piątek, 7 listopada 2014
Chromego Kaczyńskiego chromolę
Tomasz Lis jako redaktor naczelny tygodnika ma prawo sądzić, że partia Kaczyńskiego jest całkiem znośna - kontekstem jest Marsz Niepodległości.
Ta znośność polega, że 11 listopada prezes bierze nogi za pas, bo się boi twardych endeków. Miękki endek boi się twardych. Nietrudno sobie wyobrazić sytuację, że Kaczyński prowadzi ten pochód ku niepodległości.
Znośność Kaczyńskiego jest coraz bardziej nieznośna i nie dotyczy, gdzie on idzie. Bo Kaczyński błądzi i to zdaje się "doceniać" naczelny "Newsweeka".
Nieznośność Kaczyńskiego to wypowiadane brednie publiczne. To staje się nieznośne. Czy prezes wie, co mówi? Nie mam wątpliwości, że nie wie.
Chciał odwołać Radosława Sikorskiego z marszałka Sejmu. Powinien wiedzieć, jako średnio rozgarnięty polityk, pokroju Błaszczaka, że nie może go odwołać, bo szabel nie starcza. To nie jest deklaracja w ankiecie prof. Zbigniewa Izdebskiego.
Tu się liczą szable, a nie mniemanie. Publicznie Kaczyński bredzi, że "społeczeństwo chciało zmiany marszałka Sejmu".
Czyli 50% społeczeństwa plus 1. W najnowszym sondażu społeczeństwo PiS uzyskało 27%, o 5 procent mniej od Platformy.
Wg Izdebskiego "mniemanie o szabli" elektoratu PiS wynosi 18 cm z hakiem. Z szybkiego przeliczenia wychodzi, iż u Kaczyńskiego mniemanie wynosi 30 cm.
Taka jest rozpłodowa wyobraźnia prezesa. W jego wyobraźni wszystko się płodzi, nawet społeczeństwo.
Ale gdy trzeba rozmawiać o konkretach, a nie "eksplozywności", Kaczyński ucieka - a to od Schetyny (jak wczoraj, gdy szef dyplomacji przedstawiał strategię naszej polityki na zewnątrz), wcześniej dawał dyla przed Tuskiem, teraz będzie zaliczać rejterady przed Ewą Kopacz.
Rozumiem Lisa, prezes Kaczyński jest znośny, bo niegroźny, ale ta sytuacja niekonecznie jest zdrowa dla polityki. Powiedzmy sobie wprost, Kaczyński jest tchórzem i takąż ma wyobraźnię, która konfabuluje. Nie potrafi stanąć naprzeciwko rzeczywistym problemom.
To ja mam z takiej znośności się cieszyć? Ogarnia mnie smutek, nasza polityka jest kulawa z powodu tej "znośności". Chroma polityka może być tylko chromolona.
Więcej >>>
czwartek, 6 listopada 2014
PiS: banany prezesa Kaczyńskiego
Jarosławowi Kaczyńskiemu dopisuje szczęście, a PiS to partia, której zlepek ideowy od lewicowego populizmu do prawicowego nacjonalizmu, nie powinien pozwolić dłużej być obecnym na scenie politycznej.
Ale prezes trwa jako szczęściarz, a jego partia trzyma drugą pozycję w sondażach, a nawet czasami psim swędem wychodzi na prowadzenie.
Szczęście dopisuje Kaczyńskiemu, iż Ewa Kopacz nie przyszła na posiedzenie klubu PiS, bo "zaprosili" (czyt. wykręcili się), gdy nie można było zmienić kalendarza pracy premier.
Premier Kopacz wgniotłaby posłów PiS, jak to się zdarzyło na jednym ze spotkań z wyborcami, kiedy próbowano je zakłócić propagandą zamachowo-smoleńską.
Bo kto miałby podjąć dialog z Ewą Kopacz? Jarosław Kaczyński? Prezes zawsze ucieka z sali sejmowej, nie chodzi na Radę Bezpieczeństwa Narodowego. W ogóle nie ma żadnego programu, jedynie negatywną ocenę rządu. Jest nihilistą w tej mierze. Nihilistą władzy.
Przepraszam: prezes i PiS mają eksplozje. Dwie. Jedna eksplozja ma copyright by Antoni Macierewicz, a druga - rozwój eksplozywny prezesa (wymyślony przez jakiegoś piarowca).
Gdyby premier Kopacz przyszła na klub PiS, znowu kilka procent poszłoby partii Kaczyńskiego w powietrze, a tak stanie się to po wyborach, gdy elektorat będzie pluł sobie w brodę: dlaczego oddałem głos na PiS.
Rację ma Tomasz Lis, iż PiS ma problem ze swoim liderem. Ale to ich gaj - i niech w nim pozostaną. Jako opozycja utrzymają synekury, czyli dostaną swoje banany. O to im chodzi - o banany. Kiedyś freudowsko prezes przyznał się do Burkina Faso. Więc kwestii bananów PiS ma także szczęście. Jak na nihilistów, wiedzie im się.
Więcej >>>
środa, 5 listopada 2014
Dlaczego Polska nie jest naszym wpólnym państwem?
Karol Modzelewski pięknie mówi o syndromie braku zaufania, "miękkim podbrzuszu". Dla zwalczających się polityków i elektoratów, Polska nie jest wspólnym państwem, jest zawłaszczona przez strony konfliktu politycznego, raz przez jedną stronę, innym - przez drugą stronę.
Dzieli nas konflikt polityczny, a nie ideowy. Ten podział nie przebiega przez racje, ale przez emocje. Politycy organizują sobie elektorat, utwardzają, ku własnej wygodzie. Nie muszą formułować celów politycznych, wystarczy poszczuć.
Polską specjalnością szczucia są wszelkie obchody świąteczne. Marsz Niepodległości nie jest marszem wyrażającym emocje dla niepodległości, jest marszem, aby podpalić tęcze, squot, jakąś ambasadę.
Terytorium emocji polityczmych nie jest terytorium debaty, rozmowy, wymiany racji. To ziemia spalona dla tych cech.
Kto jest winien? Trudno szukać winy w całym społeczeństwie, a nawet w politycznym społeczeństwie, tj. takim, które wie, co w polityce piszczy.
A w polskiej polityce - owszem - politycy piszczą, słychać ich mysi pisk. Ale przede wszystkim piszczy pułapka na myszy.
Pułapka, czyli mechanizm polityczny, który jest wygodny dla wszystkich stron konfilktu politycznego. Pułapką w tym wypadku jest jakość elit politycznych i mechanizmu, które te elity oliwią, bo przestałyby być elitami.
Po 1989 roku nie zrobiono za dużo w edukacji politycznej, PRL szybko stał się tabu, to jest tylko historią, której bohaterów trzeba rozliczyć.
Historia stała się bezrefleksyjna. Nawaliły elity, a te rozumiem, jako polityków z centralnej (warszawskiej) Wiejskiej i lokalnych Wiejskich, ale też czwartą władzę.
Politycy nie chodzą do mediów, które im nie odpowiadają, uważają za wraże, podobnie jest z komentatorami, czyli dziennikarzami. Czy w TV Republika był Wojciech Maziarski, a w TVN Sakiewicz? Albo przedrukowywane artykuły we wrażej prasie bez zbędnego komentarza?
Miękkie podbrzusze elektoratu postarał się zmierzyć prof. Zbigniew Izdebski. "Politykę" przeczytał - możliwe, że tylko stronę tytułową - Rafał Ziemkiewicz. Tym razem nie nazwał przeciwnika "kaszalotem" (przeciwnik płciowy), ale ch... Na Twitterze podzielił się swoim "miękkim podbrzuszem (tj. zawartością szarych komórek): "O tym ze największe ch... są w PO to wiadomo i bez prof. Izdebskiego".
Więcej >>>
wtorek, 4 listopada 2014
Gosiewski jak żył, to się nie zapowiadał na myśliciela politycznego
Przemysław Gosiewski może zrobić konkurencję dla Lecha Kaczyńskiego. To nic, że nie żyją. Podobno żyje myśl polityczna Lecha Kaczyńskiego. Także o żyjącej myśli Gosiewskiego są przekonani jego rodzice.
Centrum Myśli Politycznej im. Gosiewskiego już ma adres siedziby: Kołaki Kościelne na Podlasiu. Gosiewscy liczą na premier Ewę Kopacz, która ponoć przyjaźniła się z politykiem PiS.
Ojciec Gosiewskiego robi za redaktora jakieś portalu plotkarskiego, bo mówi dla innego portalu prawicowego, że Ewa Kopacz przychodziła do mieszkania Przemka, wspólnie kawę pili i rozmawiali na tematy polityczne.
Możliwe, że Ewa Kopacz w tym układzie jest rozumiana, jako dysponentka myśli politycznej Gosiewskiego. My, publiczność raczej tej myśli nie znamy, gdyż Gosiewski chrząkał, jak prezes mu pozwolił.
Ale co my wiemy?
Jest już kalendarz, jak miałoby dojść do tego wiekopomnego zdarzenia dla polskiej myśli politycznej. Najpierw wystawa w Sejmie o myślicielu politycznym, a potem Kołaki Kościelne.
Jeszcze nie wypowiedział się w tej sprawie Jarosław Kaczyński, który przecież tego myśliciela zrobił szefem Zespołu Pracy Państwowej. Wszyscy wówczas się zastanawiali, kto w tym ZPP jest Wandą Wasilewską.
Kto by pomyślał, że Gosiewski taki myśliciel, jak żył, to się nie zapowiadał.
Więcej >>>
poniedziałek, 3 listopada 2014
Krzyż jak sierp i młot jest symbolem przestrzeni, do której nie należy szkoła
W Zespole Szkół Sportowych w śląskich Krapkowicach krzyż ma służyć, jako broń ideologiczna. Podobno część rodziców chce narzucić uczącej się młodzieży symbol konfesji rzymsko-katolickiej z powodu, iż "Konstytucja RP nie jest neutralna światopoglądowo".
Młodzież dostała do wypełnienia ankietę z jedynym pytaniem i długą preambułą: "Czy przeszkadza ci krzyż w wychowawczej przestrzeni naszej szkoły?"
Dzieje się to w szkole publicznej, a nie w niedzielnej szkółce przy zakrystii, krzyża używa się jako narzędzia wychowania, w tym wypadku wychowanie przez krucjatę dziecięcą ma jeszcze gorszą wymowę historyczną niż gdyby nie było obwarowane zastrzeżeniem metody wychowawczej.
Symbol krzyża ma mieć wymowę tradycji, tym samym zastąpić wiedzę o tradycji. Wszak nikt nie wykreśla daty Chrztu Polski i postaci historycznych związanych wiarą katolicką. A to jest nauka o tradycji.
Tradycję konfesji można pielęgnować w domu i w Kościele. A tradycję w szkole można pielęgnować tylko nauką, w tym wiedzą o symbolu krzyża, jakie niósł dobro i zło w trakcie dziejów.
Równe dobrze jakiś rodzic Marchlewski mógłby dać do wypełnienia ankietę: Czy przeszkadza ci sierp i młot w sprawiedliwej przestrzeni naszej szkoły?"
Rada Rodziców nie jest od symboliki w publicznej szkole, tym bardziej że krzyż jest symbolem przestrzeni wychowawczej takiej instytucji jak Kościół.
Rada Rodziców w szkole to nie konklawe od uzyskiwania zgody na krzyż w "przestrzeni wychowawvczej". Ten dym może być tylko ciemny i nieść sygnał do wojny ideologicznej pod wodzą miejscowego Indianina Torquemady.
Więcej >>>
niedziela, 2 listopada 2014
Polacy na obcych im frontach
Czy my, Polacy, dojrzeliśmy do tego, aby dojrzeć w sobie człowieka? A człowiek jest długi i szeroki. Ma wzloty i upadki.
Człowiek potrafi się przyznać do błędów. A Polak?
Człowiek potrafi powiedzieć, że jest konserwatystą w tym i tym, a postępowy w tym i tym. A Polak? Wszak idea jest wymyślona przez ludzi dla ludzi.
Nie potrafimy się uporać w PRL-em w sobie. Nie potrafimy mówić i pisać, że Polacy się różnią, bo historia nas poturbowała. Poturbowali nas Niemcy i Rosjanie.
Dlaczego my sami musimy się turbować. Polecam lekturę książki "Wasserpolacken" Joachima Cerafickiego. Ale tylko tym, którzy mają głowę na karku.
Więcej >>>
sobota, 1 listopada 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)







