sobota, 31 stycznia 2015

"wSieci": voyeryzm Potockiego i redakcji tygodnika

Sekwencja zdarzeń w sprawie okładki tygodnika "wSieci" sporo wyjaśnia (metodologię i charakter autora materiału).

Dziennikarz "wSieci" Andrzej Potocki wysłał maila do Lalki Podobińskiej w celu napisania artykułu o Annie Grodzkiej. Mail dostał się na skrzynki innych internautów, w tym dziennikarzy - i na Twitterze upubliczniony.


W ten sposób Potocki zrobił dziennikarskie "badania terenowe". I oto uzyskujemy niezwykłą okładkę tygodnika "wSieci", której prekursorem jest słynny żółwik Tuska z Putinem.


Internauci znając metody Karnowskich, dochodzą szaleństw "wSieci".


Bloger Salon24 Starosta Melsztyński na postawie dociekliwości maila Potockiego skonstruował swoje zapytania do autora tygodnika "wSieci".


Voyeryzm dziennikarza Potockiego został zdiagnozowany. W dużej części redakcja "wSieci" mogła zapaść na tę seksualną dolegliwość, o czym świadczy publikacja.

piątek, 30 stycznia 2015

Ewy Kopacz dwie połówki twarzy to twarz Matki Polki


Dwie połówki twarzy premier Ewy Kopacz na plakacie Twojego Ruchu. Jedna połowa, którą powszechnie znamy. I druga połowa, którą też znamy, acz bez podobizny pani premier. Pobita twarz kobiety.

Ta pierwsza połowa twarzy Ewy Kopacz może wpłynąć na drugą połowę twarzy Ewy Kopacz, aby upodobniła się do pierwszej.

Aby wypiękniała.

Czy to jest skandal? Po raz pierwszy Janusz Palikot przestaje być skandalistą. Albo inaczej: skandal służy nieskandalicznej sprawie, dobrej, wrażliwej. Ludzkiej sprawie.

Np. Kościół katolicki nie służy takiej sprawie. Dopuszcza obecność drugiej połówki twarzy premier Kopacz, Kościół boi się gender.

A przecież ta druga twarz premier Kopacz to ukrzyżowany Chrystus, pre-genderysta, który dowartościował Marię Magdalenę, może nawet zrobił z niej apostoła, ale następcy tej wiedzy nie przekazali. Jest wiele o tym poszlak.

Spekuluję? Tak. Wiara jest spekulacją. Janusz Palikot mógłby pospekulować z twarzą gospodyni abp. Stanisława Gądeckiego, szefa Episkopatu Polski.

Gdybyśmy znali nazwisko i twarz gospodyni Gądeckiego, jak jego samego, mogłaby na plakacie zastąpić twarz premier Kopacz.

A czy nie jest tak, że ta twarz Ewy Kopacz to twarz każdej kobiety, w tym gospodyni Gądeckiego, którą to twarz "tworzy" płeć silniejsza?

Polski Sejm w następnym tygodniu ma obradować w sprawie Konwencji o przeciwdzianiu przemocy. Twarz przemocowa Ewy Kopacz, twarz przemocowa gospodyni Gądeckiego jest skandalem.

Palikot skandalista jest przeciw skandalowi takich twarzy. Dwie połówki twarzy Ewy Kopacz to pełna twarz Matki Polki.

Więcej >>>

czwartek, 29 stycznia 2015

Siwy włos Komorowskiego


Partie prowadzą podobne analizy i prognozy, jakie w Polityka Insight przypuścił Wojciech Szacki dumnie podpisując się: starszy analityk ds. politycznych. Zastosował proste i znane narzędzia statystyczne i komparatystyczne.

I wyszedł mu włos Bronisława Komorowskiego, który zwycięży w pierwszej turze wyborów prezydenckich, albo nie zwycięży. Zwycięży w ogóle, bo do tej pory prowadzący w sondażach na cztery miesiące przed rozstrzygnięciem delegowani byli przez elektorat pod żyrandol w Belwederze.

Styczniową sondażową prezydent Komorowski ma imponującą, bo 64 proc. poparcia wyborców, a jego najpoważniejszy rywal z wrogiej partii Andrzej Duda - 21 proc. Ale to się w kampanii prezydenckiej zmieni, bo ta jest kalejdoskopem, który wstrząsa emocjami i dobrowadza do układu partyjnego. Krótko pisząc, Duda dzisiaj jest niedoszacowany.

I w zasadzie kramik z wyborami prezydenckimi 2015 mielibyśmy za sobą, gdyby polityka była zawsze przewidywalna. Narzędzia Szackiego sprawdzają się w czasie spokoju, który jest przewidywalny.

Autor fusów Szacki ocenia przewidywalność swoich narzędzi na 90 proc. I to jest ten włos. Komorowski w pierwszej turze osiąga 51 proc. Włos to 1 proc, a narzędzie dopuszczają wahania zdecydowanie więcej.

Więc wyrywamy Komorowskiemu ze skroni włos - i co? Siwy włos. I takie mogą się okazać fusy Szackiego - siwe. Przestarzałe. Bo nie wypali Westerplatte, jakowyś Kurski znajdzie dziadka z Wehrmachtu, itd.

Ten siwy włos może być zupełnie inny niż w 2005 roku dla Donalda Tuska, acz trudno sobie wyobrazić, aby Komorowski nie został ponownie prezydentem. Szacki nie pisze o największej "wartości" prezydenta Komorowskiego - ma słabych rywali.

Więcej >>>

środa, 28 stycznia 2015

PiS: pasożytnictwo, a nie opozycja; to reprezentuje były minister z rządu Kaczyńskiego, Kluza


Politycy PiS wykazują bystrość umysłu, jak były minister finansów w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, Stanisław Kluza.

Na kłopoty frankowiczów ma jedną odpowiedź: państwo to załatwi. A drugie jest już nową mantrą pisowską: pani premier to ma załatwić.

Rząd stara się ten problem rozwiązać, a więc podładni pani premier w jej rządzie: wicepremier Janusz Piechocinski, minister finansów Mateusz Szczurek, prezes NBP Marek Belka.

Za swoje decyzje finansowe należy odpowiadać, chyba że będą w nastepstwie nieodpowiedzialności zbyt wielkim obciążeniem dla podatników.

Należy też odpowiadać za rekomendacje, ale minister PiS Kluza nawet się nie zająknął, jak to partia Kaczyńskiego walczyła o wolność w zaciąganiu kredytów.

Strona jest dostępna na portalu PiS i wielce prawdopodobne, że autorem jej jest Kluza. A może PiS swoim majątkiem (spółka Srebrna) weźmie na siebie część gwarancji frankowiczów, utworzy pulę w ramach funduszu poręczeń kredytowych z subkontem dla frankowiczów.

Kluza jak jego polityczni zwierzchnicy nie potrafi wziąć żadnej odpowiedzialności za bałagan, jak zrobili w umysłach, ale mantrę potrafi wyrzucić z siebie: pani premier to załatwi.

Żadnych rozwiązań własnych, żadnej odpowiedzialności, zrzucanie indolencji własnej na innych. To nie opozycja, to pasożytnictwo.



Więcej >>>

wtorek, 27 stycznia 2015

Czy Ogórek będzie czarnym koniem?


Kampania prezydencka jeszcze tak naprawdę się nie rozpoczęła. Ale nie będzie czasu dla rywali Bronisława Komorowskiego, aby wylansować swoje nazwiska. Wszak elektorat pisowski powie, jak nie startuje JarekZbawPolskę, to nie idę na wybory.

Elektorat to nie komentatorzy. Elektorat wie na pewno, komentatorzy przypuszczają. Przypuszczam, że na pewno Komorowski zostanie wybrany w pierwszej turze, acz może zdarzyć się druga - wtedy też wygra na pewno.

Bardziej interesująca jest kwestia drugiego miejsca. I wcale nie jest ono tak nieważne dla liderów, a na pewno nie powinno być obojętne dla Zbawiciela. Duda już się wyptrzykał ze wskazaniem wrogów, na których uderzy z byka.

Walnął w Kopacz, jeszcze się nie przewrócił, ale ledwie dycha, bo śmieją się z ofermy. Jak uderzy w Komorowskiego, będzie rechot jeszcze większy.

Dlaczego piszę, że uderza? Bo to styl Kaczyńskiego, a ten styl w PiS jest obligatoryjny. Kto nie pluje, nie charka - to nie nasz. W kraju przyzwyczailiśmy się do takich obyczajów politycznych, ale one na świecie są nieco inne. Rywale sprzeczają się na argumenty, programy, a złe emocje skrzętnie skrywają, bo uwłaczają.

Otwiera się szansa dla Magdaleny Ogórek, gdyż wygląda na to, że Duda siebie nie przeskoczy, a więc kandydatce SLD może wzrastać. I może się okazać, że to Leszek Miller był geniuszem, wiedział na kogo postawić, bo wie, jak jeszcze nie kończyć.

Z Ogórek jest ten kłopot, że się nie odzywa. Oby nie była często spotykaną postacią, która zyskuje, gdy milczy, otwierając zaś usta - traci. Oby jej milczenie nie było złotem, lecz walka okazała się kruszcem.

Ostatni sondaż prezydencki wskazuje, że Ogórek blisko do Dudy. Gdyby się bardziej postarała, nawet przy pomocy Millera, to Dudę by wydudkała, wzięłaby jednym susem. Drugie miejsce pani Magdaleny w wyborach prezydenckich, to upadek PiS i powrót lewicy do pierwszej ligi.

Ale: Czy Ogórek będzie czarnym koniem?

Więcej >>>

poniedziałek, 26 stycznia 2015

W ilu procentach poległ Lech Kaczyński?


Pisma prawicowe wprowdzają nowe standardy dziennikarskie, a nawet naukowe. Przodownika nowych standardów trudno wskazać, bo raz jest ten periodyk, raz inny, a to "Gazeta Polska", a to "wSieci".

Ale nie każdemu udaje się połączyć dziennikarstwo z wiedzą naukową, jak to się stało w ostatnim numerze tygodnika braci Karnowskich.

Nawet do tej wiedzy nie doszli "własnymi rękami" dziennikarskimi, a sondażem TNS Polska. Wiedza ta dotyczy nieśmiertelnego tematu "niepokornych" - katastrofy smoleńskiej.

Tej nowej wiedzy winien się uczyć ekspert Maciej Lasek i inni z jego zespołu. Zlecasz badanie przyczyn latastrofy smoleńskiej pracowni badania opinii publicznej i otrzymujesz wynik: winien albo Putin, albo Tusk, a może Kopacz, bo ona jest obecnie premierem rządu.

Bracia Karnowscy nową metodologią naukową ustalili, iż 39 proc. badanych uznaje, iż mogło dojść do zamachu.

Czy wobec tego można uznać, iż w 39 proc. prezydent Lech Kaczyński poległ, a w pozostałych umarł?

A nawet można zapytać, w ilu procentach dziennikarzami są bracia Karnowscy, a w ilu dyletantami, itd.?

Ciekawy jest też dowód dziennikarskich dyletantów Karnowskich na wynik "naukowy" sondażu, oto on:

"Rosyjska agresja na Ukrainę, mordy i kłamstwa Putina, pokazały Polakom, że ten rezim jest zdolny do wszystkiego. Także do zamachu".

Zamach w 39 proc.? Nowa jakość dziennikarska Karnowskich, niech dalej ci stachanowcy od katastrofy biją rekordy. Niech śrubują jakość do 100 proc. Niech żyje i rozkwita żurnalistyka smoleńska!

Więcej >>>

niedziela, 25 stycznia 2015

Wojna PiS o miliony w centrum Warszawy


"Newsweek" dotarł do dokumentów i filmów, które ilustrują "wojnę" w centrum Warszawy - przy siedzibie PiS, przy Nowogrodzkiej - o grunty warte miliony.

Wojnę toczy prywatna spółka PiS Srebrna z Metropolem, deweloperem. Zaangażowani są w to pracownicy biur PiS i Srebrnej, którzy wcześniej pracowali w CBA.

"Newsweek" jest w posiadaniu materiałów dotyczących nie tylko wojny prawników wspomnianych spółek, ale rękoczynów z użyciem siły fizycznej, skądinąd zachowań mało chwalebnych.

I jeszcze ciekawsza sytuacja dotyczy kwestii finansowania partii przez budżet państwa. Mianowicie PiS złamało prawo, udostępniło pomieszczenia partii przy Nowogrodzkiej dla celów biznesowych. Toczyły się w nich rozmowy między wspomnianymi podmiotami gospodarczymi. A to może skutkować odebraniem PiS rocznej subwencji, czyli kolejnymi marszami prezesa (jak Rydzyka) do prawdy na pobliskim Krakowskim Przedmieściu.

A to już zakrawa na ironię z prawa i sprawiedliwości, a nawet wskazuje na modus operandi, które dotyczy innych związków niepolitycznych, które kolokwialnie są obarczone nagorszymi cechami zachowań niespołecznych.

Nie chcę nazywać prezesa, jako don Corleone Kaczyński, ale to PiS jest partią, której związki z prywatnym biznesem mają charakter wielce naganny, nieprawny, szkodliwy dla interesu Polski.

W tym świetle staje się zrozumiałe zachowanie psychologiczne prezesa Kaczyńskiego, którego priorytetem politycznym jest walka z układami, z sitwą.

Psychologia mówi, że belkę w oku innego widzimy taką, jaką sami wytwarzamy. W polityce specjalistami od układów i sitw są prezes i jego zależni akolici. Publicystyka winna twardo nazywać te nieprawidłowości i porównywać nieprzejednanie, jak tutaj lękliwie starałem się nazwać: don Corleone.

Przyznaję się do lekliwości, bo jak prezes Kaczyński się odzywa, wali się wizerunek Polski, a gdyby doszedł do władzy, to zawaliłoby się zdecydowanie groźniej.

Więcej >>>