niedziela, 25 maja 2014

Generał nie żyje



Wojciech Jaruzelski nie żyje. Zmarł w dniu wyborów. Czy nie jest to symptomatyczne?

On musiał wybierać od zawsze. I nigdy nie miał dobrych wyborów. Ze złego wyboru wybierał mniejsze zło. Klasyczne warunki tragedii greckiej.

Taki wybór zawsze kończy się źle. Ale inny wybór byłby większym złem. Trafnie jak zwykle to nazwał Adam Michnik:

"Ten sam człowiek, który Polskę zakuł w dyby, później z tych dybów ją wyzwolił".

Tragedia. Zawsze będzie nienawidzony złymi emocjami, ale dowartościowywany przez tych, którzy użyją rozumu.

Na szczęście historia używa rozumu, acz musi upłynąć wiele, wiele lat.

Więcej >>>

poniedziałek, 12 maja 2014

Jedynka TOK FM - System Tuska - nowa retoryka Kaczyńskiego


System Tuska (link)

System Tuska - nowa retoryka Kaczyńskiego


Kampania wyborcza PiS do Parlamentu Europejskiego jest robiona tylko przez jednego polityka, Jarosława Kaczyńskiego. Jeździ po kraju, aby wspierać swoich ludzi, lecz nawet nie dowiemy się kogo z pisowców promował na Śląsku, w Gdańsku, czy dzisiaj w poniedziałek w Garwolinie.

Europa go nie interesuje, ale jej pieniądze, bo Kaczyński kandyduje na zupełnie inne stanowisko. Jeździ nie po to, aby opowiadać, za jaką Europą opowiada się PiS, ale jeździ z branżami i nową retoryką. Na Śląsku był z górnictwem, w Gdańsku z przemysłem stoczniowym, w Garwolinie ze służbą zdrowia.

Zarówno tam, jak i w Garwolinie padły te same słowa w stosunku do górnictwa, stoczni, szpitali. W nowej retoryce Kaczyńskiego "wina Tuska" została zamieniona na "system Tuska". Wina jest słabym określeniem i przylepiło się raczej do katastrofy smoleńskiej. "System Tuska" ma dotyczyć skali całego kraju, całych branż.

W Garwolinie wyraźnie zostały określone mechanizmy "systemu Tuska", które opiera się na oszustwie. Kolejne centralne słowo w nowej retoryce prezesa, do którego dodaje się wzmacniacze przymiotnikowe: gigantyczne, niesłychane, itd.

W systemie Tuska wszystko jest przeliczane na pieniądze (komercjalizacja, prywatyzacja), człowiek się nie liczy, pacjent jest tylko cyferką, a lekarz księgowym.

W systemie Tuska, który opiera się na oszustwie, nie są dotrzymywane zobowiązania, a obywatele, pacjenci niepoważnie są traktowani.

Kaczyński chciał zwrócić na ten aspekt autorowi systemu Tuska, czyli samemu Tuskowi, ale ten zaproszony na debatę o służbie zdrowia "stchórzył".

Tak wygląda eurokampania PiS robiona praktycznie przez jednego człowieka, który chce wywrócić "system Tuska"  w całym kraju, we wszystkich branżach. Ta nowa retoryka Kaczyńskiego może w końcu przynieść efekty, bo Platforma w ogóle nie odpowiada. Trudno, aby w dzień powszedni jeździł premier po Polsce kosztem rządzenia i przekonywał do "oszustw Kaczyńskiego", bądź "pomówień", pustej retoryki, za którą nic nie stoi. Platforma kolejny raz oddaje inicjatywę w ręce prezesa wyekwipowanego w nowy język, nowe sweterki i słitfocie.

Więcej >>>

czwartek, 8 maja 2014

Dezerter Kaczyński i zakompleksiały Waszczykowski



Radosław Sikorski wygłosił w Sejmie coroczne expose na temat założeń polityki zagranicznej. Wobec powszechnie znanej niedyspozycji prezesa PiS do debaty tudzież polemiki, w tej roli zastąpił go Witold Waszczykowski.

Jarosław Kaczyński wolał od Donalda Tuska, jego pół nieortograficzne i wypadł jak wypadł Waszczykowski, który stara się być dowcipny, a jest płaczliwy.

Waszczykowski z expose Sikorskiego zrozumiał niewiele, bo skupił się na pizzy i Twitterze, jakby to było w expose najważniejsze. W ten sposób ze swoich urazów do Sikorskiego zbudował wystąpienie, które miało być opozycyjne, a wyszły tylko kompleksy Waszczykowskiego.

Jakby tego było mało z tymi samymi przemyśleniami pobiegł do redakcji "Naszego Dziennika", gdzie już przez nikogo nie hamowany wylał z siebie żółć na szefa dyplomacji.

Otóż wg Waszczykowskiego Sikorski jest megalomanem. Jak ta uwaga stricte psychologiczna ma się do dyplomacji Sikorskiego, nie wiem.

Gdyby "Nasz Dziennik" był ważnym tytułem, wrogowie kraju mogliby się z tego ucieszyć, a tak ucieszy się tylko Tadeusz Rydzyk.

W PiS szwankuje wszystko. Prezes tchórz i jego akolici bez głowy, za to z kompleksami.

Więcej >>>

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Polska jest Nikiszowcem

Bywają w stosunku do Polaków wielkoduszni wielcy ludzie (fatalnie brzmi to zdanie, ale niech tam). Wielkodusznym, przede wszystkim wybitnym psychologiem społecznym jest Philip Zimbardo, który w katowickim Nikiszowcu zdecydował się otworzyć centrum dla młodzieży.

W tej enklawie wykluczonych prowadzący ośrodek wolontariusze i studenci z Uniwersytetu Śląskiego mają cel, aby pomóc w przemianie młodym wykluczonym, którzy mają się stać "bohaterami codzienności". Własnego życia tu i teraz.

Nie tylko trudnej młodzieży potrzebna jest taka przemiana, ale i Polakom, całej populacji kraju, która żyje w niemożliwej do przezwyciężenia przeszłości. Ta niemożność jest serwowana młodym, starym i garbatym przez elity polityczne, dla których liczy się oddany na nich głos.

Zimbardo inaczej to formułuje, lecz w naszej przestrzeni publicznej formułowane są właśnie takie proste komunikaty odwołujące się do uprzedzeń, do resentymentów, do niemożności tradycji, a ta czasami choć bohaterska, jest przegrana.

Nasza przeszłość jest garbem kultywowanym przez polityków. Naszym garbem są politycy i ich tradycyjne wartości.

W jakimś sensie nasze społeczeństwo jest zakładnikiem polityków, którzy podzielili nas między siebie. Walcząc między sobą, rekrutują z nas żołnierzy sondaży, urny wyborczej, emocji stron internetowych i łamów gazet.

Przemiana wg polityków ma przebiegać wg ich wzorca, co zresztą głośno zostało wyartykułowane, gdy przemieniono Jana Pawła II z błogosławionego na świętego.

Zimbardo ulokował swój ośrodek w trudnej dzielnicy Katowic. Takim Nikiszowcem jest cała Polska, która potrzebuje treningu motywacyjnego, wewnętrznej odnowy w stosunku do drugiego, szacunku innego, inności, tolerancji do słabszych i podstawowej normy społecznej, uprzejmości.

Polska jest dzielnicą Katowic, a politycy kimś w rodzaju uczestników słynnego przerwanego eksperymentu w Stanford. Eksperyment można przerwać, życia politycznego niestety nie można. Brutalny spektakl będzie trwać.

Więcej >>>

czwartek, 24 kwietnia 2014

Świątki i krasnale w sprawie ustawy kanonizacyjnej



Skład osobowy Sejmu nie zawiódł w sprawie ustawy kanonizacyjnej Jana Pawła II. Głosując za, przeciw, a nawet wstrzymując się, politycy zachowali się, jak rozliczne pomniki papieża Polaka (podobno jest ich w kraju 700).

700 pomników kiczu. Symbolami kiczu i takimi kiczami okazali się przedstawiciele narodu, nie dość jednak licznie reprezentowani, jak pomniki.

Świątkami można określić tych, którzy głosowali za, a krasnalami tych, którzy byli przeciw, zaś niedoróbkami - wstrzymujących się od głosu.

Ogromna większość świątków i krasnali w gmachu przy Wiejskiej nie wytrzymuje ciśnienia debaty, ciśnienia decyzji, bo tak naprawdę nie wiedzą, dlaczego tam się znaleźli. Nie wiedzą, dlaczego państwo i Kościół to dwie różne instytucje.

Ba, nasze świątki i krasnale nie wiedzą, dlaczego znalazło się w Sejmie. Głosują za lub przeciw, bo tak się utarło. Kaczyński za, Palikot przeciw, albo odwrotnie. I nie dlatego, że tak każe im rozum, ale dlatego, że przy Wiejskiej ciśnienie tak uderza im w dekiel, iż wystarczy, że Kaczyński popatrzy na Palikota, albo odwrotnie, Palikot popatrzy na Kaczyńskiego - i już wiedzą, jak głosować.

Świątki i krasnale nie zauważyły, że Jan Paweł II może był i wielki, ale dla tej instytucji - Wieży Ciśnień - był politykiem. Zaproszony do Sejmu w 1999 roku wygłosił przemówienie polityczne - wielkie przemówienie - które zamiast tej uchwały kanonizacyjnej powinno być odczytane na głos - i to byłby właściwy hołd, żywy hołd, hołd słowa i hołd rozumu.

Komu jednak hołd rozumu miałby składać nieżyjący Jan Paweł II? W świecie świątków i krasnali coś takiego w naturze jak rozum nie występuje, tylko emocje. Wystarczy, że Kaczyński spojrzy na Palikota.

I tak głosowali za, przeciw, a nawet wstrzymując się od głosu - wybrańcy narodu, przebierańcy emocji, niedoróbki rozumu.

Więcej >>>

środa, 16 kwietnia 2014

PiS - parafia ks. Małkowskiego



Gwiazda obchodów świąt pisowskich ks. Stanisław Małkowski został przez zwierzchnika kard. Kazimierza Nycza potraktowany grożącym palcem.

W radiu bliskim kołom PiS - Wnet - przyjaciel egzorcysty - też ksiądz, pożalił się, że metropolita warszawski może wysłać ks. Małkowskiego na przedwczesną emeryturę. PiS straciłoby swojego kapelana.

Ks. Małkowski jednak dzielnie znosi kardynalski palec, przecież to nie palec Boży, ale któregoś pośrednika woli wyższej.

Do tej pory przecież nie są sprecyzowane arkana egzorcyzmowania. Wiadomo tylko - diabeł jest. Bo gdyby go nie było - tak mówi teologia - na świecie panowałoby samo dobro.

Świat byłby rajem, co więc zrobić z tamtym rajem. Nie byłoby po co umierać. Brnę trochę w herezje, a w każdym razie zapuszczam się w regiony nie-naturalne.

Nie wiadomo, kto ma prawo do odprawiania egzorcyzmów. Kapłan ze specjalnym wyszkoleniem, czy wystarczy protegowany kapłana? Po jakich szkołach, fakultetach, czy po takich w jakich zdobywał szlify Harry Potter? Z jakimi rekwizytami? Czy tylko krzyż wystarczy, czy potrzebne są do tego inne utensylia?

Wiedza egzorcyzmowania jest tajemna. Ale nie dla ks. Małkowskiego, któremu wystarczy mikrofon, uroczystość PiS i przekonanie, że w Pałacu Prezydenckim siedzi diabeł.

Rąbka tajemnicy egzorcyzmów uchylił poseł PiS, Ryszard Czarnecki, który określił, że motywy ks. Małkowskiego były patriotyczne.

Wobec tego Małkowski wyznaje teologię PiS, a nie Kościoła i jest kaznodzieją parafii PiS. A w tej parafii wszystkie chwyty są dozwolone. Za nieskuteczność ks. Małkowskiemu nie może pogrozić kard. Nycz, tylko prezes bez tytułu księdza Kaczyński. Lecz znowu się nie udało.

Patriotyzmem można wszystko wytłumaczyć. Poręczne kropidło.

Więcej >>>