posłami, którzy transferowali się z Twojego Ruchu. To mieszczanie.
Niewielu zwróciło uwagę na kandydata PSL na prezydenta Adama Jarubasa. Owszem, negocjacje z Bronisławem Komorowskim nie wyszły. PSL widocznie zbyt dużo oczekiwał.
Jarubas to zupełnie nowa postać w przestrzeni publicznej. Pierwszy raz wysłuchałem dłuższego z nim wywiadu. Jest bezpośredni, jasno i płynnie formułuje myśli i nie jest wrogi do nikogo. Jarubas może zyskać więcej dla PSL niż Duda i Ogórek dla PiS i SLD.
Przez Jarubasa Komorowski może zaliczyć dwie tury wyborów, ale Duda tylko jedną. Kandydat PSL nie jest zagrożeniem dla Komorowskiego, ale może powalczyć o drugie miejsce. Jeżeli tak by się stało, to Piechocińskiego można nazwać szejkiem z Kataru.
Katar z niczego (no, oprócz ogromnych pieniędzy) zbudował potęgę w piłce ręcznej tylko na mundial u nich rozgrywany. Piechociński posiadł jakiś zielony dar politycznego przekupstwa. Jeżeli Jarubas wygrałby z Dudą, to zygmuntowski dzwon na Wawelu biłby: falsz, fałsz, fałsz. Na cześć Piechocińskiego z Kataru.
Więcej >>>
Subskrybuj:
Posty (Atom)





