Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gospodarka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gospodarka. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 19 stycznia 2025
sobota, 1 grudnia 2012
Uwaga! To jest spowolnienie, a nie recesja
Dane GUS o wzroście PKB za III kwartał bieżącego roku są alarmujące. Na pewno będą alarmowały polityków, aby uderzać tymi danymi w rząd. Nie łudźmy się, że politykom chodzi o jakieś wspólne dobro, na uwadze mają własne, czyli ambicje o władzy.
Dane są niepokojące, bo wzrost PKB za III kwartał jest rzędu 1,4%, a spodziewano się zdecydowanie większego - 1,8% wg analityków. Warto w tym miejscu sobie uprzytomnić, iż jest to najniższy wzrost od początku 2009 roku. Wówczas to kryzys światowy osiągnął swoje apogeum największe od 80 lat, spowodowany m.in. spektakularnym upadkiem Lehman Brothers.
Zestawiając te liczby należy mieć w świadomości, iż wzrost gospodarczy rząd w tegorocznym budżecie przyjął na poziomie 2,5%. W rozliczeniu rocznym na tak wysokim poziomie na pewno nie będzie, ale nawet pesymiści, czy też realiści utrzymują, że utrzyma się powyżej 2%. JP Morgan podaje dokładne liczby i analitycy tego najbardziej prestiżowego banku obliczają roczny wzrost gospodarczy na 2,1%
To ciągle wzrost i to jeden z najwyższych w UE. Następny 2013 rok, szczególnie jego początek, ma być najtrudniejszy. Rząd przyjął w planach budżetowych na 2012 rok wzrost gospodarczy 2,2%. Urzędowy optymizm Jacka Rostowskiego i Donalda Tuska jest nie do utrzymania. OECD daje nam szanse na 1,6%.
Warto cały czas podkreślać, jest to ciągle wzrost. Gospodarka polska się rozwija, choć inwestycje i konsumpcja spadają (odpowiednio w III kwartale - 1,5% i +0,1%).
Niepokój jest słuszny. Ale czy takim jest u polityków opozycji, którzy wszak nie będą rozważali, ale alarmowali. No i oczywiście zapewniali, że oni lepiej wiedzą, będą wskazania na błędy bez wybaczenia.
Janusz Palikot na swoim blogu punktuje, czego nie zrobiono, a co sam zalecał Tuskowi. O tyle jest to bezwartościowe, że jego partia nie wchodzi w skład koalicji. Bo np. co zrobić z zaleceniem reformy ZUS i KRUS, które zjadają dużą część budżetu?
O nadchodzącym kryzysie, dotykającym bezpośrednio Polski, wiemy od dłuższego czasu. Czy rząd uczynił wszystko, aby zminimalizować jego skutki? Na pewno nigdy dość i na pewno nigdy tak, jak oponenci by chcieli. Zwłaszcza, że klasa polityczna dyskutuje na tematy, które niewiele mają wspólnego z codziennością Polaków, bo jak ma się Smoleńsk do gospodarki, itd?
Gospodarka polska hamuje, wytraca dotychczasową dynamikę, ciągle jednak jest w danych liczbowych jedna z najlepiej się prezentujących w UE. Nie jest to usprawiedliwienie, aby z dobrym samopoczuciem trwać przy władzy, ani z jeszcze większym animuszem opozycyjnym przewracać władzę. Czy polityków stać na rozmowę o faktycznym stanie kraju, a nie o ich chciejstwie?
Na mam złudzeń, zbyt się poróżniliśmy. Premier Tusk utrzymuje, że przyjęty właśnie na taką sytuację kryzysową program "Polskie inwestycje" winien nakręcać popyt i zatrudnienie. Państwo bierze na siebie odpowiedzialność w sferze gospodarczej, nie liczy zanadto na przedsiębiorców. Liberał przyjął filozofię Keynesa.
Czy to zda egzamin? Czy to w porę zostało przyjęte, czy nie za późno? Jeszcze inne istotne są pytania: Czy polskie instytucje są w stanie zgodnie współdziałać, aby minimalizować skutki kryzysu?
Wydaje się, że Komisja Nadzoru Finansowego zbyt przykręciła śrubą kredytową, a Rada Polityki Pieniężnej spóźniła się z obniżką stóp procentowych. To wpłynęło na tak niski wzrost PKB w III kwartale.
Mamy spowolnienie, ale to nie jest recesja. Do niej jest jeszcze kawałek drogi. RPP powinna w najbliższym czasie obniżyć stopy procentowe, to pozwoliłoby Polakom zaciągać kredyty, a tym samym zwiększać konsumpcję, aby jak najszybciej gospodarka wyszła na prostą wzrostową.
piątek, 7 września 2012
Kaczyński dał dyla
Jak należy traktować dzisiejszą konferencję prasową Jarosława Kaczyńskiego, na której zapowiedział na 24 września debatę ekspertów nad propozycjami partii?
Prezes PiS swoje kontrexpose z propozycjami polityczno-gospodarczymi nazwał, że nie była to poważna propozycja, tylko propozycja partyjna.
Konia z rzędem, kto mi tę pokrętną dialektykę wytłumaczy.
Czyżby po wczorajszym obśmianiu przez Jacka Rostowskiego propozycji Kaczyńskiego, któremu własny populizm bilansował się na zero, prezes dawał nogę?
Rostowski wyliczył, że populizm Kaczyńskiego kosztowałby grube dziesiątki miliardów (54,5).
Kaczyński nie chce debaty z Donaldem Tuskiem, bo ma w tyle głowy tę z 2007 roku, więc decyduje się na ekspertów, aby debatowali nad niepoważną propozycją, bo partyjną.
Nawoływanie do wielkiej debaty ekonomistów to zrzucenie z siebie odpowiedzialności politycznej za własne brednie. Ekonomiści mają też inne poglądy, zetrą się monetaryści z keynesistami - i nic z tego może nie wyniknąć.
Polityk jest od przedstawiania wizji, a ekonomista od jej urealniania możliwościami kieszeni.
Kaczyński niewątpliwie stchórzył. Przeszedł z własnym kontrexpose do defensywy. A jesień ma być gorąca, więc inne narzędzia walki zostaną odkurzone w arsenale PiS.
Jakie? Wiadomo: wszelkie brunatne marsze w obronach "coś tam - coś tam" i "prawdy".
Nie powinien się brać za politykę ten człowiek.
Niemniej debata ekonomiczna może być ciekawa. Lista nazwisk odczytana przez Kaczyńskiego na konferencji jest długa: Leszek Balcerowicz, Marek Belka, Robert Gwiazdowski, Ryszard Petru, Andrzej Sadowski, Zyta Gilowska, Krzysztof Rybiński, itd. Pod tym linkiem lista zaproszonych ekspertów.
Pozytywnie odpowiedział Stanisław Gomułka. Ryszard Bugaj też potwierdził, apeluje o równowagę poglądów na gospodarkę.
Teraz pozostaje czekać na głos Jacka Rostowskiego. Dla mnie jest oczywistym, tą propozycją Kaczyński dał dyla. Eksperci pogrążą go, ale sporo padnie ciekawych propozycji, bo to co dzieje się w Hiszpanii napawa ogromnym niepokojem.
Minister z Kancelarii Premiera Adam Jasser też na Twitterze jakby potwierdził, ale nie jest zaproszony:
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)


